Czwartek, 16 Kwiecień
Imieniny: Adolfiny, Odetty, Wacława -

Reklama


Reklama

Gibbs w Jedwabnie za... 50 zł. Wójt Ambroziak gra va banque i celuje w tysiące ludzi (rozmowa "TSZ")


4 lipca Jedwabno zmieni kierunek. Wójt Sławomir Ambroziak stawia na młodych, ściąga Gibbsa i obniża ceny biletów do poziomu, którego na rynku koncertowym praktycznie nie ma. Cel jest jasny: tłum, ruch w gminie i impuls dla lokalnej gospodarki. Czy ten ruch zadziała? To nie jest już tylko festiwal. To przemyślana strategia. Jedwabno chce przyciągnąć młode pokolenie, zatrzymać je na dłużej i pokazać, że Mazury to nie tylko jeziora, ale też scena. W tle są konkretne liczby, zmiana podejścia i jedno nazwisko, które ma zrobić różnicę – Gibbs.



Gibbs przyciągnie tłumy? Wójt Jedwabna stawia wszystko na młodą energię i tani bilet. 4 lipca scena w Jedwabnie zmieni rytm. Najpierw klasyka, potem nowa fala. A o 22:30 – moment, na który czeka młodsza część publiczności. Gibbs. To wokół niego budowana jest tegoroczna edycja festiwalu, który ma być nie tylko wydarzeniem, ale też narzędziem promocji gminy i przyciągania ludzi.

 

Panie wójcie, po ubiegłorocznej edycji festiwalu w Jedwabnie było sporo emocji. Wracacie z kolejną, ale wyraźnie zmienioną. Co się zmieniło i dlaczego?

Zmieniło się przede wszystkim podejście do odbiorcy. W ubiegłym roku ten festiwal był dedykowany raczej starszemu słuchaczowi. To było widać po doborze artystów, po klimacie całego wydarzenia. W tym roku zdecydowaliśmy się zrobić wyraźny ukłon w stronę młodzieży i to jest decyzja świadoma, przemyślana i – nie ukrywam – kluczowa.

Stąd pojawił się Gibbs – i podkreślam, żeby nie było pomyłek, bo to ważne – Gibbs przez dwa „b”, nie jak gips materiałów budowlanych. To jest dziś jeden z największych idoli młodego pokolenia i liczymy na to, że właśnie jego obecność przyciągnie do Jedwabna bardzo dużą grupę ludzi. To jest dla nas centralna postać tego festiwalu.

Obok niego pojawia się Wojtek Szumański, który też jest w tej chwili bardzo mocno „na fali”, a jednocześnie zostawiliśmy przestrzeń dla starszej publiczności – Budka Suflera i Kombi Łosowski. To nie jest przypadek. Chodzi o to, żeby różne pokolenia mogły się spotkać w jednym miejscu, ale żeby wyraźnie pokazać kierunek – idziemy w stronę młodych.

 

Czyli to już nie tylko wydarzenie kulturalne, ale element strategii?

Zdecydowanie tak. My chcemy, żeby młodzi ludzie przyjeżdżali do Jedwabna. Żeby zobaczyli to miejsce, żeby poczuli klimat, żeby – być może – kiedyś tu wrócili albo nawet zdecydowali się tu zamieszkać.

To oczywiście nie jest tak, że jeden festiwal zmieni wszystko. Ale to jest jeden z elementów budowania pewnej opowieści o tym miejscu.

 

Zmienił się też termin. To była lekcja z ubiegłego roku?

Bardzo konkretna lekcja. W połowie maja trafiliśmy na pogodę, która była – nie bójmy się tego powiedzieć – jesienno-zimowa. To nam mocno pokrzyżowało plany.

Dlatego zmieniliśmy filozofię działania. W tym roku nie uzależniamy się od kalendarzy gwiazd. Najpierw wybieramy termin, który jest dobry dla nas – pod względem organizacyjnym i pogodowym – a dopiero potem dobieramy artystów.

Padło na 4 lipca. Włączamy festiwal w Dni Jedwabna, które potrwają od 3 do 5 lipca. I to jest rozwiązanie, które daje nam dużo większą stabilność.

I pozwala obniżyć ceny biletów. 50 zł za taki line-up to dziś rzadkość.

Bo taki był nasz cel – zrobić to wydarzenie maksymalnie dostępnym. Bilet dla dorosłych kosztuje 50 zł plus opłata serwisowa, dla młodzieży między 12 a 18 rokiem życia – 25 zł.

Jeżeli ktoś popatrzy na rynek koncertowy, to zobaczy, że same występy Gibbsa potrafią kosztować 150–160 zł. A u nas za 50 zł ma cztery duże koncerty. To jest efekt tego, że połączyliśmy festiwal z Dniami Jedwabna i zoptymalizowaliśmy koszty.

 

Czyli to się musi „spiąć” nie tylko frekwencją, ale też efektem dla gminy?

Dokładnie. My patrzymy na to szerzej. Jeżeli przyjedzie 5, 6 czy 7 tysięcy osób, to te osoby muszą gdzieś spać, coś zjeść, gdzieś zatankować. To jest impuls dla lokalnej gospodarki.

W ubiegłym roku sezon turystyczny nie był aż tak mocny jak wcześniej. Teraz, organizując festiwal w lipcu, chcemy go wzmocnić. „Dopompować” ten ruch, jak to się mówi. I wierzymy, że to zadziała.


Reklama

 

Zakładacie dużą frekwencję?

Tak. Szacujemy, że jesteśmy w stanie przyjąć około 7–8 tysięcy osób. Bilety są już dostępne i na bieżąco monitorujemy sprzedaż. Jeżeli zobaczymy, że zbliżamy się do granicy, będziemy ją zamykać.

Nie chcemy przekroczyć możliwości organizacyjnych.

 

A sam układ koncertów też jest podporządkowany tej strategii?

Tak, bardzo świadomie. Zaczynamy o 18:00 od Budki Suflera, potem około 19:45 wystąpi Wojtek Szumański, około 21:00 Kombi Łosowski, a o 22:30 – Gibbs. Na koniec DJ Omen.

Ten układ powoduje, że starsza publiczność ma swoje koncerty wcześniej, a młodsza przychodzi później i zostaje na dłużej. To też pozwala lepiej zarządzać ruchem ludzi.

 

Gibbs jest dziś głównym magnesem. Trudno było go zakontraktować?

To były długie rozmowy. Zaczęliśmy je we wrześniu. To nie są proste negocjacje – ani pod względem organizacyjnym, ani finansowym. Kilka tygodni temu podpisaliśmy kontrakt i dopiero wtedy mogliśmy powiedzieć, że to się udało.

Patrząc na jego trasę koncertową – Wrocław, Gdańsk, Łódź, Rzeszów – widać, że to są duże miasta. W naszym regionie praktycznie nie ma jego koncertów. To też daje nam pewną przewagę.

 

Zostając przy młodych – wielu z nich mówi dziś wprost: wrócilibyśmy, ale problemem są zarobki.

To prawda, takie głosy się pojawiają. Natomiast trzeba powiedzieć jasno – rynek pracy się zmienia. Olsztyn oferuje dziś naprawdę dużo możliwości. Oczywiście trzeba dojechać – 45 minut, czasem godzinę – ale w skali europejskiej to jest standard.

Problemem nie jest brak pracy, tylko poziom wynagrodzeń. I to jest wyzwanie nie tylko dla naszej gminy, ale dla całego regionu.

 

Pan sam wrócił po studiach. Dlaczego?

Bo dla mnie to zawsze było dobre miejsce do życia. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę mieszkał w Warszawie. Tam jest ciągła praca, presja, tempo. A ja szukałem czegoś innego.

Dziś mówi się o work-life balance. Wtedy tego tak nie nazywaliśmy, ale dokładnie o to chodziło – o równowagę między pracą a życiem.

 

Czyli Jedwabno to dziś bardziej styl życia niż tylko miejsce na mapie?

Dokładnie tak. Mamy bardzo dobre położenie – blisko Olsztyna, przy trasie S7, w sercu Mazur. Ale jednocześnie nie jesteśmy tak „zadeptani” jak największe kurorty.

Jest cisza, jest przestrzeń, jest spokój. I to jest coś, czego wielu ludzi dziś szuka.

 

Panie wójcie, pojawiały się głosy – zwłaszcza w zeszłym roku – że takie wydarzenia w regionie zaczynają ze sobą konkurować. Mówię tu wprost o Dniach i Nocach Szczytna. To jest konkurencja czy jednak dwa różne modele?

Ja bym tego nie nazywał konkurencją, tylko raczej dwoma różnymi podejściami do organizacji wydarzeń. Szczytno robi swoją imprezę, my robimy swoją. Tam jest inna skala, inna historia, inne doświadczenia.

Natomiast to, co się pojawiło przy okazji tych dyskusji, to takie proste porównanie: kto ma większą gwiazdę, kto ma droższy koncert. A to nie o to chodzi. Myśmy w tym roku poszli w model, który jest bardzo prosty – połączenie wydarzenia z Dniami Jedwabna i optymalizacja kosztów.

I to ma swoje konsekwencje. Bo coś za coś. Z jednej strony rezygnujemy z formuły całkowicie bezpłatnej imprezy, ale z drugiej strony możemy wprowadzić duże nazwiska i jednocześnie utrzymać bardzo niską cenę biletu.

Reklama

Dla mnie to jest uczciwe postawienie sprawy. Mieszkaniec czy turysta płaci 50 zł i dostaje cztery duże gwiazdy. I to jest realna wartość.

 

Czyli to nie jest walka o „kto głośniej”, tylko o model organizacji?

Dokładnie tak. Każdy musi znaleźć swoją drogę. My znaleźliśmy taką, która pozwala nam pogodzić kilka rzeczy: promocję, dostępność dla mieszkańców i sens ekonomiczny.

Bo nie ma co się oszukiwać – takie wydarzenia kosztują. I albo się to robi w sposób przemyślany, albo się później zastanawiamy, skąd wziąć pieniądze.

 

Chciałbym też zatrzymać się przy jednej rzeczy, którą Pan powiedział – że Jedwabno ma trochę inną pozycję niż „wielkie Mazury”. Mniej oczywistą. Co to znaczy w praktyce?

To znaczy dokładnie to, że my nie jesteśmy jeszcze tak „wyeksploatowani” turystycznie jak największe ośrodki nad jeziorami mazurskimi. I ja mówię to wprost – tam jest już bardzo duży ruch, bardzo duży hałas, szczególnie w sezonie letnim.

U nas jest inaczej. Jest spokojniej, jest ciszej, jest więcej przestrzeni. I to dla wielu ludzi zaczyna być ogromna wartość.

Z jednej strony mamy Mazury – jeziora, przyrodę, klimat – a z drugiej strony nie mamy tego tłoku, tej presji, tej komercjalizacji w takim stopniu jak największe kurorty.

I to jest coś, co chcemy zachować, a jednocześnie pokazać ludziom, że tutaj też się coś dzieje.

 

Czyli trochę: przyjechać na koncert, a potem zostać dla ciszy?

Można tak powiedzieć. Bo my nie chcemy być tylko miejscem „na jeden wieczór”. My chcemy być miejscem, do którego się wraca. I dlatego budujemy ten klimat nie tylko jednym wydarzeniem, ale całym rokiem.

 

No właśnie – bo festiwal to jedno, ale w naszej rozmowie przewija się wątek działań całorocznych. Co się realnie dzieje poza sezonem?

My staramy się, żeby to nie było tak, że coś się dzieje tylko w lipcu czy sierpniu. W ciągu roku organizujemy różne wydarzenia – od spotkań autorskich, przez koncerty, po działania bardziej lokalne.

Mieliśmy chociażby wydarzenia z udziałem Krzesimira Dębskiego, które też budują pewien poziom i pokazują, że kultura w Jedwabnie to nie jest tylko rozrywka, ale też coś bardziej ambitnego.

Do tego dochodzą mniejsze inicjatywy – spotkania, odczyty, wydarzenia związane z historią, z tożsamością tego miejsca. My to robimy konsekwentnie.

 

Czyli festiwal jest tylko „widocznym szczytem” czegoś większego?

Dokładnie tak. Festiwal jest najbardziej medialny, najbardziej spektakularny, ale on ma sens tylko wtedy, kiedy stoi za nim coś więcej. Bo jeżeli ktoś przyjedzie tu na koncert i zobaczy, że poza tym nic się nie dzieje, to nie wróci. A jeżeli zobaczy, że to miejsce żyje przez cały rok, to zaczyna patrzeć na nie inaczej. I o to nam chodzi. Żeby Jedwabno nie było jednorazowym wydarzeniem, tylko miejscem, które ma swój rytm, swój klimat i swoją ofertę przez cały rok.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama