iedługo, bo 17 grudnia Ludwik Narewski będzie świętował 80. urodziny. Wielu ludzi chciałoby dożyć tego wieku, zachować zdrowie, temperament i chęć działania takie, jakie Ludwikowi wciąż towarzyszą. Tym, którzy choć trochę interesują się sprawami myślistwa jego postać z tą właśnie dziedziną się kojarzy. Jednak 80 lat życia to przecież w...
iedługo, bo 17 grudnia Ludwik Narewski będzie świętował 80. urodziny. Wielu ludzi chciałoby dożyć tego wieku, zachować zdrowie, temperament i chęć działania takie, jakie Ludwikowi wciąż towarzyszą. Tym, którzy choć trochę interesują się sprawami myślistwa jego postać z tą właśnie dziedziną się kojarzy. Jednak 80 lat życia to przecież wiele innych zdarzeń i działań. O nich właśnie rozmawiam z Ludwikiem Narewskim, choć – oczywiście – bez wspomnień z lasu takiej rozmowy przeprowadzić się nie da.
Pochodzisz z Mazur?
Nie. Do Szczytna trafiłem dopiero w 1960 roku. Urodziłem się we wsi Szucie koło Rypina czyli właściwie jestem Pomorzaninem. Rodzice mieli niewielkie gospodarstwo. Ojciec, uczestnik wojny z bolszewikami w 1920 roku, nie bardzo chciał się poddać prowadzonej w latach 50. kolektywizacji wsi, więc oddał swoich kilka hektarów w dzierżawę, a rodzina rozjechała się po świecie. Było nas siedmioro, więc miał się kto po tym świecie rozprzestrzenić. Ale to właśnie z domu rodzinnego wyniosłem podstawy myślistwa, bo ojciec się tym zajmował. Już jako 12-latek towarzyszyłem ojcu w wyprawach do lasu. Później wpływ na moje życie miał – co może brzmieć dziwnie – pewien prawdziwy, przedwojenny komunista.
To faktycznie dziwne...
Jemu, podobnie jak mojemu ojcu, nie podobały się działania ówczesnego ustroju, a trzeba pamiętać, że był to rok 1950 – czas intensywnej kolektywizacji. Mnie i pasierbicę tego komunisty, nie przyjęli do szkoły średniej – to była swoista kara za to, że nasi ojcowie byli oporni. Tenże komunista załatwił rzecz inaczej. Swoją pasierbicę umieścił w szkole w Kętrzynie, a mnie w Technikum Rolniczym w Karolewie. Po maturze już nie ciągnął się za mną ten rodzinny, ideologiczny „swąd”, dostałem się na studia na ART w Kortowie i zostałem zootechnikiem. Tuż po studiach zostałem kierownikiem fermy lisów w Janowie i tak właśnie trafiłem do Szczytna. I tu, zarówno ze względu na miejsce zamieszkania, jak i pracę, no i oczywiście całe otoczenie miałem doskonałe warunki, by powrócić do rozbudzonej w dzieciństwie pasji łowieckiej. Zresztą zrobiłem to niemal natychmiast po przyjeździe do Szczytna. Fermą zacząłem kierować w 1960 roku, a w 1961 – zostałem członkiem Polskiego Związku Łowieckiego.
Pół wieku temu zostawało się myśliwym tak samo, jak teraz?
Tak samo: trzeba było odbyć staż i zdać egzamin. Podczas stażu trzeba było mieć też wychowawców – mentorów, którzy uczyli tej profesji. Moimi łowieckimi wychowawcami byli dwaj wspaniali ludzie: niestety nieżyjący już Adam Łempicki, uczestnik bitwy pod Monte Casino oraz Jan Kapuściak, cieszący się jeszcze dobrym zdrowiem myśliwy, dwa lata wyróżniony „Złomem”. Obaj byli członkami koła „Sokół”, którego ja przez następne 35 lat byłem członkiem.
Najwcześniejsze wspomnienie z lasu...
Chyba pierwsze polowanie, na które pojechałem rowerem, w strugach deszczu, dokładnie 1 listopada 1961 roku i wtedy pozyskałem też pierwszego w życiu zająca. W okolicach Trelkowa to było. Schowałem się za kamieniami i trafiłem tego zająca. Wtedy Adam Łempicki zwrócił mi uwagę, że zające są niewielkie, bać się ich nie trzeba i nie należy się chować za kamieniami. Taka dostałem jedną z pierwszych lekcji dotyczących etyki łowieckiej: ze zwierzyną należy stawać oko w oko, nie strzelać z ukrycia i nie wolno strzelać do zajęcy z pozycji siedzącej.
Wróćmy na chwilę do działalności zawodowej, choć pewnie znów w odpowiedzi i tak dotrzesz do łowiectwa...
Po 6 latach pracy w fermie, zostałem kierownikiem Zakładów Mięsnych w Szczytnie... Tak, tak – były takie w Szczytnie... W 1969 roku zostałem powołany na stanowisko wiceprzewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej czyli byłem wtedy hm... takim męskim odpowiednikiem dzisiejszej Sylwii Jaskólskiej – wicestarosty. Pełniłem tę funkcję do 1975 roku czyli do momentu likwidacji powiatów. Później wróciłem na fermę do Janowa, z tym że była ona częścią dużego Kombinatu Zwierząt Futerkowych we Wiartlu, podlegającego pod tamtejszy PGR. Nie to, żebym się chwalił, ale w tym czasie ferma w Janowie zaliczana była do najlepszych w Polsce, a normy, jakie my wypracowywaliśmy, stawały się obowiązujące w kraju. Jakoś tak mi się udawało, ale i warto było, bo np. byłem delegowany na tygodniowe targi futrzarskie w Londynie. Nie trzeba wspominać, że w tamtych czasach możliwość takiego wyjazdu była bardzo dużym wyróżnieniem.
Żuchowski się dołoży do rozbiórki tego koszmarka którego nam zafundował jako burmiszcz PiS?
Robert
2026-06-29 20:46:53
Nareszcie będąc w moim rodzinnym mieście pozbędę się obawy że któregoś roku zobaczę osady denne oraz pozostałości porzucone przez dawnych mieszkańców. Ze Szczytna wyjechałem 50 lat temu na studia i już nie powróciłem. Pamiętam jednak jak pani burmistrz pozbyła się wieży ciśnień za bezcen i nikt jej za to nie rozliczył. Teraz mam nadzieję że zobaczę jeszcze wieżę taką jaką pamiętam. Trzymam kciuki za obecnego pana burmistrza.
Jerzy
2026-06-29 20:10:11
Chyba te 36stopni zaszkodziło piszącemu bo w końcu skrytykował inwestycje pod okiem obecnej władzy...
Romek
2026-06-29 11:36:28
Ja jako mieszkanka gminy uważam że w naszej gminie źle się dzieje odnośnie używania przez młodzież i dorosłych narkotykow, wierzyłam że będzie nowy burmistrz i rada gminy u coś będą z tym problemem robić ale jest coraz gorzej.Panie burmistrzu czy pan tego nie widzi.Handel kwitnie niedaleko gminy.Tak że w mojej ocenie nic nie robienia w tym kierunku a były obiecanki przed wyborami.A handel kwitnie niedaleko pięknego żłobka.Mam nadzieję że w końcu ktoś weźmie się za ten problem
Julka
2026-06-28 21:58:26
Chyba Syn Alfreda. Pozdrawiam cieplutko Tatusia
Kolega z Odtrody
2026-06-27 09:05:07
W latach 60\\70 mówiło się że dzieci dostają dostają lepsze oceny za cytryny i kawę
zdysk
2026-06-27 08:28:09
Mogło być lepiej, tylko nie może rządzić mniejszość, rada i burmistrz powinni słuchać większości. Rozliczymy w następnych wyborach!
ja
2026-06-26 21:12:48
Mówiąc po polsku: kąpieliska nie będzie. Podniesie się się poziom wody, liczymy że kanały \'zaczną płynąć\'. Deszczówka będzie efektywniej zbierana i oczyszczana w separatorach, obecnie są za małe. Nowoczesny system z dwoma obiektami inżynieryjnymi, pozwalający sterować kierunkiem i masą przepływającej wody to zastawki, w tym jedna do tymczasowego odcięcia i wypompowywania wody na czas układa mata przy brzegach. Druga zastawka będzie trwale spiętrzała chroniąc przed nadmiernym odpływem (okolice 1-go Maja obok Biedronki). Zainteresowanych odsyłam do wideokonferencji z udziałem dr inż. Michała Łopaty - XX Sesja Rady Miejskiej w Szczytnie - 28 sierpnia 2025. Przemilczanym współpomysłodawcą jest Damian Slachetka - pracownik Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska, magistrant doktora Łopaty. Nagranie [00:30] https://miastoszczytno.tv-polska.eu/film/553507-xx-sesja-rady-miejskiej-w-szczytnie
Paweł Karczewski
2026-06-26 18:47:25
Wszystko przy zamku i w centrum a co z ulicami na obrzeżach
Bodzio
2026-06-26 13:12:39
No nie wiem nie wiem...jakoś tak sobie zostało to wyjaśnione. Ale jak zabraknie wody to burmistrz zaśpiewa o kormoranach i woda wróci nad jeziora...
Romek
2026-06-25 21:07:59