Nie każda droga do sukcesu zaczyna się od talentu. Czasem zaczyna się od rozwożenia sushi, nieudanych studiów i przekonania, że w rodzinie jest się „czarną owcą”. Karol Lewalski, artysta i wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, nie ukrywa, że jego życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż wszyscy zakładali. W rozmowie z „Tygodnikiem Szczytno” opowiada o babciach, które nauczyły go dostrzegać piękno, o porażkach, które okazały się początkiem czegoś większego, i o tym, dlaczego sukces nie ma nic wspólnego z talentem.
Kilkanaście minut temu odbierał pan telefon od ministra. Kilkanaście lat temu rozwoził pan sushi po Gdyni. Brzmi jak dwie różne historie.
To wcale nie są dwie historie. To jest dokładnie ta sama droga. Po prostu długa. (śmiech). Do Gdańska wyjechałem za dziewczyną, która dziś jest moją żoną. Nie miałem wtedy żadnego planu na sztukę. Przez dwa lata rozwoziłem sushi. To była zwyczajna praca. Dopiero żona powiedziała: "Przecież ty zawsze lubiłeś rysować. Idź na Akademię Sztuk Pięknych". Poszedłem.

A wcześniej wyrzucono pana z architektury.
Tak. I dziś sam się z tego śmieję. Bo teraz wykładam na kierunku architektura. Życie ma poczucie humoru.
Kiedy uwierzył pan, że to może się udać?
Nigdy nie było jednego momentu. Ja po prostu robiłem swoje.
Mówi pan, że wszystko zaczęło się od babć.
Tak. Mama urodziła mnie bardzo młodo. Więc wychowywały mnie właściwie dwie babcie. To one nauczyły mnie patrzeć. Nie rysować. Patrzeć. Pokazywały, że piękno jest wszędzie. Myślę, że gdyby nie one, nigdy nie zostałbym artystą.
Patrząc na Pana dzisiejsze sukcesy, łatwo uwierzyć, że wszystko było zaplanowane od początku. Było?
Absolutnie nie. To była bardzo kręta droga. Dzisiaj ludzie widzą wystawy, uczelnię, nagrody, ale nie widzą tego, co było wcześniej. A wcześniej były pomyłki, nieudane decyzje, praca, która nie miała nic wspólnego ze sztuką, i mnóstwo momentów, kiedy równie dobrze mogłem pójść w zupełnie inną stronę.
W rodzinie był Pan... czarną owcą?
Tak się zawsze śmieję. W rodzinie dominowała medycyna. Optycy, okuliści. A ja nagle mówię, że chcę rysować, projektować, zajmować się sztuką. Mój licealny kolega Piotr do dziś potwierdza, że od zawsze byłem tą "czarną owcą". Ale dziś myślę, że dobrze, że nią zostałem. Gdybym próbował dopasować się do oczekiwań innych, pewnie nie byłbym szczęśliwy.
Powiedział Pan coś, co mnie zatrzymało. „To wszystko przez babcie”. Co one Panu dały?
Wrażliwość. Mama urodziła mnie bardzo młodo, więc ogromną część dzieciństwa spędziłem z obiema babciami. One od najmłodszych lat uczyły mnie patrzeć. Nie mówiły: "to jest ładne". One pokazywały świat tak, żebym sam zaczął dostrzegać piękno. W przyrodzie, w przedmiotach, w świetle, w codzienności. Myślę, że artystą zostałem właśnie wtedy, chociaż nikt jeszcze o tym nie wiedział.

Czyli sztuki nauczyły Pana babcie?
Myślę, że nauczyły mnie czegoś ważniejszego niż sztuki. Nauczyły mnie uważności. A reszta przyszła później.
Dziś wielu młodych ludzi ze Szczytna myśli, że wielki świat jest gdzieś indziej.
Nie wierzę w to. Naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś pochodzi z Warszawy, Gdańska czy ze Szczytna. O wiele ważniejsze jest to, co ma w głowie i jak długo potrafi iść swoją drogą. Miejscowość nie decyduje o przyszłości. Charakter już dużo bardziej.
A talent?
To będzie może niepopularne, ale nie wierzę w talent jako jedyny warunek sukcesu. Słyszę różne teorie. Jedni mówią, że trzeba mieć dar od Boga. Inni, że wystarczy ciężko pracować. Jeszcze inni, że najważniejsze są znajomości. Ja uważam, że najważniejsza jest wytrwałość.
Dlaczego właśnie ona?
Bo talent nie pomoże, kiedy przez pięć lat nikt nie chce twoich prac. Znajomości też nie pomogą, jeśli po pierwszej porażce się poddasz. Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi nie: "czy jesteś zdolny?", tylko: ile razy potrafisz wstać po porażce? Można ciężko pracować dziesięć lat i nic. Piętnaście lat i nic. A potem nagle coś się wydarzy. Jednym starcza cierpliwości, innym nie.
U Pana też były takie momenty?
Oczywiście. Próbowałem studiować architekturę w Warszawie. Zostałem z tych studiów wyrzucony.
Dzisiaj wykłada Pan projektowanie na uczelni.
No właśnie. Życie ma poczucie humoru. Dzisiaj uczę projektowania, grafiki, infografiki. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, kiedy opuszczałem uczelnię, że za kilka lat sam będę wykładowcą, pewnie bym nie uwierzył.
Był też etap rozwożenia sushi.
Dwa lata. Przeprowadziłem się do Gdańska za miłością. Za moją obecną żoną, jeszcze wtedy dziewczyną ze Szczytna. Trzeba było z czegoś żyć, więc rozwoziłem sushi po Gdyni.
Nie miał Pan wtedy poczucia, że wszystko się oddala?
Nie. Bo ja wtedy jeszcze nie wiedziałem, gdzie idę. To był po prostu etap życia. Dzisiaj wiele osób myśli, że sukces wygląda jak prosta linia. Nie wygląda. Raczej przypomina drogę z wieloma zakrętami.
I wtedy żona powiedziała...
"Przecież lubiłeś rysować. Idź na Akademię Sztuk Pięknych." Poszedłem. Okazało się, że mam szansę.
Ale przecież startował Pan z ludźmi po liceach plastycznych.
Tak. Oni byli przygotowani od lat. Ja musiałem bardzo szybko nadrabiać zaległości. Pracowałem praktycznie bez przerwy. I chyba właśnie wtedy nauczyłem się tego, że nie można porównywać się z innymi. Trzeba robić swoje.
Kiedy poczuł Pan, że się udało?
Chyba nigdy. I dobrze. Bo kiedy człowiek uzna, że już doszedł, przestaje się rozwijać.
Co powiedziałby Pan dziś młodemu chłopakowi albo dziewczynie ze Szczytna, którzy marzą o sztuce, ale boją się, że są "z za małego miasta"?
Powiedziałbym: przestań myśleć o mieście. Myśl o tym, czy naprawdę chcesz to robić. Bo jeśli odpowiedź brzmi "tak", to przygotuj się na długą drogę. Nie na rok. Nie na dwa lata. Czasem na dziesięć albo dwadzieścia. I jeszcze jedno. Nie bój się etapów, które dziś wydają się porażką. Rozwożenie sushi, wyrzucenie z uczelni czy praca zupełnie poza zawodem nie przekreślają marzeń. Czasem właśnie one uczą najwięcej.
A babcie? Gdy widzą, gdzie Pan jest...
Uśmiechają się i mówią: "Widzisz? Warto było patrzeć uważnie."
Ilu porażek człowiek jest w stanie się nauczyć?
Nie wiem. Dziesięciu? Dwudziestu? Stu? Najgorsze jest to, że często przez wiele lat nic się nie dzieje. Pracujesz. Robisz swoje. I nic. Właśnie wtedy większość ludzi odpuszcza.
Nadal jest pan chłopakiem ze Szczytna?
Oczywiście. Tu chodziłem do Jedynki. Potem do Sobieskiego. Tutaj poznałem moją przyszłą żonę. Tu wszystko się zaczęło. Dzisiaj mieszkam w Gdańsku, ale połowa mojego życia została tutaj.
Gdyby dziś mógł pan powiedzieć coś chłopakowi, który właśnie rozwozi sushi i nie wie, czy kiedykolwiek spełni swoje marzenie...
Powiedziałbym jedno. Nie patrz na to, gdzie jesteś. Patrz na to, czy jutro zrobisz kolejny krok. Bo sukces naprawdę nie przychodzi szybko...

No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48
A daj pan już spokój prezydentowi, masz pan chyba obsesję na jego punkcie, wiem, że pan jako ,,zielony\", czyli z ugrupowania które cofa Europę, nie głosował na niego, ale było ponad 10 milionów Polaków, którzy jego wybrali. The end.
Jerry
2026-08-10 15:02:31
Fajna impreza????
Piotr Łuka
2026-08-10 13:59:37
Zamiast pisać o szkopach którzy zabili 6 Milionów Polaków, może warto skrobnąć, że na Wołyniu odkryto szczątki brutalnie i bestialsko zamordowanych przez Ukraińców 55 osób, w tym 26 dzieci...czy o tym nie warto wspominać?
Polak
2026-08-10 08:15:32
Brawo dziewczyny!
Karolina z Łuki
2026-08-09 19:57:28
Dopuszcie, ze sfinansowano to z tak krytykowanego Polskiego Ladu. Jak ladnie sie teraz wszysxt do zdjec usmiechaja
Romek
2026-08-09 04:38:26
6400zł brutto podstawy dla dyrektora? To żart?
Mateusz
2026-08-08 03:52:05
Uwielbiam Mazury, szczególnie południowe. Z ubolewaniem stwierdzam, ze wiele domów starej zabudowy zostało przerobionych współcześnie wręcz barbarzyńsko. Typowe, cenne lokalnie domy mazurskie, z jasnymi elewacjami, detalami i czerwoną dachówką na nowocześnie szaro. W wielu miejscowościach, np. ładnym Świętajnie, np. przy Kościelnej, Mickiewicza. Dosadne słowo, ale w niektórych przypadkach prawdziwe.
Anonim
2026-08-08 00:49:22