Już jutro do zacnego klubu 100-latków dołączy Irena Matuszewicz. Wnuczka słynnego polskiego naukowca i podróżnika Zygmunta Glogera. Jubilatka - jak sama mówi – n...
Już jutro do zacnego klubu 100-latków dołączy Irena Matuszewicz. Wnuczka słynnego polskiego naukowca i podróżnika Zygmunta Glogera. Jubilatka - jak sama mówi – nie czeka na bukiety kwiatów i prezenty, ale na spotkanie z rodziną, bo ta w życiu jest najważniejsza.
Pani Irena przeżyła dwie wojny światowe, okupację, stan wojenny i komunizm. O swoim bogatym w doświadczenia życiu mówi jednak krótko: - Najgorsza w życiu jest bezczynność. . Jak ktoś jest aktywny i przyuczony do pracy, poradzi sobie w każdej sytuacji. Mądrzy rodzice tak właśnie wychowują swoje dzieci – dodaje.
Odwiedziłem panią Irenę krótko przed jubileuszem, w tłusty czwartek. Miałem więc okazję przekonać się, że stulatka piecze wyśmienite pączki. Aż trudno uwierzyć, że w tak sędziwym wieku krząta się jeszcze po kuchni, ale panią Irenę rozpiera energia i z pewnością nie wygląda na swój wiek. Ja dałbym jej 30 lat mniej. Najwyraźniej czas był dla niej łaskawy. Co innego życie, które - jak się potem okazało - specjalnie jej nie rozpieszczało. Pani Irena nie należy jednak do ludzi narzekających. Tryska humorem i bardzo lubi rozmawiać. Na widok rozkładanego przez mnie notesu mówi ze śmiechem: - Mam nadzieję, że ma pan dużo czasu. Jak się rozpędzę z opowiadaniem, skończymy za kilka dni.
Wspomnienia…
Rozmawialiśmy i popijaliśmy mleko, jej ulubiony napój. – Nie wiem czy udałoby mi się dożyć 100 lat, gdybym nie wypijała kilku szklanek mleka dziennie – mówi z uśmiechem.
Wszystkich przeżyć jubilatki starczyłoby na solidną powieść i zostałoby jeszcze na kilka następnych. Każdy, kto przetrwał jedną wojnę światową, ma o czym opowiadać, a kto przetrwał dwie – tym bardziej. – Podczas pierwszej byłam jeszcze dzieckiem. Miałam zaledwie trzy lata, gdy się zaczęła – ciągnie opowieść. - Nie rozumiałam powagi wojny. Bardziej pamiętam strach rodziców, niż wydarzenia. I płonące wsie... – wspomina.
Kiedy rozpoczęła się druga wojna światowa pani Irena była już mężatką. – Wszystkie wiadomości przynosiła służąca. Zdobywała je w sklepie, gdzie codziennie rano robiła zakupy.
To w sumie śmieszne, że nasza służąca wiedziała więcej na temat aktualnych wydarzeń niż ojciec, który wtedy był dyrektorem banku – mówi z uśmiechem.
Trudny okres wojny dzisiejsza stulatka w obawie przed śmiercią spędziła na wsi. – Wtedy pierwszy raz miałam okazję spać na sianie. Byłam panienką z dobrego domu i w ogóle nie znałam wiejskiego życia. Ale to nie był czas na kaprysy, trzeba było przeżyć.
Pani Irena zajęła się edukacją wiejskich dzieci. - Można było za to trafić do obozu, więc wszyscy pilnie strzegli tajemnicy. Na dywanie rozkładaliśmy zabawki. Jednak nikt się nimi nie bawił. Dzieci w tym czasie uczyły się. Dopiero kiedy usłyszały pukanie do drzwi, siadały na kocu i udawały, że są zajęte zabawą – mówi.
Rodzina...
Dalszy rozwój wydarzeń każdy zna, choćby z lekcji historii. Dlatego schodzimy na temat rodziny. Pani Irena wyciąga album. Na zdjęciach można zobaczyć piękną, młodą dziewczynę. – To ja – mówi wskazując palcem jedną z fotografii. - Jak to było dawno...
Oglądamy też zdjęcia jej rodziców. – Krótko po zrobieniu tej fotografii moja matka zmarła na gruźlicę. Była wspaniałą kobietą. Kochaliśmy ją ponad wszystko – wspomina.
Później odeszli inni członkowie rodziny. Ich miejsce zajęły następne pokolenia. - Mam czterech synów, dziewięcioro wnucząt i siedmioro prawnucząt – wylicza pani Irena. Podczas rozmowy jeszcze nie wiedziała, że otrzyma szczególny urodzinowy prezent: kilka dni przed jubileuszem na świat przyszedł ósmy prawnuczek. – Już niedługo wszyscy spotkamy się. Urodziny to doskonała okazja. Szczególnie, że nazbierało się tych wiosen całkiem sporo – dodaje.
Sławny dziadek…
Wśród przodków jubilatki jest człowiek znamienity. Jej dziadkiem był Zygmunt Gloger, znany historyk, etnograf i archeolog. – Nie zdążyłam go poznać osobiście. Czasem żartuję, że zrobił mi kawał i zmarł przed moim narodzeniem – mówi.
Za to dobrze zna jego prace. W swojej domowej biblioteczce ma wszystkie najważniejsze prace seniora rodu. - Dziełem życia dziadka była „Encyklopedia Staropolska Ilustrowana”, która nadal jest cennym przewodnikiem po kulturze staropolskiej – wspomina. – Jednak to nie książki, ale historie wypraw dziadka były naprawdę fascynujące. Jako mała dziewczynka słuchałam ich z wypiekami na twarzy. Opowiadał je przede wszystkim mój ojciec. W tamtym czasie to, czego dokonywał dziadek, było dla wielu niemożliwe – dodaje.
Przyjemności...
Można by uznać, że w genach ma pani Irena miłość do książek. Ale nie tylko one są jej pasją. Drzewa i rośliny ogrodowe, a przede wszystkim piękne kwiaty zajmują w życiu stulatki bardzo ważne miejsce. – Wstawałam skoro świt, aby pielęgnować swój ogród. Nie przeszkadzało mi błoto i brud za paznokciami. Ręce zawsze można umyć. Piękno roślin rekompensuje wszystkie smutki – mówi. Zamyśla się na chwilę i niespodziewanie proponuje:. - A może zatańczymy? Jeszcze potrafię, naprawdę. Bo ja, proszę pana, kocham też taniec i śpiew. Kiedyś nawet zdobyłam za to nagrodę! - pani Irenie aż zabłyszczały oczy i nie wiadomo, czy od miłych wspomnień, czy na myśl o tańcach.
Na te się jednak nie zdecydowałem. Strach było i wstyd trochę, bo pewnie marnie bym wypadł przy pełnej wigoru staruszce. Poruszałbym się jak słoń w składzie porcelany, a dokładniej – w księgarni. Bo ściany pokoju, w którym rozmawiamy, prawie w całości zapełniają półki i regały z książkami. Jest kilka wyjątków. Stanowią je: stary kaflowy piec, oraz kilka równie wiekowych obrazów przedstawiających krewnych pani Ireny.
Na wschód…
Z książkami wiąże się spora część życia pani Ireny. – Do Szczytna, na te ziemie odzyskane, wraz z mężem trafiliśmy w 1945 roku. Mieliśmy nadzieję rozpocząć tu nowe życie – wspomina. – Kiedy tu przyjechaliśmy mieliśmy w portfelu 630 zł. Wydawało mi się, że to dużo, ale okazało się, że jednak niewiele – dodaje. - Była bieda, mąż pracował jako nauczyciel w szkole rolniczej, zarabiał trochę ponad 400 zł. Ja pomagałam w księgarni. Potem dostałam tam etat i to była moja wymarzona praca. Cieszyliśmy się tym co mamy, chociaż w tamtym czasie było tego niewiele – dodaje.
Szczytno we wspomnieniach sprzed lat nie było tym samym miastem co dziś. Wojna odcisnęła na jego architekturze swoje piętno. Pani Irena nie wspomina tego jako katastrofy. – Miasto było zrujnowane, ale trudno, żeby było inaczej po wojnie. Wtedy był to widok powszechny, przed którym nie dało się uciec – opowiada. - Gdzie nie spojrzeć, wszędzie gruzy i ruiny. Mimo całej pożogi jaką niosła ze sobą wojna, ludzie ponad wszystko chcieli żyć, bo to jest najważniejsze – wspomina pani Irena.
* * *
Czas spędzony z uroczą staruszką minął niepostrzeżenie. Wracając do redakcji postanowiłem codziennie, jej wzorem, wypijać szklankę mleka. Może, dzięki temu, też doczekam 100 lat w tak dobrej kondycji jak pani Irena. A także wtedy, gdy zachowam radość życia i humor, i pogodę ducha, dzięki czemu człowiek nawet gdy już bardzo stary, pozostaje młody. Irena Matuszewicz jest tego najlepszym dowodem.
Brawo WRÓBEL!!!
P2ST
2026-05-04 22:38:57
Gdzie znaleźć nowy rozkład jazdy zkmszczytno
2026-05-04 20:51:10
Tak patrzebinpatrze, że kiedyś jak miały być remonty ulic to po prostu był jakiś wykaż i było git. Przecież to są normalne zadania samorządowe do zrobienia. Nikt nikomu laski nie robi że remontuje się chodniki. Ale nie. Dziś to trzeba co chwilę pokazać burmistrza Ocha, jak gdyby on sam to osobiście robił. Przecież to burmistrz zapewne robi wyliczenia, plany i nie ma do tego żadnych wydziałów w ratuszu. Taka propaganda co artykuł, że szok. To Mańkowskiego tak nie promowano z też robiono i remonty itp. Dziś jakiś głupi park się lekko ogarnie na osiedlu i potem robo się jego uroczyste otwarcie. Młodsi nie pamiętają Polskiej Kroniki Filmowej. Ta sama idea widzę, se cały czas przyświeca pewnym wladzom
Romek
2026-05-01 19:42:00
Jeszcze żeby pompa zabytkowa wróciła na cmentarz komunalny.
Nikodem.
2026-05-01 10:56:03
To Slalomucha zepsuł! Chce uzyskać większościowy pakiet udziałów w tężni!
Kamil
2026-04-29 21:20:41
Ktoś tu napisał, że Kazik stracił w jego oczach. No może w oczach innych zyskał? A może Kazika to nie obchodzi co kto o nim myśli bo myśli po swojemu a nie tak jak każdy sobie by chciał? Więcej empatii w komentarzach i nie poczuwania się jako elita...
Bartek
2026-04-27 12:07:00
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04