Wtorek, 11 Sierpień
Imieniny: Bianki, Borysa, Wawrzyńca -

Reklama


Reklama

Matura była 48 lat temu. Spotkali się znów i udowodnili, że przyjaźń nie zna metryki


Deszcz padał niemal przez cały weekend. Nie przeszkodziło to jednak absolwentom klasy „D” Liceum Ogólnokształcącego w Szczytnie, którzy po raz kolejny spotkali się po latach. Były wspomnienia, tańce, śmiech do późnej nocy i przekonanie, że niektóre relacje są silniejsze niż upływ czasu.



W dniach 13–14 czerwca dawni uczniowie szczycieńskiego ogólniaka spotkali się w „Uroczysku Deresze” koło Giław. Dla wielu z nich był to już kolejny zjazd klasowy. Od ostatniego spotkania nie minął nawet rok.

- Radość nie ma daty ważności. W każdym wieku można cieszyć się życiem i spotkaniami z ludźmi - napisała w relacji przesłanej do naszej redakcji Grażyna Zalewska, jedna z uczestniczek spotkania.

 

WRÓCILI DO CZASÓW SZKOLNYCH

Tym razem przy wspólnym stole usiadło ponad 20 dawnych koleżanek i kolegów z klasy. Choć od matury minęło już 48 lat, rozmów nie brakowało. Wspomnienia przeplatały się z opowieściami o teraźniejszości. Były rozmowy o rodzinach, pracy, podróżach i pasjach, które pojawiły się przez ostatnie dekady. Szczególne emocje wzbudziła prezentacja przygotowana przez Sylwię. Archiwalne fotografie przeniosły uczestników do czasów licealnych. Na ekranie znów pojawiły się twarze nauczycieli, szkolnych przyjaciół i kolegów, których nie ma już wśród żywych.

Powróciły wspomnienia klasowej wycieczki w Tatry, studniówki, egzaminów maturalnych i wcześniejszych spotkań absolwentów.

 

KRÓL PARKIETU MÓGŁ BYĆ TYLKO JEDEN

Jak na klasowy zjazd przystało, nie zabrakło muzyki i tańców. Uczestnicy jednogłośnie wybrali „Króla Parkietu”. Tytuł przypadł Irkowi, który – jak wspominają uczestnicy – praktycznie nie schodził z parkietu.

- Niestrudzenie brylował, porywał koleżanki do tańca i wirował na sali od ściany do ściany, między filarami, między nocą a dniem - wspomina z uśmiechem Grażyna Zalewska.

 

ŚMIECH LEKARSTWEM NA UPŁYW CZASU

Jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów programu były improwizowane występy kabaretowe. Na scenie pojawili się Alicja, Grażyna, Czarek i oczywiście Irek. Skecze opowiadały o codzienności ludzi „młodych inaczej”. Publiczność reagowała salwami śmiechu. Bo choć bohaterowie żartów mieli już swoje lata, większość uczestników bez trudu odnajdywała w tych historiach samych siebie.

 

ŻYCIE STAJE SIĘ GŁĘBSZE

Absolwenci klasy „D” nie ukrywają, że dzisiejsza sześćdziesiątka wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Wśród uczestników spotkania są osoby aktywne zawodowo, społecznicy, podróżnicy, wolontariusze, artyści amatorzy, pasjonaci rękodzieła, języków obcych, nurkowania czy teatru. 


Reklama

- Mam wrażenie, że „Najlepsi 1974–1978” starzeją się z wdziękiem, a starość nie ma do nas łatwego dostępu. W naszym przypadku z wiekiem życie nie staje się płytsze. Ono staje się głębsze - podkreśla Grażyna Zalewska.

 

MAJĄ JUŻ KOLEJNY PLAN

Najważniejsze okazało się jednak coś innego. Po niemal pół wieku od ukończenia szkoły dawni uczniowie nadal potrafią być razem. Nadal mają o czym rozmawiać. Nadal chcą się spotykać. 

- Ostatnie spotkania pokazały, jak jesteśmy sobie bliscy. I to po tylu latach oraz mimo dzielących nas odległości. Jesteśmy bogaci, bo mamy siebie - podsumowuje Grażyna Zalewska.

Jak zapowiadają uczestnicy zjazdu, na tym nie koniec. W planach jest już kolejne spotkanie „Najlepszych 1974–1978”. Najprawdopodobniej odbędzie się za rok.

Nadesłany tekst: 

Radość nie ma daty ważności – w każdym wieku można się cieszyć życiem i spotkaniami z ludźmi. Dlatego w dniach 13-14 czerwca „Najlepsi 1974 – 1978”, czyli byli uczniowie klasy „D” z Liceum Ogólnokształcącego w Szczytnie spotkali się ponownie, aby cieszyć się swoją obecnością. Nie minął rok od naszego ostatniego zjazdu po 47 latach od matury, a tu proszę, kolejne spotkanie niemal w tym samym gronie ponad 20 osób – tym razem w „Uroczysku Deresze” koło Giław. Deszczowa pogoda nam nie przeszkodziła, bo zabraliśmy ze sobą dobre humory oraz miłe wspomnienia, a poza tym zza chmur często wychodziło słońce. Tak więc pogoda ducha pozwoliła nam pokonać nienajlepszą aurę. 


Wspólnie spędzony czas wypełniły niekończące się rozmowy o  przeszłości i teraźniejszości,  żywiołowe tańce i śpiewy przy muzyce na żywo, występy kabaretowe, toasty podlane nostalgią i wspomnieniami czy zabawne anegdoty z lat szkolnych. Ach, „ta nasza młodość, ten szczęsny czas…” - dzięki prezentacji multimedialnej przygotowanej przez  Sylwię z rozrzewnieniem wróciliśmy pamięcią do licealnych lat, a archiwalne zdjęcia przypomniały nam cztery lata obfitujące w  sukcesy, boje, porażki, pierwsze miłości, wieloletnie przyjaźnie. Przywołały  ludzi z grona nauczycieli i rówieśników, którzy przeszli już na drugą stronę.  Przypomniały nam też niezapomniane chwile : wycieczkę klasową w Tatry, bal studniówkowy, egzaminy maturalne, spotkanie klasowe w „Leśnej” w 25. rocznicę matury czy ubiegłoroczne spotkanie u kolegi „Sokoła” w Romanach.

Reklama


„Królem Parkietu” został jednomyślnie wybrany Irek, który niestrudzenie brylował , porywał koleżanki do tańca i wirował na sali od ściany do ściany, między filarami,  między nocą a dniem.


Zaimprowizowane występy kabaretowe z udziałem Alicji, Grażyny, Czarka oraz – jakżeby inaczej – Irka wywołały żywiołowe reakcje widzów oraz wzbudziły salwy śmiechu. Nic dziwnego, bo skecze te w krzywym zwierciadle pokazywały problemy ludzi „młodych inaczej”, zatem każdy z nas mógł odnaleźć tam siebie. 


Mówią, że nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu. Mam wrażenie, że „Najlepsi 1974 – 1978” starzeją się z wdziękiem, a starość nie ma do nas łatwego dostępu. 

Bycie  osobą po sześćdziesiątce oznacza dla nas nowy rozdział życia, który otwiera przed nami szeroki wachlarz możliwości. Mamy liczne pasje : pracę zawodową, naukową,  społeczną na rzecz środowiska lokalnego, amatorski teatr czy kabaret, rękodzieło, produkcję własnym sumptem kosmetyków, syropów, nalewek, próby literackie, dalekie podróże, nurkowanie w najodleglejszych zakątkach świata, jogę, naukę języków obcych, wolontariat i … długo by jeszcze wymieniać. Jak widać, w naszym przypadku  z wiekiem życie  nie staje się płytsze. Ono staje się głębsze.


Takie spotkania po latach pozwalają nam odkrywać siebie na nowo i w każdym z nas zobaczyć coś wyjątkowego i wartościowego : zmysł organizacyjny, spontaniczność, zdolności aktorskie, subtelność, umiejętność improwizacji, zdolność integrowania ludzi, poczucie humoru… Ostatnie spotkania pokazały, jak jesteśmy sobie bliscy – i to po tylu latach oraz mimo dzielących nas odległości! Jesteśmy bogaci, bo mamy siebie. A w planach są już następne wyjazdowe spotkania „Najlepszych 1974 – 1978”. Najpewniej kolejne  już w przyszłym roku.

Grażyna Zalewska

 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama