Poniedziałek, 27 Kwiecień
Imieniny: Marii, Marzeny, Ryszarda -

Reklama


Reklama

„Nie jest tak źle, żeby robić referendum”. Tomasz Bojanowski o dwóch latach w radzie, finansach gminy i pytaniach o przyszłość


Jawność zamiast ciszy, konkret zamiast polityki. Tomasz Bojanowski – 28-letni radny gminy Dźwierzuty – podsumowuje pierwsze dwa lata swojej kadencji. Mówi o plusach i problemach, ocenia pracę wójta Dariusza Tymińskiego, odnosi się do napięć wokół GOK i komentarzy o referendum. Pytamy też wprost: czy widzi się w roli przyszłego wójta.



Mijają dwa lata od wyborów samorządowych. To Pana pierwsza kadencja. Jak Pan ją dziś ocenia – jako radny i mieszkaniec gminy?

Staram się zachować w tym wszystkim rozsądek. Robię to, co obiecałem wyborcom. Od początku postawiłem na jawność – mówię, co robię i co dzieje się w urzędzie. To dla mnie najważniejsze. Jestem radnym bezpartyjnym, startowałem sam, bez zaplecza i bez kandydata na wójta. Dlatego tym bardziej czuję odpowiedzialność, żeby być w kontakcie z mieszkańcami i reagować na ich sprawy.

 

Ta jawność rzeczywiście Pana wyróżnia. Publikuje Pan informacje z sesji i komisji, czego wielu radnych unika. Dlaczego to dla Pana takie ważne?

Bo mieszkańcy powinni wiedzieć, co się dzieje. Nie każdy musi się tym interesować, ale każdy powinien mieć dostęp do informacji. To wynika z przepisów, ale też z mojego podejścia. Mam wykształcenie prawnicze, państwo w pewnym sensie zainwestowało w moją edukację, więc dziś oddaję to społeczeństwu.

 

Zresztą widzę efekty. Informacje o komisjach są publikowane, dostęp do nich się poprawił. I to nie jest walka ze ścianą – urząd i pan wójt są otwarci na sugestie. To buduje standardy.

 

Spróbujmy spojrzeć szerzej. Jakie to były dwa lata dla gminy Dźwierzuty?

Z plusami i minusami. Doceniam to, że pan wójt stawia na bezpieczeństwo. Dokończono remizę w Dźwierzutach, wcześniej w Nowych Kiejkutach, rozpoczęto inwestycję w Rańsku.

Z drugiej strony – drogi. Tu widzę duży problem, bo nie pozyskaliśmy środków zewnętrznych. A bez nich żadna gmina wiejska nie ruszy z większymi inwestycjami.

 

Pojawia się też temat oczyszczalni w Popowej Woli.

Tak, inwestycja została zakończona, ale nie działa. I to jest poważny problem. Wydano pieniądze, a mieszkańcy nie odczuwają efektu. Z tego, co wiem, chodzi o przyłącza i koszty po stronie mieszkańców, ale to powinno być lepiej przygotowane na etapie planowania.


Reklama

 

Najmocniej wybrzmiewa u Pana temat finansów.

Bo to jest fundament. Mamy około 12 milionów złotych długu i kolejny deficyt. A jednocześnie rosną wydatki bieżące – energia, oświata, płaca minimalna.

Jeżeli mamy się zadłużać, to na inwestycje. A wygląda to tak, że zadłużamy się na bieżące funkcjonowanie. To mnie niepokoi.

 

Są jakieś konkretne pomysły, jak to zmienić?

Na pewno trzeba szukać oszczędności. Na przykład termomodernizacja szkoły w Dźwierzutach – to realne obniżenie kosztów energii.

Był też temat spółdzielni energetycznej, ale projekt uchwały nie przeszedł. Miałem wątpliwości co do opłacalności, ale jeśli wróci w lepszej formie, to warto do tego wrócić.

 

W tle tych rozmów pojawiają się napięcia wokół różnych instytucji, także GOK w Dźwierzutach. Jak Pan patrzy na takie spory?

Każda taka sytuacja powinna być rozwiązywana merytorycznie. Bez emocji, bez podsycania konfliktów. Od tego jest rada, komisje i rozmowa.

To dotyczy nie tylko GOK, ale wszystkich spraw w gminie.

 

W mediach społecznościowych pojawiają się głosy o referendum i odwołaniu wójta. Jak Pan to ocenia?

Nie traktuję tego poważnie. Uważam, że nie jest tak źle, żeby robić referendum. Oczywiście – można się nie zgadzać z polityką wójta, ja też mam swoje uwagi. Ale od tego jest rada, dyskusja, kontrola. Referendum to duże koszty i bardzo małe szanse powodzenia. Praktyka to pokazuje.

 

Pojawia się też inny wątek – że jako młody, aktywny radny mógłby Pan w przyszłości kandydować na wójta. Myślał Pan o tym?

Na razie nie. To zdecydowanie za wcześnie. Mam swoje sprawy zawodowe, kończę doktorat, mam życie rodzinne. Nie składam żadnych deklaracji. Cieszę się, że moja praca jest zauważana. To dla mnie najważniejsze.

Reklama

 

Co sprawiło, że w ogóle wszedł Pan w samorząd?

Początkowo myślałem, że wyjadę do dużego miasta. Ale z czasem zobaczyłem, że lepiej czuję się tutaj. Kluczowy był moment założenia klubu Perkun Orżyny. Wtedy zobaczyłem, jak działa społeczeństwo obywatelskie. Jak można coś zrobić własnymi siłami. I stwierdziłem, że spróbuję. Wystartowałem, dostałem mandat i zobaczyłem, że to ma sens. Bo tu widać efekty.

 

Na koniec – co powiedziałby Pan młodym ludziom, którzy myślą o zaangażowaniu w samorząd?

To nie jest dla każdego, trzeba to czuć. Ale jeśli ktoś chce coś zmienić, to niech zacznie od siebie.

Chodzenie na wybory, działalność w stowarzyszeniach, w sołectwach. A potem – jeśli ktoś uważa, że zrobi coś lepiej – niech startuje. To naprawdę nie jest trudne. A satysfakcja z tego, że coś się zmienia na lepsze, jest ogromna.

 


***

Po dwóch latach kadencji Tomasz Bojanowski stawia na jedno: przejrzystość i kontakt z mieszkańcami. Docenia działania wójta Dariusza Tymińskiego w obszarze bezpieczeństwa, ale jednocześnie wskazuje na problemy – drogi, finanse i brak środków zewnętrznych.

Do referendum podchodzi sceptycznie, a pytania o własną przyszłość polityczną odkłada na później. Na razie – jak sam mówi – najważniejsze jest jedno: robić swoje.


 



Komentarze do artykułu

Wyborca

Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.

sąsiad

Mam nadzieję, że młody człowiek ma silny kręgosłup moralny. I władza Go nie zmanieruje i nie zdeprawuje. Trzymam kciuki!

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama