Reklama

Środa, 24 Czerwiec
Imieniny: Albina, Wandy, Zenona -

Reklama


Reklama

Bot wie lepiej - felieton Jerzego Niemczuka


Najpierw pomyliły się książki. Potem taksówka pojechała nie tam, gdzie trzeba. A na końcu człowiek usłyszał od maszyny, że to wszystko właściwie jego wina. Jerzy Niemczuk pisze o świecie, w którym algorytmy coraz częściej podejmują decyzje za ludzi, choć zdrowy rozsądek nadal nie doczekał się cyfrowego zamiennika.



O botach i paczkomatach
Marcin, autor wstępu do mojej książki został przez mnie wykorzystany i zlekceważony. Sprawa jest skomplikowana, więc i opisać ją niełatwo.


Przyszła do mnie zwrotna przesyłka z dedykacją dla Marka, więc do niego zadzwoniłem, żeby go przeprosić i ostrzec przed wysyłką. Odpowiedział, że ma książkę z dedykacją dla Marcina i nie wie, co z nią zrobić, a odesłać nie może, bo nie ma adresu. Nie czyta, żeby jej dziewictwa nie naruszyć. Chce ją wysłać, jak dostanie namiar. 
A to on był najważniejszy, Marcin. Mój spirytus movens i odkrywca. 


Łeb sobie posypuję popiołem po spaleniu się ze wstydu, że wrzuciłem parę książek do jednej skrytki, bo się pogubiłem w propozycjach paczkomatu, kiedy mi zaproponował, żebym otworzył skrytkę. I jak uczeń czarnoksiężnika otworzyłem i dorzuciłem. W rezultacie Jaś dostał książkę Henia. Hania też nieswoją, tylko Marka. Ruska ruletka i efekt domina.


A w końcu się okazało, że Marcin jednak dostał, wysłałem mu od razu, jak Marek mi powiedział, że do niego dotarła przez pomyłkę, o czym zdążyłem zapomnieć.  


Dzień wcześniej wróciłem z Warszawy, żeby po raz ostatni pożegnać się z „Ranczo”, tym razem w roli statysty udającego Francuza w udającej francuską galerię Królikarni. Żeby się tam dostać, nie ryzykując mitręgi ze znalezieniem miejsca parkingowego, godzinę wcześniej zamówiłem taksówkę w aplikacji FreeNow. Wpisałem swój adres na Szwedzkiej i Królikarni na Puławskiej. Zamówiłem i wybrałem taksówkę na siódmą. Jednak ukazał się kurs na trasie nieoczekiwanej i trudnej do przyjęcia: ze Szwedzkiej na Rembielińską, gdzie wprawdzie poprzednio mieszkałem, ale nie mam powodu, żeby tam bywać. 2 km. Próbuję zatem zmienić trasę. Dodzwonić się nie można. Natomiast zgłasza się usłużny bot, sprawia wrażenie wesołkowatego, ale okazuje się głupawy, bo nie może zrozumieć, o co mi chodzi. Kieruje mnie do specjalisty, który po długim namyśle uznaje, że sprawa wymaga rozpatrzenia przez innego specjalistę, którym okazuje się kolejny bot, który też nie wie ani jak zmienić trasę, ani jak odwołać kurs. Czasu coraz mniej, więc zamiast czekać na taksówkę, która mnie zawiezie na Rembielińską, czyli tam i z powrotem, a potem na kolejną, która mnie skieruje nie wiadomo gdzie, wsiadam we własne auto i już po paru minutach dzwoni do mnie kierowca od FreeNow, więc go informuję, że właśnie nomen omen jest teraz wolny. Przyjmuje to ze zrozumieniem. 


Reklama

Reklama


Kiedy przed miesiącem jechałem na nagranie do radia RDC, taksówkarz opowiadał, że miał zawieźć pasażerkę na lotnisko w Modlinie, chociaż chciała na Szopena. I mogła tylko chcieć, bo jemu nie było wolno. Nie ma takiej opcji. Algorytm rządzi, nie dopuszcza i ma to swoją cenę.


Po paru godzinach przyszła wiadomość od FreeNow, że za niewykorzystany kurs obciąża mnie opłatą 17 pln, bo szanuje czas swoich kierowców. Trasy zmienić nie mogła, bo dałem jej za mało czasu. O tym, dlaczego mi zmieniła trasę, ani słowa. 


Jako że od ćwierć wieku jestem wieśniakiem na wszelki wypadek wpisałem w nawigacji adres na Puławskiej, zaproponowała mi dwie trasy i obie bardzo odległe, bo nie dodałem, że w Warszawie. Rozumiem, że ma prawo uważać, że jeżdżenie własnym samochodem po stolicy nie ma większego sensu, ale bez przesady. Ja też chcę być free i jeździć, gdzie mam ochotę. Złośliwe podpowiedzi sprawy nie ułatwiają. 


AI bywa pomocna, ale rozmowa z botem we wcześniejszej wersji z ograniczoną inteligencją, przypomina konwersację wołu z prosięciem. Pomaga szkodząc. Jak postaci jednej z moich książek dla dzieci.
Jerzy Niemczuk 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama