Było prowadzenie, były okazje i kontrola w drugiej połowie. Zabrakło kilku minut i odrobiny szczęścia. Rezerwy Błękitnych Pasym zremisowały na wyjeździe z Omulwią Wielbark 1:1.
Mecz miał jednak jeszcze jeden wymiar – zakończył się poważną kontuzją jednego z zawodników.
Błękitni jechali do Wielbarka w niepełnym składzie. Kilku zawodników wypadło z powodów zdrowotnych i prywatnych. Mimo to od początku nie było widać różnicy na boisku.
Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek, ale nie bez sytuacji. Najpierw bliski szczęścia był Sławek Foruś. Chwilę później potężne uderzenie Mateusza Tumanowicza zatrzymało się na poprzeczce. Piłka nie chciała wpaść do siatki.
Po przerwie Błękitni dopięli swego. W 67. minucie długie zagranie Krystiana Zinka zaskoczyło defensywę gospodarzy. Obrońca Omulwi popełnił błąd, a Arkadiusz Foruś nie miał wątpliwości.
Strzał. Gol. 1:0 dla Pasymia. Od tego momentu goście kontrolowali przebieg gry. Gospodarze próbowali odpowiedzieć, ale długo zatrzymywał ich Krystian Zink.
Kiedy wydawało się, że trzy punkty pojadą do Pasymia, przyszła końcówka. Po jednej z akcji gospodarzy piłka niefortunnie odbiła się od Emila Kruczuka i wpadła do siatki. Gol samobójczy ustalił wynik spotkania.
1:1. Remis, który bardziej boli niż cieszy.
Najgorsza wiadomość przyszła wcześniej. Jeszcze w pierwszej połowie doszło do sytuacji, która ustawiła emocje poza boiskiem. Poważnej kontuzji doznał Darek Kotlarzewski. Diagnoza jest jednoznaczna – złamanie ręki i konieczna operacja.
Dla zespołu to duża strata. Dla zawodnika – przerwa, której nikt nie planował.
Błękitni wracają z Wielbarka z jednym punktem. I z myślami gdzieś indziej niż przy wyniku.
Hmmm
Ktoś kasuje komentarze
...
Pierwszy zespół znów pominięty...