Poniedziałek, 10 Sierpień
Imieniny: Klary, Romana, Rozyny -

Reklama


Reklama

Ewa Budna – pieniądze nie mają dla niej tajemnic (rozmowa „Tygodnika Szczytno”)


Obecnie w zarządzie Banku Spółdzielczego w Szczytnie jest wiceprezesem ds. handlowych. Wcześniej piastowała mandat radnej powiatowej i władała bankowym oddziałem w Pasymiu. Jeszcze wcześniej była główną księgową. Zaczynała w Spółdzielni Kółek Rolniczych. Zawodowo związana więc z pieniędzmi. Dla wielu ludzi buchalteria jest zwyczajnie nudna, ta bankowa – najczęściej też skomplikowana tak, by „szary człowiek” jak najmniej z niej rozumiał. Czy zawód bankowca wymaga specjalnych predyspozycji i zamiłowania? O tym między innymi rozmawiamy.


  • Data:

Po początkach pracy domyślam się, że mieszka pani w Pasymiu...

 

Mieszkałam. Obecnie wróciłam niejako do domu, do Krzywonogi. Tam się wychowałam. Ojciec pochodził z pogranicza Purdy i Pasymia, był więc takim Mazuro-Warmiakiem, mama zaś ze Szczęsnych, więc już pełna Warmianka. W zasadzie do dziś rodzina i ja sama mam dylemat: czy jestem współczesną Mazurką – z racji miejsca urodzenia, czy też raczej Warmianką, bo takie głównie mam rodzinne korzenie, nawet już od dziadków licząc.

 

Czyli edukacja rozpoczęła się w Pasymiu?

 

W stolicy gminy nie uczyłam się ani przez chwilę. Gdy dorosłam do lat właściwych, czyli siedmiu, to w Krzywonodze była jeszcze szkoła z klasami od pierwszej do czwartej. A kolejne lata podstawowej edukacji to już szczycieńska „trójka” i mieszkanie w internacie...

 

W podstawówce?!

 

Tak było. Internat szkolny był zlokalizowany w budynku obecnego przedszkola przy ul. Polnej, chociaż pierwszy rok, czyli jak byłam w piątej klasie, to mieszkałam w internacie ogólniaka.

 

Ale dlaczego, skoro w Pasymiu przecież była szkoła...

 

Tyle że z Krzywonogi do tej szkoły miałam daleko. Do samego przystanku autobusowego miałam z domu trzy kilometry, a wtedy nikt dzieci nie dowoził. Czy zima czy lato, deszcz czy mróz, musiałabym codziennie do tego przystanku dojść rano i po południu wracać. A zimy były prawdziwe, śnieżne i mroźne. O ile jak się szło, to pół biedy, to się człowiek rozgrzewał, ale wystarczyło na tym przystanku 5 czy 10 minut poczekać na przyjazd autobusu, by przymarzać do podłoża. I dlatego rodzice zdecydowali, że mam tę podstawówkę kończyć w Szczytnie, skoro była taka możliwość. Zresztą tak samo uczyła się moja o trzy lata młodsza siostra.

 

I już od pierwszej klasy była pani najlepsza z rachunków?

 

Nieskromnie przyznam, że tak. Może nie najlepsza, ale w grupie tych dobrych. Gorzej było z przedmiotami humanistycznymi. Liczenie, zadania, ich rozwiązywanie jakoś samo mi przychodziło. Bywało i tak, że nie rozumiałam, dlaczego moi szkolni koledzy jakiegoś zagadnienia matematycznego nie rozumieją, bo to przecież takie proste, logiczne...

 

Czy więc już wtedy myślała pani o zawodzie związanym z liczbami?

 

Podświadomie może i tak, ale tak naprawdę nie byłam jakoś zawodowo ukierunkowana. Do liceum ekonomicznego „pchnęła” mnie mama, która zresztą sama pracowała w księgowości, w Urzędzie Gminy w Klebarku. Gdy już byłam w ósmej klasie mówiła: „Przynajmniej będziesz miała od razu zawód”. Za jej namową zdecydowałam się na liceum w Olsztynie. W Szczytnie wtedy jeszcze takiego nie było. Dokumenty wtedy przechodziły przez kuratorium oświaty i to ono zadecydowało, że faktycznie – uczyłam się w liceum ekonomicznym, ale w Lidzbarku Warmińskim. W tym olsztyńskim nie było już miejsc. Zresztą kilka nas z mojego rocznika wybrało ten kierunek, ale w szkole średniej się nie spotkałyśmy, bo zostałyśmy „rozrzucone” po całym województwie.

 

I po maturze od razu do pracy?

 

Tak to się wtedy odbywało. Zaczynałam w Spółdzielni Kółek Rolniczych w Pasymiu. Nieco później, już w latach 90., przyszedł czas na studia zaoczne, na kierunku Zarządzanie i Marketing. Wtedy już pracowałam w pasymskim Banku Spółdzielczym. Po roku pracy w księgowości zostałam główną księgową, a po piętnastu latach – dyrektorem, tyle że już nie samodzielnego banku, a oddziału Banku Spółdzielczego w Szczytnie, bo akurat wtedy oba banki się połączyły. To był 2000 rok.


Reklama

 

I tak minęło kolejnych... ile lat?

 

Trzynaście. Przy końcu tej pracy, którego to końca nie przewidywałam, wkroczyłam też w samorząd...

 

No właśnie. Uzyskała pani mandat radnej powiatowej, z tego co pamiętam – z list PSL.

 

Tak było, chociaż członkiem żadnej partii ani nie byłam, ani nie jestem. Chociaż z PSL aktywnie związany był ówczesny prezes naszego Banku, to nie on mnie namawiał do kandydowania, a wówczas rządzący burmistrz Pasymia. I dałam się namówić. Nie wygrałam od razu. Weszłam do rady zastępując Czesława Wierzuka, który z kolei wygrał wtedy wybory na wójta i wolał władać gminą.

 

Przyszedł czas, że i pani musiała dokonać takiego wyboru...

 

Faktycznie. Byłam radną nieco ponad rok, gdy dostałam propozycję objęcia stanowiska wiceprezesa Banku Spółdzielczego w Szczytnie. O ile mandat radnej nie kolidował z funkcją dyrektora oddziału, to już z pracą w zarządzie banku nie można było go łączyć. Musiałam więc wybrać.

 

Łatwo było?

 

Raczej tak. Radnym się jest czasowo i z wyboru. Zawód, funkcja w zakładzie pracy, z którym byłam już związana w tym momencie od ponad dwudziestu lat dawała gwarancje i stabilizację. Oczywiście, mogłam odmówić i pozostać w Pasymiu, ale czy ktoś odmawia, gdy ma szansę na istotny zawodowy awans. Mimo że byłam w Radzie Powiatu tak krótko, to dobrze ten czas wspominam. To ciekawe, nowe doświadczenie. Czasem warto zobaczyć coś z tzw. drugiej strony barykady, by więcej wiedzieć i lepiej rozumieć.

 

Czyli, gdyby przyszło pani wziąć bankowy kredyt, byłaby pani chyba marnym klientem ze względu na posiadaną wiedzę?

 

Nie tyle marnym, co świadomym. Poza tym niejednokrotnie byłam kredytobiorcą. Przyznam, że gdy mam czy miałam taką potrzebę, odwiedzałam czasami różne banki, mimo że w jednym z nich pracowałam. Na pewno było mi łatwiej ocenić każdą z ofert, zrozumieć ją i przewidzieć skutki, oczywiście finansowe, dla domowego budżetu. A z punktu widzenia klienta, nie ma tu co ukrywać, każda oferta, która pozwalała obniżyć koszty kredytu, musi być traktowana jako korzystniejsza. I tu może panią zaskoczę, ale jak już musiałam, to stawałam się klientem własnej placówki czyli Banku Spółdzielczego w Szczytnie.

 

Czytelnicy mogą uznać, że jako pracownik korzystała pani ze szczególnych preferencji...

 

Nie ma czegoś takiego w naszym banku. Zresztą nie tylko w naszym, ale każdym, bo zabrania tego prawo. Jeśli więc muszę i biorę kredyt, to na zwykłych zasadach, jak każdy inny klient banku.

 

A klientów bankowi nie brakuje...

 

Nie brakuje, co nie znaczy, że nie zapraszamy kolejnych szczególnie tych którzy nie byli naszymi Klientami i którzy są zainteresowani naszymi usługami. I klientów przybywa, co nas bardzo cieszy. Ten wzrost w ostatnim roku, z powodu koronawirusa, nieco zahamował, ale mimo to bilans jest na plus.

 

Czym klienci, głównie ci nowi, tłumaczą swój wybór?

 

Motywy są różne. Czasem pozytywnie oceniają na przykład to, że u nas mogą rozmawiać z kierownictwem Banku w tym również z członkami Zarządu nie wyłączając Prezesa. W korporacyjnych instytucjach jest to praktycznie niemożliwe. Ostatnio miałam rozmowę z klientem, który zamierzał przenieść do nas, z innego Banku swoje rachunki. I nawet spytałam dlaczego, a on odpowiedział: „Bo u was jest taka rodzinna atmosfera”. Taką opinię wyrobił sobie na podstawie rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi, którzy są naszymi klientami.

Reklama

 

Uścisk ręki prezesa to może i nobilitujące, ale w finansach liczy się twardy pieniądz, więc przypuszczam, że wspomniana motywacja może być dodatkową, ale nie główną przyczyną wyboru...

 

Oczywiście, aczkolwiek i tak miło jest słyszeć taką opinię. Ten przywołany „uścisk ręki prezesa” trzeba jednak traktować raczej jako swego rodzaju symbol, wskazujący na to, w jaki sposób Bank Spółdzielczy w Szczytnie traktuje klientów, jak do nich podchodzi.

 

Czyli?

 

Żeby uniknąć profesjonalnego „slangu” powiem na przykładzie wspominanych już kredytów. Każdy Bank ma swój regulamin udzielania tychże. Niezależnie od rodzaju kredytu jednym z głównych kryteriów jest tzw. zdolność kredytowa. Najczęściej jest tak, że jeśli klient tej zdolności nie posiada, to kredytu nie otrzyma. U nas szukamy rozwiązań, by powodem odmowy udzielenia kredytu nie były błahostki. Często decydują rzeczy, na które inna instytucja finansowa nie zwróciłaby uwagi. Na ten element nasi nowi klienci bardzo często się powołują.

 

To działania, które mogą jednak być dla banku ryzykowne...

 

Mogą, jednak odpowiednie regulacje i procedury pomagają to ryzyko ograniczać. Niespłacane kredyty określane są wskaźnikiem nazywanym szkodowością, który każdy bank monitoruje i powinien przestrzegać. My swoich wskaźników przestrzegamy. Owszem, zdarzają się sytuacje, że ktoś zalega z ratami, że ma trudności, ale nie są one częste, a jednocześnie do każdej takiej sytuacji podchodzimy indywidualnie i wiemy, że jeśli powstają tego rodzaju problemy, wynikają one z bardzo poważnych powodów. Wtedy zdarza się, że staramy się takiemu klientowi pomóc poradzić sobie z czasowymi problemami. Znamy ludzi i środowisko, a głównie naszych klientów. Gdy jeszcze pracowałam w Pasymiu łatwiej było mi podejmować decyzje ponieważ w jakimś stopniu klienta znałam.

 

Gdyby np. w ciągu miesiąca ubiegało się o kredyt 1000 osób, to ile z nich by go jednak nie uzyskało?

 

Trudno to określić w liczbach... Wtedy, kiedy w wyniku oceny wniosku sytuacja Klienta już w żaden sposób nie pozwala na udzielenie kredytu, kiedy np. taki ktoś jest już zadłużony po uszy w kilku bankach, zalega ze spłatami rat, decyzja będzie niestety negatywna. Zmierzamy jednak do tego, by takich wniosków było u nas jak najmniej. Pracownicy wiedzą, że ich zadaniem, w przypadku wystąpienia jakichś wątpliwości czy problemów, jest poszukiwanie rozwiązań. I na to nigdy nikomu w Banku Spółdzielczym w Szczytnie nie szkoda czasu. Nie ma, że godzina 15 czy 16 i pracownik mówi klientowi: „przyjdź pan jutro”. Zostaje tak długo, aż problem rozwiąże, a klient wyjdzie z Banku zadowolony.

 

Może to właśnie miał na myśli ten człowiek który mówił o rodzinnej atmosferze... W dobrej rodzinie też nikt swojego czasu nie skąpi, gdy ktoś inny potrzebuje pomocy czy wsparcia...

 

To złożone zagadnienie. W naszym przekonaniu tę „rodzinną atmosferę” należałoby zastąpić wieloma innymi słowami: profesjonalizm, dbałość o klienta, rozumienie jego sytuacji i indywidualne podejście, otwartość na lokalne potrzeby... Jeśli jednak do kogoś bardziej przemawia właśnie ta „rodzinna atmosfera”, to nam nie przeszkadza i – oczywiście – chętnie do naszego rodzinnego grona wszystkich zapraszamy.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama