Z jednej strony chęć rozwijania się i poznawania rzeczy nowych, a z drugiej, chciałoby się być na swoim, być niezależnym, mieć własne pieniądze. Ta żyłka bizneswoman zwyciężyła, choć nie od razu dało się ją poznać. Pierwsza praca to Urząd Gminy Świętajno – młodszy referent w Referacie Rolnictwa. Przygoda trwała 3 lata, do 1978 r. Wspominając ten czas pani Danusia mówi:
- Początkowo pochłaniałam wszystko, co było wokół mnie, chciałam wszystko umieć, każdą prace wykonywałam ze starannością, ale i szybko. Czekałam na nowe zadania, a te nie przychodziły zbyt często. Pracowało się inaczej i młodych nie do wszystkiego dopuszczano. Dlatego szukałam czegoś innego.
Ten głos kierował nie tylko dobrze, ale i do celu. Delegatura PZU w Szczytnie potrzebowała referenta, oferowała ponad dwukrotnie wyższe zarobki i możliwość rozwijania się. Nie było więc na co czekać i tak po rozmowie kandydat stał się pracownikiem. Rok trwało poznawanie specyfiki nowej pracy, a później wykazywanie swoich umiejętności. Predyspozycje zostały dostrzeżone i pojawił się awans na kierownika akwizycji, a po nim jeszcze kilka innych szczebli w hierarchii ubezpieczeniowej. Przemiany społeczne końca lat 80. ubiegłego stulecia nie pozostawiły bez reform największego ubezpieczyciela, jakim był PZU. Wolność ekonomiczna firm, możliwość samodzielnego zarządzania stworzyły nowe systemy dystrybucji. Do gmin wkroczyli ajenci ubezpieczeniowi. Samorząd zabezpieczał gabinet, a bardzo wielka gama ubezpieczeń obowiązkowych zbierana była wraz z nakazami płatniczymi podatków. Dziś wiemy, że system był niedoskonały i narzucając bardzo szeroki zakres ubezpieczenia, zwłaszcza wśród rolników i powstających prywatnych firm, ratował swój budżet. Potwierdzają to częste kontrole, liczenie mienia, inwentarza i wymierzane kary. Bardzo trudno było rozłożyć na raty należności składek. Aby to osiągnąć, ajent z podaniem rolnika jechał do centrali i dopiero tam kierownik podejmował decyzję. Sytuacja uległa zmianie po reformie lat 90., kiedy rynek został uwolniony i pojawiły się inne firmy ubezpieczeniowe. To był ten czas, aby zacząć pracować na swoim.
W 1996 r. Danuta Anielska otworzyła Agencję Ubezpieczeniowo-Usługową w Świętajnie. Na pewien okres kończy się współpraca z PZU, które nie wyrażało zgody na pracę ajenta z wieloma firmami. Życie firmy nabiera jednak tempa. Pomysłowość, przedsiębiorczość, odwaga i umiejętność wyczucia rynku - procentują. Wspiera to ogólny postęp, firmy prześcigają się w tworzeniu ofert, nieustannie rośnie zakres ochrony ubezpieczeniowej, ograniczono też do minimum pakiety obowiązkowe, a daje to pole do inwencji. Doskonale widać, kto ma powołanie do tej pracy, a kto musi zwinąć żagle. Sprawę porządkuje konieczność posiadania licencji. Po specjalistycznym szkoleniu w 1996 r. Agencja pani Danuty, jako jedna z pierwszych w regionie, staje się licencjonowaną. Bardzo szybko okazuje się, że nie to jest najważniejsze, choć wpływa na prestiż i uwiarygodnia firmę. Receptą na sukces jest stały kontakt z ludźmi, a konkretnie bezpośrednie relacje. Rozpoczyna się proces odwiedzania mieszkańców, wyszukiwania najlepszych, pasujących dla danego człowieka ofert i indywidualnej współpracy z każdym klientem. To sprawia, że u Danuty Anielskiej klientów wciąż przybywa i tak jest do dziś.
Ma to też swoją cenę, a konkretnie pochłania bez reszty czas. Kiedy następuje szkoda, telefon dzwoni nawet w środku nocy.
- Pierwszy sygnał płynie często do mnie, przed strażą czy policją. Jestem nie tylko dyspozytorem uruchamiającym procedurę nagłego zdarzenia, ale i udzielającym wsparcia psychologiem. Ludzie tracący dobytek życia, czy swoich bliskich, potrzebują ciepła i pocieszenia. Trzeba zawsze wczuć się w czyjś ból i pomóc przez to przejść – wyjaśnia pani Danuta. To podejście procentuje, a firma się rozrasta.
Nowy produkt - to usługi sprzątania m.in. budynków należących do gminy. W 2004 r Agencja opuszcza budynek Urzędu Gminy w Świętajnie i zakupuje tuż obok własne biura na ulicy Grunwaldzkiej 64, gdzie jest do dziś. Pojawia się kolejny produkt – usługi bankowe. Firma jako jedna z nielicznych pracuje również w soboty. Na uwagę zasługuje fakt, że dziś to tak naprawdę multiagencja, pakiet możliwości tworzą oferty 15 największych ubezpieczycieli na rynku. Współpraca z nimi to możliwość pomocy i ochrony ubezpieczeniowej dla każdego klienta i w każdej sytuacji. O pozycji Agencji Danuty Anielskiej świadczą sytuacje ekstremalne, kiedy straty majątkowe z ubezpieczycielem szacowane są metodą ugody z klientem, a więc za jego aprobatą. Ludzi zadowala wielkość odszkodowania i czują się rozumieni. Ten efekt to wynik nieustannych szkoleń potwierdzonych licznymi certyfikatami i wyróżnieniami korporacji ubezpieczeniowych.
Aby mogło być słodko i miło, codzienne dni płyną w ciężkiej pracy, która pochłania wiele czasu. Widać to po dzieciach, które od najmłodszych lat uczestniczyły w pracy mamy, często w soboty i niedziele, kiedy do rodzinnego domu przyjeżdżali ludzie po pomoc. Syn Artur poszedł w ślady mamy i jest ajentem ubezpieczeniowym. Podobnie najmłodsza córka Ewelina - menadżer Hestii na północno-wschodnią Polskę. Wykruszyła się tylko średnia córka Iwona - lekarka w Białymstoku. A jak swój galimatias ocenia jego główna bohaterka?
- Zawsze chciałam być niezależna, sama sobie szefem, własną firmę budować na swoich pomysłach. Nie lubię stać w miejscu i czekać. Jestem szczęśliwa, kiedy mogę się rozwijać i tego zawsze mi braknie. Zawsze spoglądam i szukam czegoś nowego. To nic, że to zabiera czas. Lubię to, co robię. To mnie spala i nie wyobrażam sobie innego życia – wyjaśnia pracodawca 9 pracowników, szefowa filii w Rozogach i Wielbarku, właścicielka Zakładu Fryzjerskiego w Świętajnie - Danuta Anielska.
Zapytana o perspektywy biznesu ubezpieczeniowego stwierdziła: - To dynamiczny rynek, wzrasta ilość mienia, ubezpieczeń komunikacyjnych, ba nawet ubezpieczamy się na wypadek chorób nowotworowych i operacji szpitalnych, nie wspominając o ubezpieczeniu na życie. Będzie co robić, choć jest coraz ciężej. Firmy obcinają marżę do 3%, a to przy małym obrocie nie pokrywa kosztów utrzymania agencji. Internet sprawia, że młodzi omijają nas zawierając polisy on-line. Wszystko to należy nadgonić swoją pracą, dotarciem do ludzi. My tych wkładów nie liczymy, ale to one zapewniają nam stabilność. Dziś ponad 70% kapitału ubezpieczeniowego naszej agencji to mienie, to jest efekt bezpośrednich kontaktów, a więc tej ogromnej pracy.
Wielu korzystających z usług ubezpieczeniowych poleca Agencję innym. To znana na rynku pewna firma, choć nie raz mierzyła się z problemami. A kim jest prywatnie szefowa? Rodzina nazywa ją pracoholiczką. Nie ma czasu na odpoczynek, a o pracy mówi, że to hobby i pasja. Sama, jak każdy z nas, ma marzenia, a jednym z nich są podróże. Z tych dwu pasji górą zawsze jest praca, a nawet najlepsza wycieczka kończy się po 5 dniach, góra tygodniu, bo bezwzględnie ciągnie panią Danutę do firmy. Pośród rozlicznych wyróżnień i certyfikatów wiszących w Agencji w Świętajnie uwagę zwraca wyróżnienie ,,Osobowość Roku 2017” w ramach programu ,,Polski Orzeł Biznesu”. To wyróżnienie za efekty pracy. Jak to było na początku i jak będzie, kiedy przyjdzie odpocząć, takie pytanie pojawiło się spontanicznie.
- Na początku budowałam zespół, a więc zbierałam moich klientów. Zaczynałam od stowarzyszeń i sołectw, realizując polisy grupowe, następnie docierałam do każdego z osobna, dając się poznać i poznając ludzi. Nie myślę dziś jeszcze o końcu, mam wiele sił i chciałabym jeszcze długo służyć ludziom. Ale jedno jest pewne, staram się, aby kiedy przyjdzie ten dzień, by nikt nie wspominał mnie źle. Walczę jak każdy i bronię się, aby nie paść ofiarą oszustów czy manipulacji. Od pierwszego dnia, kiedy zaczynałam, do tego ostatniego mój interes to interes mojego klienta. Pomaga w tym rosnąca świadomość i wiedza na temat ubezpieczeń ze strony petentów, którzy postrzegają nas zupełnie inaczej niż na początku – wyjaśnia pani Danuta.
Czas biegnie szybko, dobre imię jest bezcenne, zwłaszcza kiedy wykonuje się zawód narażony na niezrozumienie i krytykę. Między ludźmi w Wielbarku, Rozogach i Świętajnie o Agencji Danuty Anielskiej mówi się dobrze, ludzie wspominają pomoc i to, że nie była obojętna, kiedy działo im się źle. Coraz więcej turystów z całego kraju staje się klientami tej firmy. I choć nie życzmy sobie tego, abyśmy musieli odwiedzać agencję po odszkodowania, to jednak dobrze, że jest takie miejsce, gdzie ten szczególny biznes prowadzony jest z ludzką twarzą.
Krzysztof Kolczyński
To bardzo skromny i niezmanierowany Doktor. Cenię jako człowieka, który podchodzi do pacjenta z sercem. Zjeździłem całą Polskę, lecząc się prywatnie, i nigdy nigdzie nie otrzymałem tyle opieki i pomocy, którą okazał mi Pan Doktor. Ogromny szacunek.????????????
Dariusz
2026-04-02 18:31:30
Bez skrótów. Bez przypadków. Bez imienia. Bez nazwiska. Po prostu policjant. Ze Szczytna.
Czytelnik ze Szczytna
2026-04-01 17:48:06
To doskonały pomysł, niech mnie pan cytuje studentom ile tylko można, ludzie w końcu muszą poznać prawdę. nie tylko jednostronną fałszywą narrację. Cały świat wie czym Netanjahu wciągnął Trumpa w wojnę, oczywiście o aktach Epsteina, agenta Mossadu, nic Pan nie słyszał, prawda? :)... I nie Rosjanie o tym otwarcie mówią, tylko sami Amerykanie. W moich komentarzach piszę mój punkt widzenia, do którego mam pełne prawo...a Pan sraczki dostaje i nie potrafiąc się do nich merytorycznie odnieść, i podważyć, używa agresywnego personalnego ataku. Prawda jest niepodważalna.. co nie?
Polak
2026-04-01 14:02:23
Najbardziej to pewnie ucieszył się ten pan z DPS, ktory zawsze prosi o drobne pod biedra lub Orlenem. Jak każdy student dal mu piątaka to będzie miał na kilka czteropakow
Kamil
2026-04-01 12:35:56
Mądrzejewski-toponimiczne pochodzenie nazwiska od przymiotnika (mądry). Być może. Wgłębiając się jednak w twórczość p. Mądrzejewskiego zamieszczaną na łamach owego tygodnika, widzę człowieka, która za wszelką cenę chce nam wszystkim udowodnić, iż należy do starannie wyselekcjonowanej grupy mądrych. Grupa mędrców Donalda Tuska. Może się mylę. Może treści, które czytam, to myśli głębsze po głębszym. Może ja czegoś nie rozumiem i autor rzeczywiście jest mądrzejszy ode mnie. Szukam odpowiedzi. Na razie znalazłem jedną. Jak dla mnie mało miarodajną. Zawsze to jednak jakiś trop. Otóż statystyki nazwisk w Polsce podają, iż osobników płci męskiej o nazwisku Mądrzejewski jest tylko 266-u. Jak mawiała pani Kidawa-Błońska cyt: „gdyby natura chciała, to przekop by sama zrobiła\". Nie zrobiła. Z mądrością widać też jej nie poszło.
Zakute Łby : )
2026-04-01 12:08:43
Przekształcili w nową instytucję, która pewnie nic nie wniesie to i lepiej zarobią.
Do Marek
2026-04-01 08:52:59
Wspaniały , empatyczny lekarz. Życzliwy , ciepły Człowiek. Inny lekarz mnie zlekceważył. Pan doktor zrobił badania , przepisał leki. Przestało boleć. Stan zapalny zlikwidowany. Dziękuję za pomoc.
Marzenna Żakowicz
2026-03-31 21:40:33
Ty \"Polak\" ty \"Romek\". Zanim coś naPiSzecie, to się tysiąc razy nad tym zastanówcie, jeśli jeszcze potraficie.
Sławek
2026-03-31 14:52:25
Osobnik tytułujący się ksywą Polak jest niezawodny. Jego komentarze do moich mikro felietoników wprowadzę w najbliższym czasie jako materiał poglądowy do zajęć ze studentami z przedmiotu \"Biały wywiad i dezinformacja\". Tym razem mamy do czynienia z \"mykiem\" polegającym na wrzucanie do komentarza treści, o których w komentowanym materiale nie było mowy czyli: 1. Bogata Polska utrzymuje wrogą Ukrainę; 2. Trump rozpętał wojnę z Iranem na polecenie Izraela. Panie \"Polak\" jakby nie patrzeć widać starą dobrą ruską szkołę. Czekam na następne przykłady.
Wiesław Mądrzejowski
2026-03-31 14:20:27
Strzelnica o której wspomniałem to też jest dół, jednak pocisk wyleciał. Skoro zatem istnieje możliwość zranienia innego człowieka, a istnieje, dowód już Pani dałem, to taka strzelnica powinna mieć ściany, szczególnie, gdy w pobliżu są domy mieszkalne. Pogratuluje pan mieszkańcom, jak nie daj Boże dojdzie do podobnego wypadku, a prędzej czy później dojdzie, ciekawe czy wtedy też będą tak entuzjastycznie nastawieni.
nikoś
2026-03-31 13:11:34