Sobota, 28 Luty
Imieniny: Ludomira, Makarego, Wiliany -

Reklama


Reklama

Jan Myślak nie żyje. Szczytno pożegnało człowieka, który przez lata „ustawiał” nam muzykę


Zmarł nagle 22 lutego. Miał 57 lat. W sobotę, 28 lutego, Jan Myślak spoczął na cmentarzu w Szczytnie – żegnali go bliscy, przyjaciele i znajomi. Dla wielu mieszkańców miasta i powiatu był kimś więcej niż właścicielem sklepu: to on w latach 90. sprowadzał kasety i płyty, prowadził ludzi do nowości, a jego „Agaton” stał się punktem, w którym muzyka spotykała się z codziennością.



W Szczytnie znało go wielu. Jedni z czasów kaset i płyt. Inni z epoki spotkań z gwiazdami, gdzie podczas Dni i Nocy Szczytna sklep Agaton przy ul. Odrodzenia w Szczytnie oblegały tłumy łowców autografów. Jeszcze inni z późniejszych lat – gdy „Agaton” działał już jako sklep z upominkami, i klub muzyczny, a Jan Myślak budował markę SmiesznySklep.pl.

 

W sobotę, 28 lutego, to miasto przyszło do niego po raz ostatni. W rozmowie opublikowanej w „Tygodniku Szczytno” wracał do początku. Mówił wprost, bez pozy. Pochodził z Pisza. Tam się urodził i uczył. Do Szczytna przyjechał młodo – „za żoną czy też z żoną”, do jej rodzinnego miasta.

 

Wspominał też dom: dziewięcioro rodzeństwa, mama zajęta rodziną, ojciec budowlaniec. I czas, kiedy ojciec wyjechał do USA – na kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego – żeby utrzymać rodzinę.

 

Wybrał technikum samochodowe w Piszu, bo „trzeba było mieć zawód i dyplom”. Ale uczciwie przyznawał, że silniki go nie wciągnęły. Powiedział tam wtedy jedno zdanie, które dziś wraca jak refren: „Moją miłością zawsze była muzyka.”

 

I z tej miłości zrobił drogę. Najpierw granie, dj-owanie, później handel muzyką. W latach 90. – gdy kasety i płyty były dla ludzi oknem na świat – Jan Myślak zaczął zaopatrywać Szczytno i cały powiat w nowości.

 

Najpierw miał muzyczny kącik w „Manhattanie”, potem sklep muzyczny i upominkowy przy ul. Odrodzenia w Szczytnie. Z czasem „Agaton” zaczął działać w innym rytmie, ale w pamięci wielu mieszkańców został jako miejsce, gdzie „trafiało się” w gust.


Reklama

 

– Czuł muzykę, jak mało kto – mówi nam jeden z przyjaciół Jana Myślaka. – Potrafił trafić w gusta mieszkańców Szczytna i powiatu. W jego sklepie w muzykę zaopatrywał się chyba każdy z nas.

 

W tamtym czasie ludzie nie szukali utworów w aplikacji. Szukali ich u człowieka. I często słyszeli: „mam”, „załatwię”, „ściągnę”. Przyjaciele mówią wprost: Jan Myślak potrafił sprowadzić to, czego inni nie mieli.

 

To właśnie w sklepie „Agaton” podczas Dni i Nocy Szczytna gwiazdy podpisywały płyty. Na Odrodzenia pojawiali się m.in. Kazik Staszewski, Grzegorz Turnau, Natalia Kukulska, muzycy zespołu Dżem, Ich Troje, Bratanki, Michał Wiśniewski...

 

- To był raj dla łowców autografów - śmieje się jego przyjaciel. - Janek tak to rozkręcił, że musiał wynajmować ochronę, bo tyle osób chciało spotkać się ze swoimi idolami. 

 

Dla młodszych to często była pierwsza okazja, żeby zobaczyć artystę z bliska. Dla starszych – powód, żeby zajrzeć „na chwilę”, a wyjść z płytą i rozmową.

 

Jan Myślak stworzył też klub muzyczny Agaton. Przez długi czas było to jedeno z najmodniejszych miejsc w powicie, które przyciągało ludzi i koncerty. Klub działał, żył, gościł wykonawców.

 

Potem przyszły kolejne etapy. Muzyka została, ale biznes przeszedł metamorfozę. Z czasem Jan Myślak prowadził firmę Agaton 2 i rozwijał sklep upominkowy SmiesznySklep.pl – rozpoznawalny w regionie.

Reklama

 

Znajomi mówią o nim bez lukru. Że miał charakter. Że umiał się uśmiechnąć, ale umiał też powiedzieć, co myśli.

 

– Potrafił solidnie skrytykować, miał do tego prawo. Ciężko pracował, stworzył wiele. Miał wyczucie – mówi nam jego znajomy. – Budził emocje, ale był dobrym człowiekiem.

 

I chyba to zostaje najmocniej: człowiek od muzyki, który nie udawał. Robił swoje. Otwierał sklep. Jeździł na koncerty. Rozmawiał z muzykami. Trzymał w biurze sterty płyt. Żył w rytmie, który sam sobie wyznaczył.

 

Jan Myślak zmarł nagle 22 lutego. Miał 57 lat. W sobotę, 28 lutego, spoczął na cmentarzu w Szczytnie. Rodzina, przyjaciele i znajomi przyszli się pożegnać.

 

Dziś w mieście zostaje cisza po człowieku, który przez lata robił coś prostego i ważnego: dawał ludziom muzykę – i miejsce, gdzie można było po nią przyjść.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama