Jerzy Niemczuk bierze na cel poglądy o dzietności i rozlicza je bez taryfy ulgowej. Pisze o polityce, która chce regulować życie kobiet, o sprzecznościach między słowem a czynem i o świecie, w którym hasła rozmijają się z rzeczywistością. To felieton, który jednych rozbawi, innych wkurzy – ale obok niego trudno przejść obojętnie.
O sratach-tatach
Kandydat na premiera w rządzie, o którym nie wiadomo, czy powstanie, więc nie wiadomo, czy zostanie premierem, a nawet do końca nie wiadomo, czy jeśli powstanie, to czy utrzyma się na stanowisku, którego jeszcze nie objął, ma w sprawie dzietności poglądy zdecydowane. Zdecydowanie też bliższe poglądom irańskich ajatollahów niż większości społeczeństwa, nawet i tego, co go gotowe poprzeć.
Jego zdaniem kobiety mają rodzić jak najszybciej, żeby wykonać plan dzietności narodu i biblijne wytyczne. Koniecznie przed trzydziestką, bo po trzydziestce wiadomo, wiele nie urodzą.
Problem w tym, że kobiety zamiast chodzić w ciąży, wolą chodzić na wyższe uczelnie, żeby się wykształcić ponad miarę, co odciąga je od poważniejszego zainteresowania prokreacją.
Czarnek uważa, że są przede wszystkim od rodzenia dzieci. Kobietom ten pogląd się nie podoba, co Czarnka dziwi. Zarzucają mu, że ortodoksyjne poglądy wprawdzie wyznaje, ale ich nie stosuje. Ma z żoną ledwie dwoje dzieci, co stanowi minimum dzietności. Zapewne z tego powodu, że małżonka nie tylko wykształcona, ale nawet zrobiła doktorat, co obniżyło znacznie jej zdolności reprodukcyjne.
Po „oze-sroze”, które to sformułowanie obiegło media i zwróciło uwagę jako niestosowne, ponieważ choć oficjalnie zwalcza OZE, to prywatnie je sobie stosuje, żeby zaoszczędzić na rachunkach za prąd, to kolejny brak spójności między słowem i czynem. Może mu to zaszkodzić w wyborze na premiera, bo nie wiadomo, co wybrać. Czy to, co Czarnek mówi, czy to, co myśli. I czy zrobi, co obiecuje. Obiecał, że panele usunie, ale dopiero, kiedy polski węgiel znowu podgrzeje atmosferę i panele się spłacą. Można wysnuć z tego pochopny wniosek, że OZE się jednak opłaca na czas dłuższy nieokreślony, a walka z wiatrakami nie zakończy się sukcesem.
Wprawdzie ostatecznie to nie wyborcy zdecydują, czy Czarnek zostanie premierem, ale Prezes, a ten udowodnił już nieraz, że potrafi kreować z niczego. Jednak pośrednio i oni mają na to wpływ, bo poza Prezesem decydują „sondaże-srondaże”, w które wszyscy politycy są zapatrzeni.
Nie wiem, czy poza ogólnymi wytycznymi w sprawie dzietności kandydat na premiera ma jakieś szczegółowe projekty przeciwko wykształceniu kobiet, którego niepokojąco przybywa z każdym semestrem i wkrótce może być za późno. Ja też uważam, że problem istnieje. Wykształcone trudniej znajdują partnerów, z którymi chciałyby mieć dziecko, a nawet tylko dłuższą relację, młodzi mężczyźni chcieliby, żeby było jak dawniej albo jeszcze gorzej. Z punktu widzenia kobiet. Oni natomiast choć mają mniejszą od nich skłonność do pogłębiania wiedzy, chcieliby więcej zarabiać i nie płacić podatków.
Nie wykluczam, że Czarnek zechce nawiązać do przedwojennej tradycji i wprowadzi dla kobiet numerus clausus na uczelniach oraz wystąpi o obniżenie im zarobków do takiego poziomu, żeby stały się mniej wybredne, co może wydawać się łatwe, ale prawdopodobnie napotka na opór. Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn i mniej chętnie są widziane na ważniejszych stanowiskach, więc trudno liczyć na ich poparcie oraz zgodne pożycie z osobnikami o poglądach, których nie podzielają.
Tymczasem Czarnek stara się przekonać, że w kwestii kobiet jest liberalny, bo jego radykalne poglądy nie dotyczą żony, która zdążyła się wykształcić kosztem wydajniejszego macierzyństwa. Przypomina to inne postulaty prawej strony, która jest przeciwko rozwodom, ale nie własnym, nawet kościelnym. Rozwodzą się nie mniej od przeciwników politycznych, w czym są podobni do grzesznego księdza, który grzmiał z ambony do wiernych, żeby nie czynili jako on czyni, ale jako mówi, aby czynili. Przeciwnicy zapewne uznają to za przejaw obłudy, ale stronnicy zmiany poglądów na przeciwne zapewne wezmą za dobrą monetę i poglądu na samego Czarnka nie zmienią.
Jerzy Niemczuk
Szczytno zadowolone
Gabi
2026-03-22 17:56:01
We wszystkich tekstach po wyborach prezydenckich umieszczam skrót (w.n.l.g.) co oznacza zgodnie ze stanem faktycznym - wybrany nieznaną liczbą głosów. Pozdrawiam.
wiesław mądrzejowski
2026-03-22 17:05:27
I jak to tak, bez Marszałek Jaskulskiej! Po prostu afront, że nie ma Jej na zdjęciu! Protestuję! I to stanowczo!
Zaciekawiony
2026-03-20 15:42:36
Jakie straty przyniosło to lotnisko? Kto i dlaczego podjął tak absurdalną decyzję o przejęciu tego lotniska? Budowa nowego lotniska w Gryźlinach pod Olsztynem to jednak najlepsze rozwiązanie ( nawet teraz). Bliziutko do Olsztyna, dojazd z każdego kierunku naszego regionu zarówno drogami jak i koleją! Jeszcze można to zmienić i w 100% się opłaci bez ciągłego dokładania z budżetu!!!
123
2026-03-20 08:38:18
Spotkanie seniorów? Jeden rodzynek i same miłe babcie.
Senior
2026-03-19 17:23:29
Przy której szkole ?? mamy przecież dwie szkoły ? ! podejrzewam że to ma być w tej po dawnym gimnazjum nr 1 , obok słynnejwieży ciśnień .
Zainteresowani
2026-03-19 10:05:30
Smutne że przez 10 lat nie zmodernizowano drogi z Olsztyna do lotniska z Olsztynem w nazwie. Droga 53 nie jest wizytówką regionu, a przejazd kolejowy w Szczytnie to już prawdziwy hit. Lotnisko słabo dostępne dla mieszkańców Ostródy czy Iławy. LIPA
Ostródzianin
2026-03-18 17:41:47
Wielka mi afera. Nie lepiej było swojego puścić, a zwykłego cywila udupić ? Czy nie tak działa dzis Milicyja ? Coś chyba im pomyliło się. Aha, jeszcze za przepalone żarówki ganiają normalnych ludzi i żyć nie dają. Dobra robota za to. Jesteście niemożliwi.
Prawda
2026-03-17 11:43:53
Bardzo jednoznaczne poglądy zgodne z TVP info i TVN, tak trzymać i nie zbaczać z kursu, nie dać się zwieść prawicy
Jerry do autora
2026-03-17 10:02:12
Dzień dobry, ten artykuł pozwolił wybiórczo oświetlić zakamarki mojej dziecięcej pamięci… Otóż po lewej stronie na końcu ulicy Wiejskiej, na której mieszkałem od urodzenia w 1952 roku , w latach 60-tych mieszkał właśnie Staszek Zduńczyk. Pamiętam, że dzieciarnia z ulicy zaciekawiona starszym od nas chłopakiem, który idąc ulicą ściskał systematycznie coś w ręce - był to spory kawałek zmiętego papieru. Zapytany o to odpowiedział, że w ten prosty sposób ćwiczy siłę dłoni bo jest sportowce;, później dowiedzieliśmy się o jego karierze siatkarskiej a ja tym zainspirowany grałem też w siatkówkę w drużynie akademickiej Akademii Medycznej w Białymstoku na początku lat 70-tych. dr med. Andrzej Stasiak
Andrzej Stasiak
2026-03-17 09:55:45