- W Krakowie od pięciu lat organizowane jest Ogólnopolskie Sympozjum Ratowników Medycznych. I jest to forma uczczenia naszego święta – mówi Grzegorz Achremczyk, koordynator szczycieńskiego pogotowia. - W każdym z nich, jak dotąd, delegacja ze Szczytna uczestniczyła.
Poza rozrywkowymi (ubocznymi) elementami krakowskie świętowanie to spotkania i konferencje z udziałem nie tylko ratowników, ale i całej krajowej czołówki naukowo-medycznej. - Tegoroczne główne hasło brzmiało: „Kierunek – praktyka”. Jego myślą przewodnią było to, że ratownictwo medyczne wymaga ciągłego doskonalenia i rozwoju, zarówno w sferze teoretycznej, jak i praktycznej. Wiele się też mówiło o promocji pierwszej pomocy w społeczeństwie, poczynając już wręcz od dzieci w przedszkolu – podkreśla Achremczyk.
Umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, to zagadnienie, które – można by powiedzieć – stało się ostatnio bardzo „modne”.
- Bo jest to konieczne. Naprawdę pod tym względem, mimo realizowania wielu programów, warsztatów i szkoleń, wciąż jeszcze panuje powszechna niemal niewiedza – twierdzi Grzegorz. - Tu nie chodzi o umiejętności szczególne, ale takie najbardziej podstawowe, od których często ludzkie życie zależy. Dlatego np. w Szczytnie uczymy już dzieci. Przecież nie tego, jak złożyć złamaną kończynę, ale tego, jak się zachować, gdzie zadzwonić, co mówić. Te elementy powinny być u każdego tak wpojone, by działał odruchowo. U nas wciąż wielu osobom, świadkom jakichś wydarzeń krytycznych, tych odruchów brakuje, brakuje podstawowej wiedzy.
Ratownicy medyczni muszą natomiast posiadać wiedzę specjalistyczną i to, wydawałoby się najdziwniejszą czy też... na wyrost. - Musimy być przygotowani na każdą okoliczność i każda ewentualność – podkreśla koordynator. - Dlatego między innymi, podczas sympozjum w Krakowie, mieliśmy zajęcia praktyczne na wypadek ataku terrorystycznego czy katastrofy lotniczej.
I taki jest właśnie walor krakowskiego świętowania. To okazja, by znacznie podnieść swoją wiedzę i umiejętności, co zresztą w przypadku ratowników jest wręcz ustawowym wymogiem. Ratownicy medyczni w każdym pięcioleciu pracy muszą odbyć określoną liczbę różnych szkoleń.
- Niestety, ukłon ze strony pracodawców sprowadza się jedynie do tego, że na czas kursu otrzymujemy urlop szkolny. Wszystkie koszty dokształcania musimy pokrywać z własnej kieszeni - zupełnie nieświątecznie konkluduje Grzegorz Achremczyk.
Ratownicy medyczni to zapewne też jedyna bądź jedna z bardzo nielicznych grup zawodowych tzw. „budżetówki”, której święto dostrzegają tylko oni sami. - Ja już nawet nie mówię o jakichś nagrodowych gratyfikacjach finansowych, jak to jest w zwyczaju w przypadku nauczycieli, urzędników, policjantów czy strażaków. Ale pewnie byłoby nam co najmniej miło, gdybyśmy zostali zaproszeni na nieco bardziej oficjalne spotkanie z władzami, chociażby lokalnymi, by ktoś się zainteresował naszą pracą, potrzebami... - przyznaje Grzegorz.
Wobec tego braku, spróbujmy chociaż trochę uhonorować naszych rodzimych ratowników medycznych. Przede wszystkim należy podkreślić to, że bardzo wysokie wymagania edukacyjne (na poziomie wyższych uczelni), jakie są ratownikom stawiane powodują, że posiadają oni niebagatelną wiedzę. Ta – w tej grupie zawodowej – stawia polskich ratowników na czele europejskiego ratownictwa. W porównaniu z innymi krajami, np. Wielką Brytanią, poziom wiedzy daje tez naszym ratownikom o wiele więcej medycznych uprawnień. Inaczej mówiąc, mogą oni wykonywać szereg zabiegów, badań czy też np. dysponować sporo już różnych leków bez wcześniejszego polecenia lekarza.
- Ale trzeba też dodać, że, chociaż w tym względzie do czołówki nam sporo brakuje, to jednak mamy znacznie lepsze warunki i możliwości pracy niż szereg innych ratowników – uzupełnia Grzegorz Achremczyk.
- Byłem niedawno w Erewaniu i odwiedziłem tamtejsze pogotowie. Ich podstawowym wyposażeniem jest torba medyczna i nosze. Pokazałem na zdjęciach, jak są wyposażone nasze karetki, to przeżyli szok. Można by więc podsumować, że w Polsce naprawdę bardzo wiele zmieniło się na plus w odniesieniu do pogotowia ratunkowego. Decydenci rozumieją doskonale, jak ważne są karetki, jak ważne jest ich wyposażenie w najnowocześniejszy sprzęt. Jak doczekam czasu, że pojmą także i to, jak ważni są też ludzie, czyli ratownicy medyczni, to już nie będę chyba na nic więcej narzekał.
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23