Tygodnik Szczytno

Czwartek, 17 Wrzesień
Imieniny: Jagienki, Kamili, Korneliusza

Reklama

Reklama

Uśmiech w czasach zarazy - felieton Wiesława Mądrzejowskiego

Trudno dziś pisać o czymś innym niż o sytuacji, w jakiej jesteśmy w wyniku rozprzestrzeniania się wrednego wirusa. Rzecz jest poważna i zupełnie nie do śmiechu. Czekaliśmy dość długo aż ten koronowany wirus do nas dotrze no i w końcu ruszyło. W chwili, gdy to piszę mamy już ponad 200 chorych, a jak przypuszczam, gdy będziecie to Państwo czytali, to już ze 400 osób zostanie oficjalnie przyjętych do tego ekskluzywnego towarzystwa i będą te liczby jeszcze dość długo rosnąć.

 

  • Data:

Są i ofiary śmiertelne, a ich liczba musi (statystyka) niestety wzrastać. Na razie z niemałą satysfakcją patrzę, jak społeczeństwo, w tym mieszkańcy Szczytna, przyjmują związane z tym całym bałaganem niedogodności. Po pierwszym zrozumiałym zresztą najeździe na sklepy i apteki jakby się uspokoiło.

 

 

Nigdy nie wiadomo, co spanikowana (żeby nie określić mocniej) władza wymyśli, więc na wszelki wypadek lepiej mieć lodówkę pełną i coś tam jeszcze w spiżarni. No może bez przesady. Jak zobaczyłem dość znaną w mieście panią targającą w koszu w jednym z marketów kilkanaście przynajmniej kilogramów mięcha różnego rodzaju, to żal mi się zrobiło. Nie tej pani, ma chyba zamrażarkę, lecz jej męża, który będzie musiał nieborak to wszystko opędzlować.

 

Dzieciątko moje czterdziestoletnie ukochane uświadomiło mi telefonicznie, że jakby nie patrzeć wiekowo jestem w grupie podwyższonego ryzyka i z domu nie powinienem się ruszać. Też smarkacz wymyślił! Jasne, że do Mokki na kawę nie pójdę, bo zamknięta, do kina też nie wyskoczę z powodu jak wyżej. Filharmonia niedzielny koncert odwołała, więc co pozostaje? Siedzieć przed telewizorem i siedemnasty raz powtarzane ramoty oglądać?

 

Reżimowej i tak nie włączam. Nie mam złudzeń, że nawet gdyby wpakować w nią kolejne miliardy, to zamiast dać uwiązanym w domu ludziom odrobinę rozrywki na jakim takim poziomie, to nadal będzie tubą jednopartyjnej propagandy. Stać ją co najwyżej na Zenka i serial z Dudą po kraju. Poziom zbliżony.


Reklama

 

Na szczęście pogoda jest na razie zupełnie przyzwoita, więc nie całkowicie z własnej woli mam już ustalony rozbudowany harmonogram prac wiosennych przy domu i na działce. Poza tym szczęśliwie lasów ci u nas wokół dostatek, więc są już na koncie pierwsze setki tegorocznego sezonu rowerowego. Trochę jeszcze na leśnych duktach miękko i czasem błotniście, ale można spokojnie kręcić. Na nic się w lesie nie narażasz, nikogo też niczym nie zarazisz, luzik. Piechotką też warto się wybrać jak wczoraj na spacerek wzdłuż Kulki. Ani człowieka po drodze, łabędzie, kormorany, sarenka też się trafiła. Gdyby nie ta odrobina fizycznej aktywności, to przez tych parę jak przypuszczam miesięcy zakaźnego lenistwa utyłby człowiek ładnych parę kilogramów.

 

Kusi mocno usprawiedliwiona laba w fotelu z książką w ręku. Przepatrzyłem dzisiaj naszą księgarnię, ale niestety, nic ciekawego nie znalazłem. Noblistka doczytana, moja ulubiona literatura faktu przeżywa kryzys. Kryminały na jedno kopyto, miałem niegdyś do czynienia z o wiele ciekawszymi. Sięgnąłem więc jak to czynię po raz kilkunasty w chwilach książkowego głodu, po „Headhuntera” Jurka Niemczuka, najbardziej pogodną powieść, w sam raz na takie czasy. To dla ducha.

 

Dla ciała zaś mam w planie kilka ciekawych kompozycji obiadowych, którymi zamierzam uraczyć koleżankę małżonkę, też odsuniętą na pewien czas od zawodowej aktywności. Przebiegłem szybko kilka działów w miejskich marketach i całe szczęście, że zabrałem ze sobą swój poczciwy wiklinowy koszyk. Dziś, gdy po każdym dotknięciu klamki oglądamy się za mydłem i umywalką spojrzenie robi się ostrzejsze. Otóż popatrzcie państwo na kosze, szczególnie plastikowe, we wszystkich bez wyjątku sklepach. Lepią się od brudu nie myte chyba od lat.

Reklama

 

W ich wnętrzach i na rączkach kłębi się cały ogród zoologiczny różnego rodzaju bakterii i wirusów mam nadzieję, że nie koronowanych. I co z tego, że w kolejce do kasy stoimy karnie metr od poprzednika, że kasjerki używają rękawiczek i przecierają swoje pulpity różnym żrącymi środkami. Targamy ze sobą po sklepach beczkę prochu, do której od miesięcy bezkarnie przylepia się wszystko co wewnątrz i na zewnątrz sklepu tylko się unosi.

 

Oglądam w Internecie nasiadówki jakimi pan burmistrz z przyległościami wykazuje się w walce z zarazą. Ciekaw jestem czy przynajmniej raz poruszono tam kwestię zwyczajnego skontrolowania tego siedliska brudu w jakie wkładamy jedzenie przed zabraniem go do domu. Z dobrego serca podrzucam naszej lokalnej władzy ten pomysł wykazania się realną aktywnością w walce z zarazą. Taka fotka z wężem w ręku i szczotką przed marketem ma też swoją „pijarową” wartość.

 

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)

 

 

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama