Środa, 29 Kwiecień
Imieniny: Bogny, Walerii, Witalisa -

Reklama


Reklama

Felieton Wiesława Mądrzejowskiego: Wystawa, plan miasta i szkolna edukacja. Trzy sprawy, które warto przemyśleć


Od tłumów na wystawie Michała Grzymysławskiego, przez projekt zmian w centrum Szczytna, aż po spór o edukację zdrowotną w szkołach. Wiesław Mądrzejowski wraca do trzech tematów, które wywołują dyskusję – i pokazuje, gdzie warto się zatrzymać i zadać pytanie, czy wszystko idzie w dobrą stronę.



Moje trzy zdania 27.04.2025

1. Warto odwiedzić w MDK-u wystawę poświęconą twórczości Michała Grzymysławskiego, tłumy na jej wernisażu to nie tylko dowód uznania dla przedwcześnie zmarłego twórcy ale i potwierdzenie, że prawdziwa okazała się jego wypowiedź zawarta w jednym z wywiadów: „Mam niezaprzeczalną przyjemność pracować nie tylko w tym materiale twardym, opornym, ale i w materiale jeszcze trudniejszym, którym jest po prostu natura i psychika człowieka”; jeżeli prześwietne miejskie władze znajdą odrobinę czasu to warto aby się zastanowiły nad uhonorowaniem pamięci tego tak szczycieńskiego artysty nazwaniem jego imieniem, któregoś z zakątków miasta.


2. Nie wiem ilu mieszkańców Szczytna znalazło czas, aby zapoznać się z wyłożonym do konsultacji projektem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obejmującego fragment Śródmieścia, czyli m.in. otoczenia słynnej „wieży ciśnień”, przeczytałem, obejrzałem rysunki i uważam, że rozwiązanie tam zawarte  jest rozsądne ale wymaga oczywiście konsultacji wśród zainteresowanych czyli nas wszystkich, natomiast jedna z propozycji wzbudza przynajmniej wątpliwości, czyli przeznaczenie najbardziej atrakcyjnego (i najdroższego w mieście) miejsca na tzw. camperpark, który to pomysł nie wiadomo kto w miejskich władzach forsuje z uporem maniaka, jeżeli już to może jeszcze dodać obok pole namiotowe i paddock dla koni bo latem Szczytno odwiedza chyba więcej konnych turystów niż camperów, zwyczajne porównanie z lokalizacjami takich obiektów w innych miastach wskazuje na przynajmniej brak rozsądku, a można to pachnieć nawet niegospodarnością.


Reklama


3. Spodziewaną burzę w zainteresowanych środowiskach wywołała zapowiedź wprowadzenia do szkół tym razem obowiązkowego już przedmiotu „edukacja zdrowotna” w wersji okaleczonej o edukację seksualną więc to oburzenie podzielam, a tak przy okazji przypomniało mi się jak w zamierzchłych latach 60-tych, gdy pobierałem nauki w technikum bodajże w trzeciej klasie też wprowadzono obowiązkowe (wiadomo, komuna!) cztery godziny zajęć z panią doktor właśnie z zakresu edukacji seksualnej, aby było jednak po bożemu  zniesiono tu koedukację i wszystkie cztery dziewczyny z naszej klasy miały te zajęcia oddzielnie, nie wiem natomiast czy to był akurat efekt tego znęcania się nad młodzieżą ale najbardziej atrakcyjna w całej szkole koleżanka Danusia, która nie ukrywała zresztą nigdy, iż na wyposażeniu swojej torebki posiada na wszelki wypadek „globulki zet” (młodzież niech sprawdzi w necie co to było), dokładnie rok później przedwcześnie zakończyła pobieranie nauk ze względu na nieodległe obowiązki macierzyńskie.
W A M

Reklama



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama