Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Historia: Bogusław Palmowski cz. 7 - wspomnienia naczelnika


W Szczytnie, tak jak i w całym kraju, pierwsze strajki wybuchły już latem 1980 roku i były reakcją na podwyżki cen mięsa i wędlin, wprowadzone przez ówczesną ekipę rządzącą Edwarda Gierka.



Milicja, ZOMO, ORMO

 

W drugiej połowie 1980 roku fala sierpniowych strajków doprowadziła do powstania NSZZ "Solidarność" - pierwszej w krajach komunistycznych, niezależnej od władz, legalnej organizacji związkowej. W Szczytnie pierwsze jej pierwsze zręby powstały w „Unimie” i stopniowo rozprzestrzeniały się na kolejne zakłady. W naszym mieście, pod bokiem reżimowej szkoły milicyjnej, powstały dość silne struktury „Solidarności”, które w pewnym momencie były silniejsze od wojewódzkich. Już w dzień po wprowadzeniu stanu wojennego, 14 grudnia 1981 roku w szczycieńskiej Unimie do strajku przystąpiło 250 pracowników.

 

Władze początkowo nie obawiały się w mieście większych rozruchów, sugerując się dość liczną liczbą mundurowych, a tych było sporo, bo oprócz milicyjnej szkoły, były jeszcze jednostki wojskowe w Lipowcu, Szymanach i Starych Kiejkutach. Zgodnie z założeniami partyjnych i wojskowych decydentów, mieli oni w przypadku wybuchu strajków i zamieszek, stanowić zabezpieczenie dla działań milicji, a tej w naszym mieście było coraz mniej ze względu na wyjazdy do pacyfikowania demonstracji na Wybrzeżu oraz w stolicy.

 

Według zachowanych z tego okresu danych, do Gdańska i Warszawy w grudniu 1981 roku ze szkoły milicyjnej w Szczytnie wywieziono wszystkie starsze roczniki w liczbie około 1500 funkcjonariuszy. Prawdopodobnie liczba ta nie dotyczyła tylko samych słuchaczy, ale i oddziałów ORMO.

 

Milicjanci i wojskowi otrzymali instrukcje, z których jedna zalecała im lokowanie swoich rodzin ze względu na ich bezpieczeństwo we wsiach i małych ośrodkach. Tym, którzy postanowili swoich najbliższych pozostawić na miejscu, zapewniono ochronę i przed domami oraz klatkami w blokach stał uzbrojony patrol wojskowy i milicyjny legitymujący każdego kto wchodził i wychodził.

 

W mieście w większej części pozostały patrole ZOMO, składające się z młodych chłopaków, uciekających przed zasadniczą służbą wojskową, którzy ją odbywali w milicyjnych mundurach, patrolując ulice i biorąc udział w pacyfikowaniu manifestacji i wystąpień społecznych.

 

„Chodzący” problem

 

Wojskowy komisarz, który z ramienia WRON zarządzał Szczytnem po wprowadzeniu stanu wojennego, według Bogusława Palmowskiego, nie miał zielonego pojęcia o pracy administracyjnej. - Może i był dobrym żołnierzem, ale do pracy w administracji na pewno się nie nadawał.

 

Zdarzyło się, że jeden z pracowników Urzędu Miejskiego zgłosił się do majora ze skargą na Palmowskiego, że nie otrzymał przydziału butów i nie może chodzić, bo spodni może i ma kilka par, ale butów miał tylko jedną. Oczywiście wcześniej był u naczelnika miasta, ale ten mu powiedział, że nie ma skąd wziąć, a swoich przecież mu nie odda. Sprawa zakończyła się oficjalnym donosem do przedstawiciela władz wojskowych na naczelnika miasta.


Reklama

 

- Była to o tyle kuriozalna sytuacja, obnażająca nieudolność poprzedniego systemu gospodarczego, ponieważ o przydziale butów dla zwykłego obywatela musiał wówczas decydować naczelnik miasta i starszy oficer w stopniu majora - konkluduje Palmowski i dodaje, że przypadła mu wówczas nawet „zaszczytna” funkcja szefa komisji, która miała ustalić gdzie i w jakiej ilości przydzielić buty dla pracowników poszczególnych szczycieńskich zakładów pracy.

 

- Może obecnie, z perspektywy czasu, problem wydaje nam się dość zabawny, ale niespełna czterdzieści lat temu naprawdę nie było nam do śmiechu - wspomina dawny naczelnik miasta i przytacza sprawę jednego z przydziałów obuwia. - Było to na początku 1982 roku i na podstawie centralnego rozdzielnika, otrzymałem przydział 300 par butów dla pracowników Unimy.

 

Być może ówczesne władze zwierzchnie chciały w ten sposób okazać swą dobroduszność w stosunku do protestujących pracowników zakładu, będący w strukturach szczycieńskiej „Solidarności” najważniejszym ogniwem. - Prawda jest taka, że było mi bardzo niezręcznie, gdy buty dotarły do Szczytna i okazało się, że nie były takie, jak sobie wyobrażałem. Oczywiście przekazałem obuwie pracownikom Unimy, gdzie okazało się, że ich robocze były lepszej jakości, niż nowe, które dostarczono.

 

Zapomniani działacze

 

Według Palmowskiego, wraz z wprowadzeniem w kraju stanu wojennego, do zatrzymania i internowania działaczy „Solidarności” doszło również i w Szczytnie. - W mieście internowano kilkanaście osób, ale moim zdaniem, nie zasłużyli na takie działania, które były skierowane wobec nich. Oczywiście były już wcześniejsze sygnały, że działacze są inwigilowani przez SB, ale tak naprawdę nikt z nich jeszcze w połowie 1981 roku nie spodziewał się, że w grudniu będzie zatrzymany, acz liczyli się z taką okolicznością.

 

Naczelnik opowiada, jak jeden z jego sąsiadów, pracownik szczycieńskiego Lenpolu, został zatrzymany i internowany w zakładzie karnym w Iławie. - Znałem go. Dobry i sumienny pracownik mający na utrzymaniu rodzinę, a była to niemała gromadka, bo miał aż cztery córki. Szkoda mi go było, gdy tam trafił.

 

Według Palmowskiego, tenże sąsiad, podczas internowania w Iławie, poznał działaczy warszawskiej „Solidarności”, którzy również tam przebywali. Gdy po jakimś czasie niektórzy z jego szczycieńskich znajomych zostali zwolnieni do domu, on w więzieniu w Iławie jeszcze pozostał. Dość dużo czasu tam spędził, bo aż półtora roku. Podupadł na zdrowiu, wskutek paradontozy stracił tam wszystkie zęby, ponadto do jego późniejszego kalectwa przyczyniła się postępująca cukrzyca i amputacja obu nóg.

 

- Szkoda mi było jego rodziny. Żona również pracowała w Lenpolu i musiała wychowywać samotnie czwórkę dziewcząt w tym trudnym dla wszystkich okresie, bo braki zaopatrzeniowe sięgnęły zenitu - opowiada Palmowski. - Towary w większości były reglamentowane i dostarczane w niewielkich ilościach. Biednej i samotnej kobiecie, ciężko było pogodzić obowiązki rodzinne jako matki, pracę zawodową i utrzymanie czterech córek. Pewnego razu przyszła do mnie do urzędu poprosić o pomoc, ale co ja mogłem zrobić? Nie miałem jakichkolwiek środków finansowych na ten cel, które mógłbym jej przyznać. Czułem się bezsilny tym bardziej, że przecież byłem znajomym i sąsiadem tej rodziny. Szkoda tylko, że o tym człowieku i jego dokonaniach w strukturach lokalnej „Solidarności” w późniejszych latach zapomniano...

