Niedziela, 9 Sierpień
Imieniny: Izy, Rajmunda, Seweryna -

Reklama


Reklama

Urodzony w Warszawie – zakochany w Szczytnie


Urodził się 2 maja 1955 roku w Warszawie. Z zamiłowania brydżysta i szachista, z zawodu – żołnierz. – Tradycje mundurowe w mojej rodzinie sięgają już trzech pokoleń, począwszy od dziadka, który w Wałbrzychu był strażakiem, poprzez ojca żołnierza i skończywszy na mnie – mówi pan Wojciech. ...


  • Data:

Urodził się 2 maja 1955 roku w Warszawie. Z zamiłowania brydżysta i szachista, z zawodu – żołnierz. – Tradycje mundurowe w mojej rodzinie sięgają już trzech pokoleń, począwszy od dziadka, który w Wałbrzychu był strażakiem, poprzez ojca żołnierza i skończywszy na mnie – mówi pan Wojciech.

Swoją przygodę z mundurem rozpoczął dokładnie 15 września 1974 roku w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu. – Częściowo namówił mnie do tego ojciec, który po wojnie odbywał zasadniczą służbę wojskową i w armii pozostał do drugiej połowy lat 60. Po ukończeniu szkoły oficerskiej otrzymał przydział do dywizji lotniczej w Malborku. Swoją wojskową karierę rozpoczął w dywizjonie lotniczym od etatu dowódcy plutonu, a skończył jako oficer sztabowy. Służył w niej aż do chwili rozformowania jednostki w 1991 roku. Następnym etapem w zawodowej karierze kapitana Wojciecha Kowarzyka była Jednostka Wojskowa 2031 Lipowiec.

- Po raz pierwszy na Mazury przyjechałem jeszcze w czasach, gdy uczyłem się w liceum. Było to na początku lat 70. ubiegłego wieku. Dzięki organizowanym przez szkoły obozom trafiłem wówczas do Rucianego. – Od samego początku jestem też niejako uczuciowo związany z Krainą Wielkich Jezior, ponieważ to stąd pochodzi moja małżonka Halina, poznana podczas jednego z takich wyjazdów. Początkowo ograniczało się to do wakacyjnych spotkań i wymiany korespondencji, a z czasem – jak to się mówi w wojskach łączności - coś „zaiskrzyło” i po prawie siedmiu latach naszej znajomości, w 1979 roku, stanęliśmy na ślubnym kobiercu i powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak” - opowiada żołnierz.

- Pamiętam Szczytno z pierwszej połowy lat 70. ubiegłego wieku. Jak większość podobnych miasteczek, sprawiało przygnębiające wrażenie: szare i bez żadnego uroku. Takie nijakie po prostu. Przyjeżdżałem wówczas do Szczytna, bo moja obecna małżonka uczyła się w tym mieście w szkole średniej. Mimo ogólnie panującej szarości postawiłem sobie wtedy za cel, że na Mazurach muszę kiedyś mieszkać. Na chwilę obecną Szczytna nie zamieniłbym na żadne inne miasto - podkreśla.


Reklama

Warszawę – jak wspomina pan Wojciech – opuścił ponad trzy dekady temu bez jakiegokolwiek żalu. Obecnie do stolicy wybiera się tylko w ramach odwiedzin najbliższych i znajomych. – To już nie jest miasto dla mnie. W Warszawie przesiedzę dzień, może dwa i już chcę wracać do swojego Szczytna. Po prostu męczy mnie wszechobecny zgiełk i tłumy. Mamy dwójkę dorosłych dzieci, które jak na razie podjęły odwrotne decyzje: ja uciekłem na Mazury, one z Mazur – do stolicy. Pan Wojciech opowiada, że gdyby obecnie przyjechał z Warszawy do Szczytna po raz pierwszy, to miasto zrobiłoby na nim bardzo dobre wrażenie. – Prawie całe śródmieście jest odnowione i sprawia wrażenie estetycznego, a dwa jeziora w centrum miasta potęgują doznania wzrokowe. Przyjemnie jest teraz chodzić nie tylko po ulicach, ale i terenach zielonych. – Znajomym, którzy do mnie przyjeżdżają, podobają się deptaki i ścieżki rowerowe wokół jezior. Szczytno wygląda teraz pięknie w porównaniu do miasta, jakie reprezentowało ponad trzydzieści lat temu.

Na początku swojej kariery w Lipowcu kapitan Wojciech Kowarzyk trafił na stanowisko w sekcji operacyjnej, a następnie było dowództwo. Na koniec jako szef sekcji wrócił do swojej starej i wyuczonej specjalności, czyli łączności. W 1991 roku zmiana służbowego przydziału wyglądała bardzo korzystnie: praca i życie na Mazurach były spełnieniem wcześniejszych marzeń, było tez bliżej do stron rodzinnych żony, do krewnych i przyjaciół. Mimo to pierwsze cztery lata nowej pracy nie były łatwe, bo najbliżsi kapitana zostali w Malborku. Mnóstwo czasu spędzał na podróżach między oboma miastami, by każdą wolną chwilę spędzić z rodziną. - Ale niestety, każdy kto decyduje się nosić wojskowy mundur musi się liczyć z tym, że takie „wędrówki” są wpisane w trud żołnierskiej służby - podkreśla. – Jak widać, swoją przygodę rozpocząłem w łączności i na łączności kończę - komentuje fakt przejścia na garnuszek „wojskowego ZUS-u”, do którego to faktu ma ambiwalentny stosunek. - Po tylu latach jest niezwykle ciężko rozstać się z mundurem – przyznaje.

Reklama

Z uśmiechem podkreśla, że pomimo tylu lat spędzonych na Mazurach i w służbie, nie dorobił się jakiegokolwiek domku nad jeziorem. Jedyny „luksus”, na jaki pan Wojciech sobie pozwolił, to działka ogrodnicza i każdą wolną chwilę stara się tam spędzić. Nie jest to łatwe, bo kapitan Kowarzyk jest niezwykle aktywnym człowiekiem.

Wcześniej, gdy służył w Malborku, należał do ligi okręgowej tenisa stołowego, aczkolwiek od wielu już lat pasją pana Wojciecha jest również brydż i szachy. – To zmusza umysł do wysiłku i w jakiejś formie nie pozwala mu się szybko zestarzeć – dodaje ze śmiechem. Kiedyś należał do klubu brydżowego i szachowego, ponieważ jak twierdzi – wyniósł to z domu, ponieważ jego ojciec był zapalonym brydżystą. – Na tzw. „stare lata” zachciało się jeździć rowerem i praktycznie codziennie pokonuję dystans 30-40 kilometrów. Zachęcam wszystkich do takiej formy odpoczynku, a wszystkim czytelnikom „Tygodnika Szczytno” życzę przede wszystkim pogody ducha i dużo radości z tego, że można mieszkać w tak pięknym regionie i mieście, jakim jest Szczytno.

 

Robert Arbatowski



Komentarze do artykułu

Nik

Dobry kolega, ma zacięcie spoetowe

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama