Nie oceniajcie. Nie wiecie, co się wydarzyło”. Klaudia i Mariusz opowiadają o stracie synka
Był wtorek, 15 lipca. Dzień jak każdy. Mleko na dobranoc, łóżeczko, ostatni uśmiech. Kilka minut później – cisza. Taka, której nic już nie wypełni. Igorek miał półtora roku. Był czwartym, najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Zmarł nagle w domu rodziców w Świętajnie. Trwają czynności wyjaśniające przyczynę śmierci. Wszystko wskazuje, że doszło do nieszczęśliwego wypadku – chłopiec mógł się zakrztusić. Rodzice półtorarocznego Igorka opowiadają o tragedii, która rozdarła ich świat.
Rodzice nie potrafią pogodzić się z tą stratą. Ale równie trudno jest im zaakceptować to, co zaczęło dziać się po tragedii – nieprawdziwe komentarze, osądy, insynuacje. – Prosimy: uszanujcie nasz ból. Przestańcie opowiadać, co rzekomo „wiecie” – mówią Klaudia i Mariusz.
Igorek był pogodnym, spokojnym dzieckiem. Zawsze uśmiechnięty.
– Kilka dni wcześniej zachorował – wspomina mama, Klaudia. – Miał gorączkę, ciężki, rzężący oddech, duszący kaszel. Poszłam z nim do przychodni. Pani doktor osłuchała go, przepisała antybiotyk. Powiedziała, że to zwykłe przeziębienie i mamy przyjść na kontrolę. Nie zdążyliśmy...
Rodzice uważnie obserwowali synka. Poza kaszlem i osłabieniem nie działo się nic niepokojącego... szczegóły tego dramatu i apel rodziców w papierowym wydaniu "Tygodnika Szczytno".
Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

