Tygodnik Szczytno

Piątek, 18 Wrzesień
Imieniny: Franciszka, Lamberty, Narcyza

Reklama

Reklama

Nie jest mi wcale do śmiechu – felieton pastora Andrzeja Seweryna

Mimo niepoprawnego optymizmu, którym zwykle kieruję się w życiu, jakoś ostatnio nie jest mi wcale do śmiechu. Bo kiedy czytam Pismo Święte, a czynię to codziennie i regularnie, nie tylko z powodów „zawodowych” jako pastor, ale tak zwyczajnie, jako człowiek, który poważnie traktuje swoją relację z Bogiem, z coraz większym zaskoczeniem, by nie powiedzieć przerażeniem, dostrzegam moralną i duchową katastrofę, która staje się udziałem coraz większej liczby ludzi na tym świecie, w tym również w naszym kraju.

  • Data:

Dzieje się tak dlatego, że choć żyjemy w chrześcijańskim kraju i na chrześcijańskim kontynencie, to jednak te prawdziwe wartości chrześcijańskie wyparowują z nas w zastraszającym tempie. Należymy do pokolenia, które na własne oczy ogląda straszne przyśpieszenie procesu laicyzacji, czyli zeświecczenia naszego życia osobistego i publicznego także. Powszechna niemoralność toczy nas jak gangrena, dotykając również ludzi z pierwszych stron gazet: polityków, celebrytów, artystów czy nawet duchownych. Czy możemy wobec tych zjawisk przechodzić obojętnie? Czy tę falę bezbożności da się w ogóle kiedykolwiek zatrzymać?

 

Nie da się żyć beztrosko ze świadomością, że ktoś strzela do modlących się ludzi, zarówno w meczetach jak też – i o wiele częściej, niestety - zabija się ludzi w kościołach chrześcijańskich, ale za każdym razem giną dziesiątki niewinnych osób. Statystyki podawane przez organizacje zajmujące się problemem prześladowań chrześcijan we współczesnym świecie są tragiczne, a liczba ofiar co roku to setki tysięcy współczesnych męczenników – ludzi zamordowanych z powodu wyznawanej wiary.

 

Cóż z tego, że takie tragedie wydarzają się na antypodach, za oceanem czy w Azji lub Afryce, skoro i tak fala nienawiści i mur wrogości pomiędzy chrześcijaństwem i islamem rośnie coraz wyżej i takie masakry będą tylko eskalować przemoc i frustrację ludzi szalonych z nienawiści, uprzedzeń i fobii. Kto będzie następnym szaleńcem i gdzie znowu poleje się niewinna krew? W kolejnym kościele, czy w kolejnym meczecie? Gdziekolwiek tak się stanie - smutno mi, Panie!


Reklama

 

Nie da się również żyć beztrosko i radośnie, kiedy na naszych oczach, publicznie i oficjalnie przewraca się do góry nogami biblijną, zgodną z Bożym zamysłem ideę małżeństwa, przekręca biblijne znaczenie i sens ludzkiej seksualności, nazywając czymś zdrowym i godnym afirmacji coś, co w Bożych oczach jest obrzydliwe i zdeprawowane, a przez wieki uznawane po prostu za ohydny grzech i wyuzdanie? W świecie jakich wartości przyjdzie żyć naszym dzieciom i wnukom?

 

To naprawdę przeraża, wzbudza krzyk niezgody i sprzeciwu, bo świat coraz bardziej zaczyna przypominać biblijną Sodomę i Gomorę. Czy możemy się na to godzić bez żadnego sprzeciwu, nie mówiąc wyraźnie i kategorycznie: TAK BYĆ NIE MOŻE?

 

Nie da się też przejść obojętnie wobec faktu, że tak często myli się sprawców z ofiarami, stając w obronie tych pierwszych, a lekceważąc krzywdę i cierpienie tych drugich. Dzieje się tak na salach sądowych, a także w szacownych gremiach kościelnych. Za to samo przestępstwo jeden otrzymuje surową i zasłużoną karę kilkunastu lat więzienia i publiczne potępienie, a ktoś inny pół roku w zawieszeniu, albo nadal cieszy się bezkarnością, która urąga poczuciu elementarnej sprawiedliwości.

 

W aresztach i więzieniach zdecydowanie więcej praw mają osadzeni niż funkcjonariusze służby więziennej. W szkołach coraz więcej praw, a coraz mniej ograniczeń, mają i wciąż domagają się uczniowie, a coraz mniej do powiedzenia i wyegzekwowania mają sami nauczyciele! W czasach mojego dzieciństwa, kiedy uczeń narozrabiał w szkole, to nie tylko otrzymywał ostrą reprymendę od swojego wychowawcy, ale dodatkowo otrzymywał jeszcze „bolesną wypłatę” od swoich rodziców, którzy kiedyś mieli o wiele więcej zaufania do pedagogów, stosowali dyscyplinę i wspomagali nauczycieli w procesie wychowywania swoich pociech, których wtedy nie idealizowano tak bardzo, jak to ma miejsce obecnie. Bo to dzisiejsze bezstresowe i niewinne baranki przecież… Winne wszystkiemu są przecież belfry!

Reklama

 

Dziś nauczyciele nie mogą się czuć bezpieczni w swojej pracy, uczenie cudzych dzieci staje się niebywałą harówką i bezsensowną mordęgą, bo młodzi przeżywają epidemię naukowstrętu, czują się bezkarni i ślepo, bezkrytycznie bronieni przez swoich nierozsądnych rodziców. Ci zaś potrafią być równie albo jeszcze bardziej okrutni wobec wychowawców swoich „niewinnych” pociech, odzierając pedagogów z resztek godności i zapału do pracy.

 

A jeśli dochodzi do tego niegodne etosu tego zawodu wynagrodzenie, o którego przyzwoity poziom nauczyciele muszą się tak bezskutecznie upominać od państwa – to jaka przyszłość czeka nasz naród w kolejnych latach i pokoleniach? Czarno to widzę, niestety.

Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama