Niedziela, 2 Październik
Imieniny: Heloizy, Igora, Remigiusza -

Reklama


Reklama

Miłe wspomnienia, Szczytno z tygodnia na tydzień – felieton Leszka Mierzejewskiego


Mój kolega ma bardzo ciekawskiego wnuczka, który w odniesieniu do wszystkiego domaga się szczegółowych wyjaśnień, zresztą u sześciolatka to normalne. Kolega stara się jako tako wybrnąć, choć czasem jego odpowiedzi udzielane dziecku są co najmniej niestosowne. Podczas wycieczki do Paryża przystanęli przed pomnikiem Joanny d’Arc: - Kto to jest, dziadziusiu? - To Dziewica Orleańska. – A dlaczego jest dziewicą? – Bo z kamienia…



Nie ma nic wspanialszego niż podróże, znane zresztą od początku ludzkiej cywilizacji. Ich cele bywały różne: handlowe, naukowe, religijne albo najgorsze: wojenne. W poprzednim wieku doszły jeszcze podróże dla przyjemności. Opiekunem wszystkich podróżników jest święty Krzysztof, patron kierowców, marynarzy, podróżnych i przewodników.

 

W ostatnich dziesięcioleciach nawyki podróżnicze i możliwości, zmieniły się radykalnie. Dobrze pamiętam, że mój dziadek z babką całe życie spędzili tam, gdzie się urodzili. Bo i po co mieli włóczyć się po świecie, czy też po Polsce - skoro mieli tylko swojego konia i wóz (furmankę na żelaznych jeszcze kołach, bez ogumienia), służące wyłącznie do prac rolnych. Poza tym – w zasięgu wzroku i ręki mieli wszystko, co było im do życia potrzebne.

 

Raz na jakiś czas, wówczas u nich mówiło się „od wielkiego dzwonu” albo „raz na ruski rok”, wyjeżdżali do pobliskiego miasteczka w sprawach niecierpiących zwłoki: do sądu czy do lekarza. Młodym ludziom trudno zrozumieć, ale dopiero w zeszłym stuleciu rozpowszechniły się takie środki komunikacji, jak kolej żelazna, samochody czy samoloty.

 

Najchętniej używane są samochody, których liczba niebotycznie rośnie, choć napędzane są coraz droższym paliwem - i czuję w kościach, że pomimo chwilowych wahań, niedługo za litr benzyny będziemy płacili po 10 zł. Obłęd! Z uwagi na środowisko naturalne coraz modniejsze stają się samochody elektryczne.

 

Według planów UE po 2035 roku będą mogły być rejestrowane wyłącznie samochody elektryczne. Jeszcze większy obłęd! Pamiętam, gdy w 1967 roku rozpocząłem pracę w zakładach lniarskich w Szczytnie, to po terenie tylko poruszały się pojazdy elektryczne. Kto nie wierzy, niech zerknie na zachowane moje archiwalne zdjęcie.

 

Nazywaliśmy je wówczas wózkami akumulatorowymi, służyły do przewozu wewnątrz zakładu towarów, jak i ludzi.

 

Powracając do wszędobylskich obecnie pojazdów samochodowych, bliżej dzisiaj nam do miasta odległego o kilkadziesiąt kilometrów, niż mojemu dziadkowi było do kościoła w zasięgu jego wzroku. Z czasów dzieciństwa mam zakodowane w pamięci bose babunie, które co niedziela dreptały do kościoła z okolicznych wiosek.

 

Buty niosły w rękach lub uwiązane na kiju przerzuconym przez ramię. Obecnie w wolne od pracy popołudnie, nie leżymy już sobie „pod gruszą na dowolnie wybranym boku”, ani nie przesiadujemy w knajpie, tylko „wypuszczamy się” w weekend nad morze lub w góry nie zważając na ceny paliwa.

 

Sprawdzianem naszej obecności na zatłoczonej szosie nie jest aktualna cena za litr benzyny, a zapowiedź trzydniowej aury. Tegoroczne letnie upały, które trafiają się nadzwyczaj często, sprawiają, że wszystkie parkingi, rowy i wolne miejsca postojowe w znanych kurortach mazurskich od świtu są pozapychane. Korki samochodowe tworzą się jak okiem sięgnąć.

 

Natomiast mój znajomy chcąc być modnym, a faktycznie popularnym w tym sezonie, wybrał plażę w Sopocie. Pierwszego dnia szukał miejsca tuż przy molo. Z marnym skutkiem. W połowie dnia rodak z Mazur zlitował się nad nim i zezwolił mu na rozłożenie leżaka, ale tylko na czas swojej kąpieli w Bałtyku.

 


Reklama

Widząc to stłoczeni plażowicze współczuli Mazurowi, że mu weekend minie, a on nie zażyje piaskowej rozkoszy. Podciągnęli więc nogi dając mu miejsce do plażowania. Wcisnął się nieszczęśnik i posiedział do zachodu słońca. Gdy słońce znikło za widnokręgiem - wyruszył w drogę powrotną do domu, gdyż miejsca w hotelach były zarezerwowane do końca sezonu, a może i na dłużej. Podróż była utrudniona ze względu na korki i zamiast trzech trwała pięć godzin.

 

Parę dni temu, ten znajomy w luźnej rozmowie zapytał mnie, czy znam Sopot. – O tak – odparłem –bywałem tam wiele razy, i w lato, i w zimę, wiosną i jesienią. Przebywałem tam niespodziewanie często w okresie zamieszkiwania we Wrzeszczu, gdy „Czerwone Gitary” grały w sopockim „Non-Stopie”.

 

Bywałem tam, gdy występowały najpierw z zimowym „Non-Stopie” w Sali Kongresowej sopockiego „Grand Hotelu”, a następnie w letnim, tuż przy samiutkiej nadmorskiej plaży. Pod wielką brezentową kopułą mieściło się około 2000 osób. Część młodzieży siedziała przy stolikach, część stała przy estradzie, ale większość szalała w tańcu na okrągłym betonowym podwyższeniu. Do „Non-Stopu” przyjeżdżała młodzież z całego Trójmiasta i okolic. Przyjeżdżali nawet z dalszych zakątków Polski.

 

Spotykałem wówczas dużo znajomków z mojego Szczytna, którzy z sentymentu do Krzysztofa Klenczona „pędzili” do tej ikony młodzieżowej piosenki. Krzysiek zawsze wykroił chwilę czasu dla krajana ze Szczytna. Pogadał z każdym o znajomych, o muzyce, o pogodzie... Ja do „Non-Stopu” miałem wstęp wolny, gdyż znałem wszystkich z obsługi i członków zespołu a w szczególności Krzyśka, jako krajana ze Szczytna.

 

Co najważniejsze, pracowałem, a faktycznie byłem oddelegowany do obsługi bratniego klubu, jakim był klub Stoczni Gdańskiej „Ster” we Wrzeszczu. W klubie tym występował na stałe popularny w tamtych latach zespół młodzieżowy „Tony”, którego solistką była młodziutka Halina Frąckowiak, a trzonem muzyków Ryszard Poznakowski.

 

 

Kierownikiem Klubu „Ster” był Adam Dudziński - człowiek, który w tamtych czasach mógł wszystko załatwić i faktycznie załatwiał. W połowie lat sześćdziesiątych objął on kierownictwo administracyjne również nad Czerwonymi Gitarami. Zresztą od powstania zespołu tj. od dnia 3 stycznia 1965 roku Adam Dudziński czynnie uczestniczył w rozkwicie nie tylko finansowym Czerwonych Gitar.

 

Pamiętam dokładnie, że od tego czasu zespół miał najlepsze w Trójmieście, a faktycznie i w Polsce warunki finansowe, bytowe i rozwojowe. Z tym, że w międzyczasie zespół „Tony” był odsuwany na drugi plan. W klubie „Ster” wytworzyła się niezdrowa atmosfera, w szczególności pomiędzy zespołami i ich fanami.

 

Ja byłem w głupiej sytuacji, pomiędzy młotem a kowadłem, bo przyjaźniłem się z „Tonami”, a w „Czerwonych Gitarach” występował mój krajan. Po okresie letnim, gdy z wojaży powracały „Czerwone Gitary”, wówczas występowali na przemian z „Tonami”. Z tym, że zawsze na piedestale stały „Czerwone Gitary”. Na szczęście był to okres przejściowy, ale doprowadził do niepotrzebnego rozpadu wartościowego zespołu „Tony”. Pierwsza odeszła solistka Halina Frąckowiak, niedługo po niej kompozytor i szef muzyków Ryszard Poznakowski.

Reklama

 

Latem „Non Stop” w Sopocie, natomiast wiosną, jesienią i zimą „Ster” we Wrzeszczu przyciągał młodych, jak lep muchy i to nie tylko z Trójmiasta, ale z całej Polski. Wielokrotnie spotykałem w „Sterze” znajomków ze Szczytna. Pamiętam młode małżeństwo, które zwróciło się do kolegi z obsługi: - Przyjechaliśmy prosto ze Szczytna, tyle kilometrów, żeby posłuchać Klenczona, a tu biletów zabrakło, co zrobić? Wpuszczający rzekł: - Wszystko zależy od szefa, który też jest ze Szczytna.

 

Przywołano mnie, patrzę i oczom nie wierzę, pytający, to mój kolega z jednej klasy, ze szkoły podstawowej. Młody „żonkoś”, w czarnym garniturze, w czarnych butach, kamizelce i na dodatek w ciemnym krawacie z namalowaną dziewczyną tańczącą „hula-hop”.Jego świeżo zaślubioną żonę też znałem ze Szczytna.

 

Przyjechali do rodziny w Oliwie, na trzy dni. Ucieszyłem się ogromnie. Otrzymali wstęp bezpłatny, miejsce przy stoliku i faktycznie cały swój rozrywkowy czas spędzili w klubie stoczni gdańskiej „Ster”. Postawiłem mu jedynie warunek, żeby nie wdziewał tego czarnego uniformu. Żeby mi poruty nie robił we Wrzeszczu! Poprosiłem go, żeby ubierał się „na luzie”, bez krawatu. Wówczas, w połowie lat sześćdziesiątych, szałem mody były dżinsy. Spodnie i bluzy przywożone z zachodu przez marynarzy lub kupowane przez nas młodych w gdyńskiej „Baltonie” za dolary, lub od cinkciarzy ewentualnie od pełnomorskich rybaków i marynarzy.

 

- No to ty Sopot znasz? - Tak, znałem - skwitowałem swoją opowieść. – A ja chciałem się pochwalić moją znajomością tego letniego kurortu, gdzie dzień spędziłem na plaży i większość czasu na szukaniu miejsca na nocleg. Ich ulice niczym szczególnym się nie wyróżniają! Są takie same, jak wszystkie inne w każdym większym mieście, po prostu tłok i drożyzna. Mój powrót do domu, to korki i jeszcze raz korki samochodowe, z których jedyny pożytek, że jest w nich czas się zastanowić, jak się kiedyś podróżowało? To znaczy nie tak dawno temu, na przykład na początku zeszłego wieku?

 

Zwykły człowiek, którego los zmuszał do dalekiej podróży, wędrował od wsi do wsi na piechotę. Jedynym jego kompanem była laska i węzełek przerzucony przez ramię. W węzełku mieściły się wszystkie potrzebne mu rzeczy. Odbywano przeważnie pielgrzymki do miejsc świętych, takich odległych, niekiedy bardzo dalekich.

 

Wędrowca przyjmowano po drodze dość chętnie, dając mu nocleg i wyżywienie, bez jakichkolwiek opłat. Bogaci podróżowali konno – wierzchem, lub bryczką zaprzężoną w dwa a nawet cztery konie. Podróżowało się bez pospiechu ze względu na nieprzystosowane drogi, których nikt nie remontował ani nie ulepszał, ale również ze względu na kondycję koni.

 

 

Zaletą ówczesnych podróży było oglądanie mijanych krajobrazów i wszystkiego, co po drodze się napotkało. Każdej chałupy, każdego drzewa, każdego mijanego miasta. Dzisiaj nikt nie ma czasu, na oglądanie krajobrazów, każdy patrzy na zegarek i finisz podróży.

 

Leszek Mierzejewski

e-mail: leszek.mierzejewski@gazeta.pl

 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Koszty prądu mogą zachwiać budżetem
    Do Marian, mam w doopie do czego był wykorzystywany, istotne jest to, że węgiel brunatny jest mniej kaloryczną alternatywą węgla kamiennego. W obliczu całkowitego zatrzymania elektrowni, czy ciepłowni, należy wykorzystać, wszystko, co jest dostępne. Ty oczywiście ramach solidarności z byłą Ukrainą, możesz sobie zamarznąć, ale ja nie zamierzam. \"Tani węgiel tuż przy granicy z Polską.\" - https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-kryzys-energetyczny/aktualnosci/news-tani-wegiel-tuz-przy-granicy-z-polska-jak-to-mozliwe,nId,6301659


    2022-09-30 14:25:56
  • Jeden chętny na mieszkanie, małe zainteresowania blokiem SIM
    Oprócz wkładu własnego na poziomie 60 tys wnioskodawca będzie musiał wpłacił z góry czynsz za cały rok czyli ponad 10 tys. Razem 70 tys na start. Dojście do własności po około 45 latach. Czytajcie uważnie warunki .

    Ciekawostka


    2022-09-30 12:42:13
  • Szczycieński szpital z nowym oddziałem ratunkowym (zdjęcia)
    Słuszna uwaga. Ale sądzę, że otwarty obiekt zapewne ma służyć jedynie katolikom.

    do XYZ


    2022-09-30 11:12:36
  • Zamek Krzyżacki w Szczytnie z nagrodą „Modernizacja Roku & Budowa XXI wieku” (zdjęcia, wideo)
    maniek znowu spija śmietankę po poprzednikach , którzy to rozpoczeli

    Zdzysk


    2022-09-30 08:45:47
  • Koszty prądu mogą zachwiać budżetem
    Do anonima - węgiel brunatny wykorzystuje się w przemyśle chemicznym, do produkcji paliw płynnych i gazowych czy do produkcji nawozów. Gratuluję znajomości tematu węgla :)

    marian


    2022-09-30 07:46:27
  • ŻYĆ PEŁNIĄ ŻYCIA – Leszek Mierzejewski i moje Szczytno z tygodnia na tydzień
    Dziękuję za to wspomnienie i opowiedzenie o historii jak to było po wojnie. Mało osób o tym wie ilu ludzi(szabrowników) wywoziło ze Szczytna i okolic co się dało.

    Iga


    2022-09-29 20:03:15
  • Będzie przebudowa drogi Szczytno- Olsztyn
    Oby się udało i wyprawa do Olsztyna była normalnym wyjazdem, a nie drogą wśród krzyży.

    Gabi


    2022-09-29 18:51:13
  • Koszty prądu mogą zachwiać budżetem
    Przecież to Morawiecki zapewnił nam takie ceny energii, rezygnując z tanich ruskich surowców, przecież taki właśnie był plan, a \"podmioty\" do niego apelują!!!???... wam naprawdę na mózgi padło? W Czechach jest tani węgiel brunatny, APELUJĘ do podmiotów, by ruszyły dupę i go przywiozły...nie tylko mieszkańcom, ale i elektrowniom, bo za miesiąc w ogóle energii nie będzie.


    2022-09-29 15:19:54
  • Jeden chętny na mieszkanie, małe zainteresowania blokiem SIM
    Społeczny, dla tych, co nie mogą dostać kredytu z banku, ale muszą mieć min. 50 tyś zł już wkładu i potem 1500 zł czynszu, plus rachunki. Może jeszcze z 500 na czynsz, bo ogrzewanie w górę. Ta Bańkowska i ten Mańkowski jaki mają iloraz inteligencji, czy chociaż dwucyfrowy? Litości...

    Poje Bao


    2022-09-29 14:32:51
  • Jeden chętny na mieszkanie, małe zainteresowania blokiem SIM
    Nie dziwi mnie małe zainteresowanie. Udział w budowie wynosi 20% wartości mieszkania więc na początek trzeba wpłacić od około 40tys do 60tys zł wkładu. Cena budowy 1 metra mieszkania 5500zł, przy założeniu że koszty te nie wzrosną. Taniej już sprzedają deweloperzy w naszym mieście. Większość osób żeby mieć na udział w partycypacji będzie musiała zaciągnąć pożyczkę rata takiej pożyczki to około 1000zł dodatkowo czynsz który wyniesie nawet 1500zł. Deweloperzy oferują mieszkania za cenę w granicach 5tys zł za metr i w tym mają wliczony już zysk z każdego mieszkania natomiast spółka wydaje mi się że powstała w celu oferowania mieszkań osobom nie mającym zdolności kredytowej a z tego co widzę to chyba ktoś to buduje w celu osiągnięcia zysku ze sprzedaży, pomimo statusu not for profit. Wszystko ładnie pięknie dopóki nie przejdzie się do szczegółów.

    Sceptyk


    2022-09-29 13:04:58

Reklama