Adam i Monika Sosnowscy z Nowin od ślubu mieszkają na zaadaptowanym strychu w rodzinnym domu Adama. Jego rodzice rozwiedli się jednak i podzielili majątek, w tym dom - idealnie na pół. Problem w tym, że mieszkanie Sosnowskich również zostało przecięte na dwie części. Przez środek kuchni. Połowa ich lokalu ma...
Adam i Monika Sosnowscy z Nowin od ślubu mieszkają na zaadaptowanym strychu w rodzinnym domu Adama. Jego rodzice rozwiedli się jednak i podzielili majątek, w tym dom - idealnie na pół. Problem w tym, że mieszkanie Sosnowskich również zostało przecięte na dwie części. Przez środek kuchni. Połowa ich lokalu ma więc numer 41, druga 41a. I z tej drugiej części muszą się wyprowadzić, bo teraz należy ona do siostry Adama, która ma inne plany, co do ich mieszkania.
Waldemar Sosnowski przeżył wraz żoną ponad 20 lat, wychowali córkę i syna. Syn Sosnowksich, Adam, ożenił się i wraz z małżonką Moniką zamieszkał w rodzinnym domu. - Za własne pieniądze zaadaptowaliśmy poddasze, zrobiliśmy ściany, podłogi, podciągnęliśmy prąd, ogrzewanie, wodę, z braćmi żony własnoręcznie wykopaliśmy szambo – wymienia Adam Sosnowski. - A teraz własna siostra chce mi połowę tego odebrać – dodaje zbulwersowany. Konflikt o rodzinny dom zrodził się po rozwodzie Sosnowskich seniorów. W trakcie rozwodu rodzina wyraźnie się podzieliła – córka trzymała stronę matki, syn stronę ojca. Na wniosek Waldemara Sosnowskiego dokonano również podziału majątku.
Cięcie
Niewielki domek w Nowinach został "przekrojony" na pół. Ojcu przypadł jeden pokój, niemal cała łazienka i kuchnia, matce pokój i po kawałku kuchni i łazienki. Oboje dostali po równej części strychu, zamieszkanego przez Adama Sosnowskiego z żoną i trójką małych dzieci. - Teraz to jest jeden dom, ale ma dwa odrębne adresy, tak samo jak nasze mieszkanie. Po lewej stronie kuchenki jest numer 41, ale już po prawej 41a – opisuje Monika Sosnowska. Matka przekazała swoją część domu córce w formie darowizny i wyprowadziła się. Wcześniej jednak na podwórku postawiła dwumetrowy płot, jak mówi Adam po to, żeby nie musiała oglądać ich i ojca, i wysłała pocztą do niego i żony pismo, w którym nakazuje im w ciągu 30 dni opuścić należącą do niej część lokalu na poddaszu. - Zostanie nam 16 m2 mieszkania na 5 osób, jak żyć w takim ścisku? – pyta Adam Sosnowski. Jego siostra, obecna właścicielka połowy budynku odpowiada, że jest w podobnej sytuacji. - Dostałam mieszkanie i nie mogę z niego korzystać. Też mam rodzinę, dzieci i tak samo nie mamy luksusów, gnieździmy się w jednym pokoju – mówi. - Czym mam się w tej sytuacji kierować? Sentymentem wobec dzieci brata czy swoich? Rodzinnymi więzami czy wyrokiem sądu? No, wyrokiem, bo tej rodziny już nie ma – ocenia.
Najnowszy wyrok, jeszcze nieprawomocny, dotyczy eksmisji Adama i jego rodziny z części zajmowanego lokalu. O tym, że sprawa znalazła się w sądzie Adam dowiedział się od... sądu.
Ząb za ząb
Adam i Monika Sosnowscy nie chcą oddać ponad połowy lokalu, który zaadaptowali za własne pieniądze. Chcą przynajmniej zwrotu kosztów poniesionych na remont jego części należącej już do siostry Adama. - Nie chcą się zgodzić, nie oddadzą. Mi szwagier powiedział, że nie mam prawa ruszyć chocby śrubki w tym, co sam zrobiłem, ale łazienkę, która teraz jest ojca, a którą oni remontowali, skuli po orzeczeniu do gołych ścian i wszystko z niej wynieśli, bo co ich, to ich – mówi Adam Sosnowski. - Widziałem to przez dziurkę od klucza – dodaje. Przez dziurkę, ponieważ drzwi do łazienki i kuchni należnej Waldemarowi Sosnowskiemu zamknięte są na zamek, a klucz ma jego była żona. - Mama pozwoli ojcu wejść, jak tamci pozwolą nam wejść na górę – tłumaczy córka Sosnowskiego. Mężczyzna jest schorowany, cierpi na stwardnienie rozsiane i jest po szeregu operacji kręgosłupa, porusza się na wózku inwalidzkim. - Żyję w jednym pokoju, mam tam łóżko, kuchenkę elektryczną i miskę do mycia – wymienia Waldemar Sosnowski. Toalety nie ma. Żeby z niej skorzystać musi jeździć kilkadziesiąt metrów do wychodka, bo nie jest w stanie wejść po schodach do łazienki syna. - Ja rozumiem, że on jest na wózku, ale to nie ja to wszystko zaczęłam, tylko on robiąc w domu piekło przez lata – mówi córka. - Teraz nagle jest inwalidą, ale charakter ma taki jak kiedyś, nie odpuści. I ja też nie mam zamiaru.
Nie ma odwrotu
Konflikt z każdym miesiącem zaostrza się i żadna ze stron nie widzi możliwości jego rozstrzygnięcia. Porozumiewają się tylko listownie, chociaż mieszkają przez ścianę. Rozmawiają ze sobą tylko w sądzie, w którym spotykają się regularnie, bo robią wsyzstko, aby sobie nawzajem utrudniać i uprzykrzać życie. - Nie mam już siły ciągać się po sądach, bo przez chorobę często ciężko mi się wysłowić, nie mam już na to zdrowia – mówi Waldemar Sosnowski. Syn również przyznaje, że rodzinny konflikt odbija się na jego zdrowiu, nie tylko fizycznym. - To ciągły stres, przed rozprawą cały się trzęsę – mówi. Obie strony czują i mówia o tym otwarcie, że ich rodzina już nie istnieje. - Kiedy córka idzie do sądu zakładać sprawę przeciwko ojcu, to jest koniec – stwierdza Waldemar Sosnowski. - Napięcie między naszymi rodzinami już tak urosło, że nie ma odwrotu – ocenia jego córka.
Adam i Monika Sosnowscy próbowali naprawić rodzinne relacje. Zwrócili się o podjęcie mediacji do stowarzyszenia Pro Publico Bono. Druga strona jednak się na to nie zgodziła. Jak ocenia Stefan Kiepurski ze stowarzyszenia Pro Publico Bono, tego typu konflikty tnależą do najtrudniejszych. - Bez względu na rozstrzygnięcie któraś ze stron zawsze będzie miała poczucie krzywdy. Konflikt ze sfery sądowej przenosi się na sferę emocjonalną i prowadzi nieuchronnie do dramatów o różnym obliczu. Obie rodziny mają jeszcze wybór według stanu na dziś. Im dłużej będą trwać w sporze, tym będzie on trudniejszy do przełamania. Dziś wrogami dla siebie są brat i siostra i jeśli się nie pogodzą, swoje dzieci też nauczą nienawiści do najbliższych – mówi Kiepurski.
Bartłomiej Rząp
fot. Bartłomiej Rząp
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41