Reklama

 

Unima, szpital i jeziora

 

- Mówiąc o „Unimie” w kontekście wydarzeń z początku lat osiemdziesiątych trzeba zaznaczyć, że był to zakład stosunkowo nowy i wówczas jeden z najnowocześniejszych w regionie. Decyzje o jego budowie zapadały na początku lat. 70. Jeszcze w momencie, gdy pracowałem w urzędzie powiatowym i był to 1974 rok, a dokładnie w marcu, podczas jednego z posiedzeń, omawiano właśnie tę sprawę. Według Palmowskiego, większa część produkcji w szczycieńskiej Unimie, była wysyłana do Związku Radzieckiego. Dlatego też upadek tego kraju i zmiany polityczne wiązały się również z upadkiem zakładu, ponieważ nie było już odbiorcy produkowanych podzespołów, a odbiorcy krajowi swoimi zamówieniami nie pokrywali kosztów produkcji, nie mówiąc już o zyskach.

 

Były naczelnik nie ukrywa, że w dawnym ustroju w większej części nie liczyła się jakość, jak statystyka i wyniki produkcji. - Każdy powiat chciał się na szczeblu centralnym chwalić, ile na swoim terenie posiada fabryk, pomniejszych zakładów. Po prostu - najważniejsze były liczby, te na papierze, bo czasami nijak to się miało do jakości wyrabianego towaru, aczkolwiek Unima utrzymywała w tym temacie dość wysoki poziom.

 

Mniej więcej w tym samym czasie planowano utworzenie w naszym mieście dużego szpitala subregionalnego, a połączenie okolicznych jezior nie jest pomysłem sprzed dwóch dekad, ale omawiano już ten zamiar ponad czterdzieści lat temu. - Były to trzy tematy, które partia widziała, a nawet miała w swoich planach na późniejszy rozwój Szczytna. Wiadomo jednak, że z tych trzech pomysłów, zrealizowano tylko pierwszy, czyli powstanie szczycieńskiej Unimy.

 

Opis do foto: Bogusław Palmowski podczas wystąpienia podczas posiedzenia prezydium Miejskiej Rady Narodowej w 1979 roku



Komentarze do artykułu

Dariusz Szczęsny/Warchol

Nie wiem czemu pan Palmowski nie wymienił z nazwiska śp. Pana Ciastka ,który właśnie był tym internowanymm działaczem Solidarności.W tym czasie pracowałem na wydziale przędzalni w Lenpolu i w pierwszym dniu roboczym stanu wojennego próbowałem wzniecić strajk w obronie internowanych.Bezskutecznie.W późniejszym czasie przeprowadziliśmy zbiórkę pieniędzy dla Pana Ciastka,którą miał przekazać żonie ksiądz z jednej parafii.Następnej zbiórki już nie było, pracownicy byli już otumanieni komunistyczną propagandą ,,,o darach z zachodu ,, dla internowanych i że ,żyje się im lepiej jak nam.

Stanisław

im dalej od tamtych czasów, tym więcej \"bochaterów\".

EMERYT

Pan Palmowski narzeka na ówczesną władzę , ale ON był tą władzą. Należał do partii. Był naczelnikiem miasta. Przecież nie został by nim gdyby nie był wobec tej władzy spolegliwy. To Pan był władza Panie Palmowski i nie ma co się wybielać.

tadeusz

Jaki biedny ten Pan Palmowski, niewinny, nic nie mógł zrobić a tak mu szkoda było ludzi. Nie wiem czy ktoś jeszcze w takie opowiadania uwierzy. Trzeba stanąć w prawdzie! Nie mam nic przeciwko temu Panu ale \"szarości\" jeżeli w ogóle występowały to występowały na zwykłych niższych stanowiskach. Ktoś kto był na tak eksponowanym stanowisku jakim jest Naczelnik w mieście był po stronie tamtego systemu i powinien mieć odwagę to powiedzieć! W przypadku tego Pana widzę że brak jest takiej podstawowej odwagi. Szkoda!!

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama