Bardzo żałowałem, że kilka dni poprzedniego tygodnia musiałem być w Rumunii i nie dane mi było obejrzeć dwóch rewanżowych meczów półfinałowych Ligi Mistrzów. Kiedy zaś dowiedziałem się potem, jakim rezultatem się one zakończyły i jak niezwykłe to były mecze, żałowałem jeszcze bardziej. Na szczęście w drodze powrotnej z zagranicy zatrzymałem się z żoną w domu mojego brata w Krakowie i tam obejrzałem skróty tych niezwykle emocjonujących spotkań piłkarskich oraz niesamowite bramki, które tam padły.
Jednym z fenomenów piłki nożnej jest nieprzewidywalność tej bardzo popularnej w świecie dyscypliny sportu. Rozstrzygnięcia i wyniki meczów na każdym poziomie bywają czasem bardzo zaskakujące, a czasami wręcz niewiarygodne. Jest to bowiem sport zespołowy, a w tego rodzaju dyscyplinach liczy się nie tylko dyspozycja fizyczna i psychiczna każdego z zawodników danej drużyny, lecz także taktyka i przygotowanie drużyny pod względem mentalnym przez jej trenera. Ale to nie wszystko. Czasem mecz drużynie wychodzi, a czasem gra się nie klei, drużyna ma zły dzień albo ma w tym dniu mniej szczęścia od przeciwnika.
Zdarza się też tak, że jakaś drużyna przeważa i atakuje, a mimo to przegrywa mecz, bo wygrywa ten zespół, który strzeli po prostu więcej goli. Sam styl gry, zestaw utytułowanych gwiazd czy ich wartość rynkowa może powalić przeciwnika, ale na murawie zdarzyć się może wszystko, a scenariuszy niektórych meczów nie napisałby nawet najbardziej zwariowany taktyk czy spec od futbolu.
Kiedy Barcelona wygrała u siebie z Liverpoolem 3:0, wydawało się rzeczą niemożliwą, żeby w rewanżu angielska drużyna była w stanie strzelić hiszpańskim gwiazdorom aż cztery bramki. A jednak niemożliwe stało się możliwe – nie pierwszy raz w tej edycji Ligi Mistrzów i jak się okazało następnego dnia – nie ostatni. W Liverpoolu padły niesamowite cztery gole, przy czym ten ostatni przejdzie z pewnością do historii futbolu i będzie pamiętany przez kibiców przez lata. Oni wiedzą, o czym mówię.
Następnego dnia w rewanżowym spotkaniu półfinałowym Ligi Mistrzów Tottenham pokonał na wyjeździe Ajax Amsterdam 3:2. Ci pierwsi strzelili decydującego gola w doliczonym czasie gry. Pierwszy mecz piłkarze Tottenhamu przegrali u siebie 0:2 i wydawało się, że rewelacyjnie grająca drużyna Ajaxu nie pozwoli sobie tym razem wydrzeć zwycięstwa. Wielu kibiców życzyło im tego, bo ci piłkarze wnieśli do obecnej edycji Ligi Mistrzów niesamowicie wiele świeżości i radosnego, ofensywnego futbolu, bijąc po drodze kilku utytułowanych rywali. Znowu niemożliwe stało się jednak możliwe – to angielski klub zagra w finale w Madrycie. Taki jest sport.
Często, jako zwykli ludzie, mówimy o pewnych sprawach dziejących się w naszym życiu, że to lub tamto jest po prostu niemożliwe. Nierzadko tak jest, ale nie zawsze. Na tym również polega piękno życia, które również potrafi nas niekiedy potężnie zaskoczyć – i to zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie. Mówimy na przykład o pewnych marzeniach czy oczekiwaniach, że są zbyt wygórowane lub zbyt szalone, a jednak czasami się spełniają lub wydarzają w życiu. Wtedy też potrafimy się cieszyć, otwierać szeroko oczy ze zdziwienia i nieprawdopodobnego zaskoczenia, bo jednak stało się to, co wydawało się niemożliwe. To cud – powiadamy często.
Bywa jednak i tak, że czasem zarzekamy się i mówimy, że coś podłego czy niegodnego z naszej strony nie ma prawa się wydarzyć, bo mamy swoje zasady i określony poziom przyzwoitości lub po prostu wyczulone sumienie i moralność, które wykluczają takie zdarzenia. Mówimy: to niemożliwe, żebym tak się zachował, tak postąpił, tak powiedział czy zrobił coś tak złego lub nieprzyzwoitego. A jednak po jakimś czasie okazuje się, że nerwy puściły, hamulce moralne odmówiły posłuszeństwa, daliśmy się łatwo sprowokować i cały nasz obraz osobistej przyzwoitości rozpadł się na kawałki w jednej chwili.
Niejeden człowiek i nie raz jeden dał się złapać w pułapkę zbytniej pewności siebie. Zarzekał się i obiecywał sobie, że się nigdy nie potknie i nie spodli, a jednak życie pokonało go i boleśnie powaliło na kolana. Niejednego pewniaka spotkał taki los. Po takich doświadczeniach tak trudno się pozbierać i staną ponownie na nogi. Jednak trzeba to zrobić, bo życie to mecz składający się z wielu rund - jak w boksie, lub etapów – jak w wyścigu kolarskim.
Mnie interesują jednak raczej te miłe niespodzianki i nieprawdopodobne zwroty akcji – te w sporcie i te w życiu, które coś niemożliwego czynią możliwym i przywracają wiarę w piękno życia oraz ludzkich możliwości. A jeśli dodam do tego myśl o moim Bogu, który ma wręcz nieograniczone możliwości i dla którego wszystko jest możliwe, to wtedy tym bardziej chcę żyć blisko Niego, by doświadczyć takich ewidentnych cudów w swoim własnym życiu. Było ich dotychczas sporo i mam nadzieję, że Pan Bóg nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tej materii.
Dlatego też ciągle uczę się modlić o rzeczy trudne, a czasami niemożliwe i nie jest to tylko kwestia mojej wyobraźni lub roszczeniowej postawy względem mojego Stwórcy, ile raczej dziecięcej wiary i pewności tego, czego się mogę spodziewać po moim Ojcu w niebie. Tego uczy mnie Słowo Boże, które czytam, rozważam i studiuję przede wszystkim dla siebie samego, a potem mam przywilej uczyć tego innych ludzi. Jeśli zdobędziemy się na odwagę, by uwierzyć i zaufać, wtedy Pan Bóg zaskoczy nas niejednokrotnie i niejedno „niemożliwe” wydarzy się po prostu w naszym życiu. Nasza wiara przestanie być wtedy jedynie pustym słowem. I o to Panu Bogu chodzi.
pastor Andrzej Seweryn
(andrzej.seweryn@gmail.com)
Piszę raz jeszcze, bo tygodnik chyba kasiorę dostał i negatywnych komentarzy nie publikuje. Wysypisko śmieci nam robią i mamy się z tego cieszyć?
Wolf
2026-08-15 10:46:58
Żeby tylko ta współpraca z Akademia Policji nie skończyła się tak jak projekt Inoopolice z WSPol wtedy Ile tys. umoczono. Przewodniczący Pan Łachacz powinien wiedzieć najlepiej.
HT
2026-08-14 22:58:03
Chore przepisy i chory rząd , czekamy na wybory
Robo
2026-08-14 20:28:20
Oszukac przeznaczenie 2 po szczyciensku
Tytus
2026-08-13 19:17:39
Uciekł?? Nawet przez chwilę medal nie był w jego zasięgu. Kolejna wycieczka
Judge
2026-08-13 11:45:56
To dopiero inwestycja! Szrotowisko świata na Mazurach! Sukces godny mistrzów!
wolf
2026-08-12 16:41:38
dajcie mu kolejny zakaz, pa ja ce. a ta droga to co to? szutrówka? to ile mozna zap.lać po szutrówce???
Klasyk
2026-08-12 10:57:58
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48