Elektryfikacja miasta i powiatu
Na początku czerwca 1945 roku szczycieńska elektrownia, a raczej coś, co ją przypominało, rozpoczęła swoją w miarę „normalną” pracę. Jako pierwszy do nowo powstałej sieci energetycznej został podłączony szpital. W ciągu niespełna trzech tygodni, ekipa szczycieńskich energetyków pod kierownictwem Kazimierza Żugaja zdołała uruchomić 14 stacji transformatorowych, pracując przy tym w dość często ekstremalnych warunkach.
Do 1948 roku zelektryfikowali prawie cały powiat. Dzięki ich wytężonej pracy powstały 24 stacje transformatorowe. Nie lada wyzwaniem było nawiązanie łączności energetycznej z Olsztynem. Jak wspominał Kazimierz Żugaj, niepoślednią i bardzo ważną rolę w tym przedsięwzięciu odegrali ludzie, m.in. Pawłowski, Wojtal, Kosiński oraz Cisowski.
- To było ogromne zadanie - opowiadał Kazimierz Żugaj. - Brygada ze Szczytna pod moim kierownictwem miała pociągnąć linię aż do Marcinkowa. Mimo ogromnych kłopotów, przede wszystkim logistycznych, prace związaną z elektryfikacją w tej części powiatu ukończono w ciągu dwóch miesięcy.
Najważniejszym jednak momentem dla całej ekipy było doprowadzenie linii energetycznej do wodociągów miejskich, którą udało się wykonać już w połowie sierpnia 1945 roku.
Ludzkie szczątki obok dworca
Po około dwóch tygodniach od uruchomienia szczycieńskiej elektrowni doszło do poważnej awarii linii energetycznej. Przyczyną było uszkodzenie przewodów znajdujących się w północnej części miasta.
Uszkodzone i zerwane przewody elektryczne znajdowały się w leju po bombie lotniczej w okolicach dzisiejszej ulicy Konopnickiej. Nie udało się wówczas ustalić przyczyny usterki i nie wiadomo było, czy powstała ona na wskutek działań wojennych czy też sabotażu. W ciągu zaledwie kilku dni udało się naprawić zerwane przewody i doprowadzić elektryczność do tej części miasta. Nie minęły dwa tygodnie i w mieście znów zabrakło prądu. Przyczynę kolejnej przerwy w dostawie elektryczności zlokalizowano w podziemnych przewodach nieopodal dworca kolejowego.
Brygada Kazimierza Żugaja niezwłocznie ruszyła do usuwania usterki. Ustalono jej dokładną lokalizację i przystąpiono do odkopywania przewodów. Na głębokości niespełna metra natrafiono na ludzkie szczątki. Zachowując proceduralne środki, postanowiono niezwłocznie wezwać organy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, który mieścił się w obecnym Urzędzie Skarbowym przy ulicy Warszawskiej.
Prace na kilka godzin zostały przerwane. Przybyli na miejsce funkcjonariusze bezpieki nadzorowali prace nad makabrycznym znaleziskiem. Na podstawie zachowanych resztek mundurów ustalono, że są to zwłoki francuskich żołnierzy, którzy tu przebywali w czasie wojny jako jeńcy i pracowali w szczycieńskich wodociągach miejskich. Najprawdopodobniej zginęli podczas bombardowania dworca kolejowego w styczniu 1945 roku.
Niedaleko tego makabrycznego znaleziska był budynek, w którym znajdowały się filtry piaskowe do uzdatniania wody. Tam również podczas naprawy uszkodzeń, monterzy w skrytce, która znajdowała się w podłodze, natrafili na niewielkie radio detektorowe. Najprawdopodobniej służyło ono jeńcom francuskim do nocnego nasłuchu alianckich stacji radiowych.
Jak wspominał Kazimierz Żugaj, nie lada osiągnięciem było odnalezienie przez niego pełnej dokumentacji szczycieńskiej sieci wodociągowej, gazowniczej, kanalizacyjnej oraz energetycznej. Natrafił na nią zupełnie przypadkowo w budynku administracyjnym kompleksu gazowni przy obecnej ulicy Polskiej. Akta były równo poukładane przez Sowietów w skrzyniach, które były przygotowane do wywiezienia.
„Żugaj – nie mrugaj!”
Ze względu na przestarzały, a co za tym idzie i awaryjny sprzęt w mieście dochodziło do dość częstych przerw w dopływie prądu. Niestabilność generatorów powodowała niestabilne świecenie żarówek, przez co w Szczytnie wśród mieszkańców utarło się dość żartobliwe powiedzenie o zasilaniu w energię: „Żugaj – nie mrugaj!”.
O ile sami mieszkańcy taką niestabilność w dostawie prądu traktowali z lekkim przymrużeniem oka, to przedstawiciele lokalnych władz oraz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego nie traktowali opisywanych awarii z żartobliwą wyrozumiałością. Dla Kazimierza Żugaja było to bardzo niebezpieczne, ponieważ takie działania, jak również problemy z usunięciem usterek traktowano najczęściej jako sabotaż, co w skrajnych przypadkach mogło się skończyć wyrokiem i tzw. „czapą”, czyli wyrokiem śmierci.
Konflikt z Sałatą
W drugiej połowie 1945 roku w Szczytnie doszło do dość poważnej usterki w sieci energetycznej. Jak wspominał Kazimierz Żugaj, częściej spędzał czas poza domem, usuwając uszkodzenia wraz ze swoimi pracownikami. I tym razem było tak samo. Brnąc dosłownie po kolana w śniegu, wraz ze swymi podwładnymi starał się zlokalizować na terenie naszego miasta usterkę, która spowodowała przerwę w dopływie prądu.
Na jednej z ulic w centrum Szczytna natknął się przez przypadek na szefa szczycieńskiej bezpieki – porucznika Sałatę, który w tym czasie wraz z dwoma funkcjonariuszami patrolował nieoświetlone miasto. Ujrzawszy Kazimierza Żugaja, rozkazał mu krzykiem, by nie dłużej niż w ciągu pół godziny w mieście znów rozbłysły żarówki. Żugaj zmęczony poszukiwaniem usterki nie wytrzymał i podniesionym głosem mu odpowiedział – Panie poruczniku! Gdyby światło gasło na rozkaz, to i na rozkaz by się rozświecało!
Takiego aroganckiego, w jego mniemaniu, zachowania „bezpiecznik” Sałata nie mógł zdzierżyć. Swoim podwładnym nakazał, aby pod eskortą i pod bronią zaprowadzono Żugaja do szczycieńskiej siedziby PUBP na ulicy Warszawskiej.
Na miejscu osadzono go w nieogrzewanej celi, w której spędził całą noc. Z samego rana odbyło się przesłuchanie, które prowadził porucznik Sałata. Z zeznań Kazimierza Żugaja nic właściwie nie wynikało, co mogłoby działać na jego szkodę. Po wyjaśnieniu przyczyny awarii i sporządzenia protokołu z przesłuchania został wypuszczony do domu.
Jednak to nie wyjaśnienia, złożone przez Kazimierza Żugaja były powodem zwolnienia go z aresztu. Po prostu w Szczytnie nie było wody pitnej, ponieważ ze względu na jego aresztowanie nie działała ani elektrownia ani też miejskie wodociągi, nad którymi sprawiał nadzór techniczny i niejako serwisowy.
Nadgorliwy porucznik
Wiadomo, że osoby, które w czasie wojny należały do Armii Krajowej były ciągle nękane przez powojenne władze i służby. W tym temacie niezwykle gorliwym aparatczykiem szczycieńskiej bezpieki był porucznik Sałata. Nie udało mi się jednak ustalić, czy jego zaangażowanie wynikało z poglądów czy to nadmiar władzy uderzył mu do głowy. Jedno jest jednak pewne – był niezwykle aktywny w sporządzaniu licznych raportów z okresu swojej szczycieńskiej działalności.
Byli żołnierze AK, do których należał również i Kazimierz Żugaj, byli notorycznie nękani przez porucznika Sałatę ciągłym sprawdzaniem ich przeszłości. Zgodnie z relacjami, niektórzy z nich, nie wytrzymując terroru, salwowali się ucieczką do małych miejscowości powiatu szczycieńskiego, natomiast część pozostała w mieście. Dość spora grupa byłych żołnierzy Armii Krajowej pracowała przy odbudowie i remoncie szczycieńskiego młyna, obecnie opuszczonej kaszarni. Na początku 1946 roku doszło w tymże młynie do dość poważnej awarii, którą uznano za sabotaż przeprowadzony przez byłych żołnierzy AK. Z wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa przyszły rozkazy, aby niezwłocznie przeprowadzić dochodzenie, znaleźć winnych i odtransportować ich do Olsztyna. I tak też się stało. Wykryto „sabotażystów”, których trzon stanowili akowcy i pod silnie uzbrojonym konwojem przygotowano ich do przewiezienia do Olsztyna.
W połowie stycznia 1946 roku po południu zatrzymanych, pod silną eskortą, załadowano na ciężarówkę, która ruszyła w kierunku Olsztyna. W okolicach Purdy konwój miał krótki postój techniczny. Wykorzystało to kilku zatrzymanych i wykorzystując chwilę nieuwagi UB-eków, salwowali się ucieczką w las. Zauważył to dowódca konwoju, rzeczony porucznik Sałata. Wyciągnął pistolet z kabury. Zaczął strzelać w kierunku zbiegów i trafił... w jednego z konwojentów, którego ciężko ranił. Powód tej niecelności był równie znany, jak nadmierna służbistość Sałaty. Poza pisaniem raportów miał też inną „pasję” - upodobanie do trunków. Podczas konwoju i postoju porucznik obficie raczył się samogonem, więc strzelając do zbiegów w istocie „rozsiewał” kule w najróżniejszych kierunkach.
Nie tylko Sałata…
Oprócz opisywanego przeze mnie porucznika Sałaty, niewspółmierny wpływ na ówczesną władzę w Szczytnie miał także i I sekretarz PPR Józef Parol, który również nie stronił od kieliszka. W czasach, gdy miał decydujący wpływ na dzieje naszego miasta i jego życie polityczne, w ciągu zaledwie sześciu lat mianował na urząd burmistrza, a następnie przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej aż osiem osób: Andrzeja Tomalę - 11 miesięcy, Piotra Napiórkowskiego - 18, Mariana Różyckiego - 11, Romana Kołakowskiego - 5, Henryka Tyszko - 7 , Jana Pietrzyka - 3, Czesława Zielińskiego - 8 oraz Czesława Siedleckiego - 4 miesiące.
Parol za nic miał wysiłek, jaki włożył Kazimierz Żugaj w odbudowę zniszczonego powojennego Szczytna. Pewnego dnia wezwał do siebie Kazimierza Żugaja i wyzwał go od „nierobów”.
- Wymyślił prozaiczny powód. Podobno miałem powiedzieć, że mam gdzieś, tu dokładnie określił miejsce ciała ludzkiego, starostę i burmistrza. Było to oczywiście nieprawdą, ponieważ nigdy nie miałem zwyczaju się w ten sposób wyrażać, zaś ze starostą i burmistrzem żyłem w dość przyjaznych układach - wspominał Kazimierz Żugaj.
Najprawdopodobniej „solą w oku” I sekretarza był fakt, że Kazimierz Żugaj pochodził z przedwojennej inteligenckiej rodziny, a mądrzejszych od siebie Parol wyjątkowo nie lubił.
Fot.
1955 r. Kazimierz Żugaj wraz z rodziną. Pierwsze dziecko z lewej to Bogumił Żugaj, naczelnik powiatowego Wydziału Komunikacji, Transportu i Dróg.
Z takim myśleniem to w Rozogach nic, nigdy nie powstanie. Pracy brak, nowe inwestycje są od razu krytykowane. Pan Tomasz powinien od razu napisać, że chodzi o przyszłość zajazdu, a nie o środowisko i dobro mieszkańców. To nie elektrownia atomowa...
Mieszkaniec
2026-04-22 13:14:36
Mam nadzieję, że młody człowiek ma silny kręgosłup moralny. I władza Go nie zmanieruje i nie zdeprawuje. Trzymam kciuki!
sąsiad
2026-04-22 08:54:08
Ten facet kióry mówi obankructwie byłego burmistrza to chyba jakiś ufoludek . Jak bankrut może mieć takie pieniądze. Moim smażenie jest aby wszyscy w Polsce byli takimi bankrutami. Zazdrość to brzydka cecha. Nie zazdrościć tylko klaskać, że ktoś realnie patrzy na potrzeby chwili. Mówi się o przysposobienie obronnym w szkołach. Gdzie oni mają się uczyć strzelania. Pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących
Dębal
2026-04-21 16:24:33
Wiesław idz popchać karuzele, tak po prostu
Daniel
2026-04-21 04:54:51
Zarzuty wyolbrzymione do granic możliwości. W dobie dzisiejszej bioasekuracji, nic nie ma prawa wyjść poza fermę. Gdzie mają takie obiekty powstawać jak nie na terenach wiejskich z dala wielkich aglomeracji? Do tego wpływy z podatków, miejsca pracy dla okolicznych mieszkańców, ale nieeee. Blokujmy wszystko, bo jaśnie państwo od agroturystyki straci kilku klientów albo nie, bo może śmierdzieć. To trochę jak z bojkotem anten 5g przez osoby które nie mają pojęcia o dzisiejszej technologii.
Emil
2026-04-20 21:20:03
Kapusty się najedz będziesz miał detonację.
Jam
2026-04-20 16:39:00
Nie komentujcie wypocin tego osobnika
Romek
2026-04-20 16:08:10
Firma Zondacrypto formalnie działa w Estonii i jest wielką naiwnością sądzić, że weto prezydenta tu by coś zmieniło. Jest to publicystyka polityczna, nie wiem dlaczego ludzie to łykają. Ps. Jeszcze pan liczy głosy?
XxX
2026-04-20 10:15:04
Panie Karolu nie przejmować się krytyka. I tak jest Pan ładniejszy od Kiersikowskiego
Romek
2026-04-19 18:22:04
A filmiku z detonacji nie ma? Łee...
Jan
2026-04-19 18:20:07