Powiatowi samorządowcy mają twardy orzech do zgryzienia. Czy rządowy program węglowy okaże się dla nich przysłowiowym kamieniem u szyi tonącego? - Na dzień dzisiejszy jeszcze nic nie wiemy. Robimy wszystko, żeby się dobrze do tego przygotować – mówi Cezary Łachmański, burmistrz Pasymia. - Niezmiennie zadajemy ministerstwu pytania, na które trudno jest nam uzyskać odpowiedzi.
Problemem dla gminnych budżetów może być to, że mieszkańcy, nawet jeśli złożyli deklarację chęci zakupu rządowego węgla, nie będą musieli go kupić.
- Jeżeli zdaniem mieszkańca węgiel, który zostanie nam dostarczony przez spółki skarbu państwa nie będzie się nadawał, to nie ma obowiązku go kupować – wyjaśnia Zbigniew Kudrzycki, wójt Rozóg.
I tu pojawia się jeden z największych znaków zapytania. Co zrobi gmina, jeżeli mieszkańcy zrezygnują z węgla, który nabędzie dla nich samorząd? Jakie mogą być tego konsekwencje?
- Jeszcze nie wiemy – tak odpowiadają lokalni samorządowcy. Pewne jest jednak to, że gminy opał zamawiać będą ostrożnie i partiami. - Na tę chwilę w naszej gminie zgłoszone przez mieszkańców zapotrzebowanie zostało przeanalizowane – mówi Sławomir Ambroziak, wójt gminy Jedwabno. - Znamy je i ostrożnie będziemy je zamawiać. Niestety, rzeczywiście zostaliśmy obarczeni pewnym ryzykiem.
To ryzyko może wynikać z cen węgla na światowych rynkach, a ceny te zaczynają spadać w dość szybkim tempie. Referencyjny indeks cen węgla w porcie Amsterdam-Rotterdam-Anwerpia (ARA) w środę, 14 listopada wynosił 203 dolary za tonę, a w „węglowym” porcie w RPA – 198,5 dolarów. Ta wartość, w ciągu trzech miesięcy, spadła z 381 dolarów i od kilku dni oscyluje wokół 200 dolarów za tonę.
Jeśli ta tendencja się utrzyma, to może się okazać, że rządowy tani węgiel wcale nie jest tani i korzystniejszy dla prywatnych kieszeni będzie zakup opału w tradycyjnym trybie, na składach. Przy stawce około 200 dolarów za tonę węgla, cena tego, który trafi do składów opałowych bez udziału rządu i samorządów, może więc ostatecznie wynosić tyle, ile tego rządowego albo i mniej.Na to ryzyko wskazuje Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla, która na bieżąco monitoruje sytuację na światowych rynkach (codzienne notowania cen można śledzić na stronie: https://www.wnp.pl/gornictwo/notowania/ceny_wegla/).
- Obserwujemy rynek węgla i zdajemy sobie z tego sprawę. Jednak jesteśmy zobowiązani do tego, aby surowiec dla naszych mieszkańców zabezpieczyć – mówi wójt Kudrzycki.
Przypomnijmy, że ustawowo gminy mogą kupić „tani” węgiel wyłącznie od konkretnie wymienionych spółek państwowych, za cenę nie wyższą niż 1500 zł. Następnie mają ten węgiel sprzedać mieszkańcom za maksymalnie 2000 zł. Samorządy już wstępnie tę „swoją” cenę ustalają. Większość na tym właśnie, maksymalnie możliwym poziomie, chociaż są i mniej „pazerne”.
Na przykład gmina Szczytno rozważa cenę niespełna 1800 zł za tonę. Są to jednak kwestie, o których się dopiero mówi, a nie decyduje. Wiele zależy też bowiem od tego, jakie warunki postawią ci wytypowani rządowi dostawcy.
W tej chwili samorządy analizują umowy na dostawy węgla przedstawione im przez spółki skarbu państwa.
- Nie jest to prosta sprawa. Temat jest dla wszystkich nowy, musimy więc bardzo uważnie je analizować, tak, aby były jak najbardziej korzystne dla naszych samorządów – dodaje Cezary Łachmański. Jedną z gmin, która ma największe zapotrzebowanie na surowiec są Dźwierzuty. Mieszkańcy zadeklarowali chęć zakupu blisko 300 ton opału. Oznacza to, że na sam jego zakup potrzeba ok. 450 tys. zł. - Sytuacja jest trudna. Mieszkańcy pytają kiedy będzie ten węgiel, chcą też wiedzieć czy będzie się palił – mówi Barbara Trusewicz, wicewójt gminy Dźwierzuty. - Oczywiście surowiec będzie miał wymagane certyfikaty, natomiast czy się będzie palił czy nie, za to odpowiedzialność ponoszą dostawcy, nie samorząd – dodaje.
Czasu na realizację przez samorządy rządowych zobowiązań jest coraz mniej, bo mieszkańcy, zainteresowani nabyciem opału „rządowego” pierwszą transzę „przydziału” (1,5 tony) mają nabyć do końca roku, a przecież – gdy już wszelkie kwestie formalne zostaną załatwione (jeśli zostaną) – muszą mieć jakiś czasowy zapas na realizację transakcji.
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23