Sobota, 22 Czerwiec
Imieniny: Pauliny, Sabiny, Tomasza -

Reklama


Reklama

Sygnał Czytelnika: Czy kolej chciała „otruć” mieszkańców ulicy Dworcowej w Wielbarku?


Palący smród pojawił się na ulicy Dworcowej w Wielbarku. O interwencję w tej sprawie poprosił nas pan Karol. - Kolej tuż przy oknach naszego domu ułożyła zaimpregnowane podkłady kolejowe – pisze do nas w mailu. - Wysoka temperatura potęgowała te nieprzyjemne doznania. Naprawdę boję się, że moje dzieci i my się zatrujemy, przecież ten impregnat jest szkodliwy – alarmował.



Pan Karol zwrócił się do naszej redakcji o pomoc po tym, jak wyczerpał już inne możliwości walki z tą nieodpowiedzialnością.

 

- Może ktoś pomyśli, że to banał, ale mogę zaprosić do mieszkania. Niech ktoś posiedzi chwilę i zobaczy, czy chciałby to wdychać – mówił w miniony czwartek. - Mamy małe dzieci, córka ma astmę i jest po operacji płuc. Naprawdę boję się o jej życie. To nie są żarty.

 

Pan Karol przyznaje, że gdyby był w domu, nie dopuściłby, aby podkłady ułożono tak blisko.

 

- Naprawdę ten smród jest nie do wytrzymania – pisze. - Zadzwoniłem na PKP, ale oczywiście odsyłano mnie pod kolejne numery i kolejne – żali się nasz rozmówca. - W końcu przysłano w piątek ekipę. Byli wkurzeni, że muszą pracować. Zostałem dosłownie wyśmiany. Wysłuchałem brzydkich docinków pod swoim adresem. W końcu na odczepnego zakryli jakąś płachtą część palet i pojechali. Nic to nie dało. Rozumiem, że postać chwilę przy tym śmierdzącym składzie to nie problem, ale my tu mieszkamy. Dzieci zaczęły kasłać, dusić się.


Reklama

 

Pan Karol zadzwonił w końcu do sanepidu.

 

- Tam powiedziano mi, że nie jest ich kompetencja i że żadnych pomiarów nie będą robili – mówi ze smutkiem pan Karol. - Naprawdę boję się o zdrowie moich dzieci, dlatego poprosiłem waszą redakcję po pomoc. Niech to przeniosą gdzieś dalej i tyle. Rozumiem ich pracę i szanuję, ale muszę dbać też o zdrowie i bezpieczeństwo mojej rodziny.

 

Skontaktowaliśmy się z PKP, powiedziano nam, że sprawą się zajmą. W poniedziałek pan Karol zadzwonił jeszcze pod 112.

 

- Policjanci przyjechali. Spisali. Stwierdzili, że zapach jest okropny. Potem też pojawili się pracownicy kolei, coś zaczęło się dziać, podkłady dokładniej przykryli, uszczelnili. Jest lepiej. Bardzo dziękuję za pomoc – mówi pan Karol. - Szkoda tylko, że wcześniej nikt nie pomyślał o naszym bezpieczeństwie – dodaje.

Reklama

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama