Reklama

Poniedziałek, 23 Marca
Imieniny: Bogusława, Jagody, Katarzyny -

Reklama


Reklama

O sratach-tatach. Rodzić czy studiować? Jerzy Niemczuk ostro o polityce, kobietach i podwójnych standardach


Jerzy Niemczuk bierze na cel poglądy o dzietności i rozlicza je bez taryfy ulgowej. Pisze o polityce, która chce regulować życie kobiet, o sprzecznościach między słowem a czynem i o świecie, w którym hasła rozmijają się z rzeczywistością. To felieton, który jednych rozbawi, innych wkurzy – ale obok niego trudno przejść obojętnie.



O sratach-tatach
Kandydat na premiera w rządzie, o którym nie wiadomo, czy powstanie, więc nie wiadomo, czy zostanie premierem, a nawet do końca nie wiadomo, czy jeśli powstanie, to czy utrzyma się na stanowisku, którego jeszcze nie objął, ma w sprawie dzietności poglądy zdecydowane. Zdecydowanie też bliższe poglądom irańskich ajatollahów niż większości społeczeństwa, nawet i tego, co go gotowe poprzeć. 


Jego zdaniem kobiety mają rodzić jak najszybciej, żeby wykonać plan dzietności narodu i biblijne wytyczne. Koniecznie przed trzydziestką, bo po trzydziestce wiadomo, wiele nie urodzą. 


Problem w tym, że kobiety zamiast chodzić w ciąży, wolą chodzić na wyższe uczelnie, żeby się wykształcić ponad miarę, co odciąga je od poważniejszego zainteresowania prokreacją. 


Czarnek uważa, że są przede wszystkim od rodzenia dzieci. Kobietom ten pogląd się nie podoba, co Czarnka dziwi. Zarzucają mu, że ortodoksyjne poglądy wprawdzie wyznaje, ale ich nie stosuje. Ma z żoną ledwie dwoje dzieci, co stanowi minimum dzietności. Zapewne z tego powodu, że małżonka nie tylko wykształcona, ale nawet zrobiła doktorat, co obniżyło znacznie jej zdolności reprodukcyjne.


Po „oze-sroze”, które to sformułowanie obiegło media i zwróciło uwagę jako niestosowne, ponieważ choć oficjalnie zwalcza OZE, to prywatnie je sobie stosuje, żeby zaoszczędzić na rachunkach za prąd, to kolejny brak spójności między słowem i czynem. Może mu to zaszkodzić w wyborze na premiera, bo nie wiadomo, co wybrać. Czy to, co Czarnek mówi, czy to, co myśli. I czy zrobi, co obiecuje. Obiecał, że panele usunie, ale dopiero, kiedy polski węgiel znowu podgrzeje atmosferę i panele się spłacą. Można wysnuć z tego pochopny wniosek, że OZE się jednak opłaca na czas dłuższy nieokreślony, a walka z wiatrakami nie zakończy się sukcesem. 


Reklama


Wprawdzie ostatecznie to nie wyborcy zdecydują, czy Czarnek zostanie premierem, ale Prezes, a ten udowodnił już nieraz, że potrafi kreować z niczego. Jednak pośrednio i oni mają na to wpływ, bo poza Prezesem decydują „sondaże-srondaże”, w które wszyscy politycy są zapatrzeni.


Nie wiem, czy poza ogólnymi wytycznymi w sprawie dzietności kandydat na premiera ma jakieś szczegółowe projekty przeciwko wykształceniu kobiet, którego niepokojąco przybywa z każdym semestrem i wkrótce może być za późno. Ja też uważam, że problem istnieje. Wykształcone trudniej znajdują partnerów, z którymi chciałyby mieć dziecko, a nawet tylko dłuższą relację, młodzi mężczyźni chcieliby, żeby było jak dawniej albo jeszcze gorzej. Z punktu widzenia kobiet. Oni natomiast choć mają mniejszą od nich skłonność do pogłębiania wiedzy, chcieliby więcej zarabiać i nie płacić podatków.

 

Nie wykluczam, że Czarnek zechce nawiązać do przedwojennej tradycji i wprowadzi dla kobiet numerus clausus na uczelniach oraz wystąpi o obniżenie im zarobków do takiego poziomu, żeby stały się mniej wybredne, co może wydawać się łatwe, ale prawdopodobnie napotka na opór. Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn i mniej chętnie są widziane na ważniejszych stanowiskach, więc trudno liczyć na ich poparcie oraz zgodne pożycie z osobnikami o poglądach, których nie podzielają. 

Reklama


Tymczasem Czarnek stara się przekonać, że w kwestii kobiet jest liberalny, bo jego radykalne poglądy nie dotyczą żony, która zdążyła się wykształcić kosztem wydajniejszego macierzyństwa. Przypomina to inne postulaty prawej strony, która jest przeciwko rozwodom, ale nie własnym, nawet kościelnym. Rozwodzą się nie mniej od przeciwników politycznych, w czym są podobni do grzesznego księdza, który grzmiał z ambony do wiernych, żeby nie czynili jako on czyni, ale jako mówi, aby czynili. Przeciwnicy zapewne uznają to za przejaw obłudy, ale stronnicy zmiany poglądów na przeciwne zapewne wezmą za dobrą monetę i poglądu na samego Czarnka nie zmienią. 
Jerzy Niemczuk

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama