Czy 12-latek zlecił pobicie kolegi!? Sprawcy miał zapłacić 400 zł
15-letni Janek Skrzypiński został brutalnie pobity w Brajnikach. Chłopca napadł na polnej drodze nieznany sprawca. Zaczął okładać go pięściami po twarzy. - Chciałem uciec, ale nie zdołałem, przewróciłem się – wspomina Janek. - Potem widziałem, jak mój oprawca ucieka. Rodzina 15-latka na własną rękę zaczęła wyjaśniać sprawę. - Wychodzi nam, że pobicie Janka... zlecił 12-latek z Brajnik – mówi zszokowana pani Agnieszka, ciocia Janka. - Sprawcy za pobicie zaproponował 400 zł.
Rodzina Janka jest w szoku.
- W coś takiego niesamowicie trudno nam uwierzyć, ale fakty, rozmowy i nagrania wskazują na to, że za pobiciem mojego siostrzeńca stoi 12-latek – mówi ze smutkiem pani Agnieszka, która powiadomiła naszą redakcję o całej sprawie. - Nie mogłam tego tak zostawić, bo dziś zlecił pobicie, a za jakiś czas być może zleci zabójstwo – dodaje.
Choć, jak mówiła naszemu reporterowi, sprawę początkowo chciała rozwiązać polubownie.
- Nie udało się – mówi ze smutkiem. - Zarówno ojciec tego chłopca, jak i ksiądz, do którego zwróciłam się z prośbą o pomoc zareagowali... dość dziwnie, tak to ujmę. Ojciec 12-letniego Bartusia nie wierzy w to, co się stało, nie trafiają do niego nawet nagrania z rozmowy z 16-letnim sprawcą pobicia, a ksiądz stwierdził, że ma złe kontakty z prasą i nie będzie się w to mieszał – mówi nam pani Agnieszka. - Zwróciłam się do księdza, bo wiem, że ci chłopcy są też ministrantami, dlatego myślałam, że może jakaś nagana słowna od księdza sprawę rozwiąże. Że Bartuś przeprosi mojego siostrzeńca i będzie po sprawie. Tak się jednak nie stało.
Pikanterii dodaje fakt, że 12-latek i jego starszy brat często spotykali się z Jankiem, gdy był on w Brajnikach na wakacjach.
- Byli stałymi gośćmi w naszym domu – mówi pani Agnieszka. - Ten młodszy od czerwca niemal każdego dnia był u nas. Jadł, pił, bywało, że spał. Jeździł z nami na wycieczki...
Przyczyny niechęci?
Pani Agnieszka szukał powodu, dla którego 12-latek mógł chcieć pobić Janka.
- Początkowo w ogóle nie braliśmy tego pod uwagę, takiej możliwości – wspomina. - Ale potem zaczęły nam się przypominać drobiazgi, które ułożyły się w całość. Jakiś czas temu mojej dorosłej córce zginął wkład do papierosów elektronicznych. Zginął, to zginął, zdarza się. Ale przy jednej z wizyt 12-letniego Bartusia wypadł mu taki z torebki. Podobny. Wówczas Janek powiedział nawet na głos, że to taki sam jak Weroniki. Bartuś zareagował dziwnie, bo nagle wstał i powiedział, że musi iść do domu.
Ale i to jakoś szczególnego wrażenia nie zrobiło na naszej rozmówczyni.
- Takie rzeczy czasami dzieciom się zdarzają – mówi pani Agnieszka. - Ale nikt Bartka za rękę nie złapał, więc zostawiliśmy ten temat.
Potem z Jankiem zaczął konfliktować się starszy brat Bartka. - Licytowali się, kto ma większą wiedzę na temat urządzeń czterokołowych – wspomina ciocia Janka. - Taka rywalizacja i słowne przytyki to też w tym wieku raczej norma. Nie zaniepokoiło mnie to jakoś szczególnie.
„Zaproszenie” na lanie?
W czwartek wieczorem (11 sierpnia – przyp. red.) koło godz. 20 starszy z braci zaczął pisać do Janka na mesendżerze, czy przyjdzie do koni. - Zanim Janek to odczytał, ja dostałam już sms z pytaniem, czy Janek odczytał tę wiadomość. Potem dzwonił i dopytywał, którą drogą będzie szedł. Ale wówczas tego jeszcze w ogóle nie kojarzyłam. Że może to być jakiś podstęp – opowiada kobieta.
Krótko po tej wymianie smsów Janek, który ruszył do koni, został napadnięty przez nieznanego sprawcę na polnej drodze. Był okładany pięściami.
- Ale wszystko wyglądało dość dziwnie – mówią Janek i jego ciocia. - Ten chłopak nie miał żadnego powodu, aby mnie bić. Miałem telefon, portfel, karty i rower przy sobie. Nic nie zabrał. Gdy zaczął mnie bić, rzucił tylko „Co ja tu w ogóle robię?” i tyle. Coś takiego. Ale nie pamiętam wszystkiego – dodaje nastolatek.
Weronika, córka pani Agnieszki, zaalarmowała mamę, że Janek został pobity. - Pobiegliśmy tam, ale sprawcy już nie było – wspomina kobieta. - Weronika i Janek widzieli tego napastnika, jak się czaił za reklamą z ogłoszeniem o sprzedaży działek.
Sprawca ujawniony...
- Skojarzyłam smsy, dziwne wcześniejsze zachowanie chłopców i to pobicie. To wszystko stawało się bardzo podejrzane - mówi nasza rozmówczyni. - Zadzwoniłam do tych dwóch chłopców. Damian, starszy brat Bartka, nie chciał się przyznać. A Bartuś, gdy powiedział mu, że wszystko wiem, powiedział mi, kto pobił mojego siostrzeńca. Podał jego imię i nazwisko.
Janek trafił do lekarza. Na szczęście prócz podbitego oka nie miał większych obrażeń. Bolała go jednak głowa, krwawił, miał uraz dziąseł.
Pani Agnieszka dotarła do 16-letniego sprawcy pobicia. Janek nie miał wątpliwości, że to on. - Chłopak przyznał się, przyszedł do nas, honorowo mnie przeprosił – mówi 15-latek. - Powiedział, że zrobił głupotę. Nie mam już mu tego za złe. Dogadaliśmy się.
…ale podżegacz bezkarny
Panią Agnieszkę zaniepokoiło jednak zupełnie coś innego.
- W trakcie rozmów z tym 16-latkiem wyszło na jaw, że pobicie mojego siostrzeńca zlecił mu 12-letni Bartuś – mówi. - Powiedział nam, że obiecał, że zapłaci mu za to 400 zł. A pieniądze otrzyma, jak sprawa ucichnie. Mam nagraną tę rozmowę – dodaje pani Agnieszka. - Byłam w szoku. Ale nawet wtedy nie chciałam robić z tego wielkiej awantury. Gdyby Bartuś, jego tata przyszli i przeprosili nas, przyznali się do tej głupoty, to temat byłby dla nas zakończony. Chodziło nam tylko o to, aby ten 12-letni chłopiec poczuł, że zrobił coś złego. Bo to naprawdę bardzo groźna sytuacja. Dziś zlecił pobicie, a co będzie, jak będzie dorosły? Zleci zabójstwo?
Pani Agnieszka nie chciała powiadamiać policji, bo nie chciała narażać na odpowiedzialność 16-latka, który pobił Janka. - Chłopak wie, że zrobił głupotę, zachował się w stosunku do nas bardzo honorowo i odważnie, przyszedł, przeprosił, powiedział prawdę – mówi pani Agnieszka. - Myślę, że to większa kara niż włóczenie się po sądach.
Dziwna reakcja rodzica
Pani Agnieszka próbowała o sprawie opowiedzieć tacie 12-latka:
- Nie chciał wysłuchać tego nagrania, a potem zaczął mi grozić, że zniszczy mi karierę – opowiada nasza rozmówczyni. - Słuchać było, że wyśmiewa nas w obecności swoich synów. Kiepski wzór i raczej zachęta do dalszych takich działań dla jego dzieci niż nagana. Dlatego stwierdziłam, że tematem zainteresuję prasę. To naprawdę niebezpieczne. Nie zależy mi na ukaraniu tego 12-latka, ale raczej na wyedukowaniu, że to co zrobił jest wybitnie naganne.
Skontaktowaliśmy się z ojcem 12-latka.
- Nie wierzę, aby mój syn mógł zrobić coś takiego – usłyszeliśmy. - Zarówno młodszy, jak i straszy są ministrantami, mają dobrą opinię. Nigdy nie mieli w sobie agresji. Cała ta sprawa jest bardzo dziwna. Rozmawiałem już na ten temat z dzielnicowym. Jeśli ta pani rzuca na moje dzieci takie oskarżenia, to będę chciał, aby zajęła się tym policja i wyjaśniła to do końca. W ogóle dziwię się dlaczego sama zaczęła przesłuchiwać dzieci, a nie zgłosiła tego po prostu na policję – dodaje.
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

