Poniedziałek, 6 Luty
Imieniny: Amandy, Bogdana, Doroty -

Reklama


Reklama

Baba&Jaga... czyli pani Barbara pełna pasji


Nie wierzy w przypadki. Wie, że na swojej drodze spotykamy ludzi, którzy są nam pisani. Każdego dnia inspiruje młodzież, którą uczy języka polskiego w „Sobiechu”. Barbara Drażba do Szczytna trafiła dzięki miłości. Tu realizuje swoje pasje, którymi chętnie dzieli się z innymi. Gimnastyka słowiańska, którą prowadzi to przestrzeń dla kobiet, które chcą odkrywać siebie.



O tym, że pierwsze wrażenie może być błędne przekonałam się na własnej skórze, gdy spotkałam panią Barbarę Drażbę, moją nową nauczycielkę języka polskiego. Po pierwszej lekcji myślałam, że ta znajomość może skończyć się tylko tragicznie. A dla ucznia tragicznie oznacza tylko jedno... Dzisiaj wiem, że byłam w błędzie.

 

Do Szczytna trafiła z miłości, zakochała się w niesamowitym leśniku. fot. Radek Nowacki

 

Do Szczytna trafiła z miłości

Pani Barbara Drażba jest nauczycielką języka polskiego w Zespole Szkół nr 3 im. Jana III Sobieskiego w Szczytnie. Powiedzieć o niej polonistka to wielkie niedomówienie. Jest to osoba pełna pasji, z niezwykłą umiejętnością rozbudzania zainteresowań w innych. Nie jest rodowitą szczytnianką. Nasze miasto na swój dom wybrała z powodu miłości.

 

- Zakochałam się w pewnym niesamowitym leśniku – mówi. - Gdy przyjechałam do Szczytna, praktycznie nikogo nie znałam, a dzisiaj dookoła mam cudownych ludzi, z którymi uwielbiam się spotykać – opowiada. - Po prostu miasto przyjęło mnie bardzo ciepło.

 

Obcokrajowcy są wyzwaniem

Język polski z pewnością jest jedną z pasji pani Barbary. Studiowała filologię polską oraz glottodydaktykę. Ta trudno brzmiąca nazwa to nic innego jak uczenie obcokrajowców języka polskiego.

Zajęcia z gimnastyki słowiańskiej pozwalają zwolnić i odnaleźć w sobie pokłady kobiecości. fot. Justyna Rolka

 

- Bardzo mi się to spodobało. Jest to coś innego – opowiada. - Bywa wyzwaniem, bo pracujemy z osobami z różnych państw, które są w jednej grupie i nie używamy języka pośredniego, jak angielski. Dzięki temu mogłam w jednej grupie pracować z Włochami, Francuzami, Hiszpanami czy Rosjanami. Obecnie pracuje z Ukrainkami, które do Szczytna przyjechały po wybuchu wojny. Nie ukrywa, że jest to wyzwanie, ale jednocześnie widzi w tym szansę i możliwość poznawania inspirujących ludzi, zgłębiania ich kultury.

 

- Pierwsze doświadczenia z nauką obywateli Ukrainy miałam jakieś sześć lat temu, w Suwałkach, gdzie jeszcze przed wybuchem wojny, mieszkało sporo obywateli tego kraju – opowiada. - Panie, z którymi pracuję, mimo dramatu, który je dotknął, mają w sobie siłę. Lubię ich słuchać i mam nadzieję, że z tych lekcji wynosimy wszystkie więcej niż to, co zapisujemy w zeszytach.

 

Energię czerpie od uczniów

Praca w szkole jest dla niej bardzo ważna. Wierzy w swoich uczniów i mówi, że są bardzo utalentowani, a z pracy z młodzieżą czerpie nie tylko satysfakcję, ale również energię.

 

- Wierzę, że na naszej drodze spotykamy ludzi, którzy są nam pisani. Moi uczniowie mnie inspirują i uczą radości życia. Niezwykłe jest to, jak bardzo są ambitni – mówi.

 

Te relacje często ją wzruszają, a niezwykle ceni sobie w nich to, że młodzi ludzie dzielą się z nią tym, co odkrywają. Zawsze stara się przeczytać czy obejrzeć polecane przez nich książki lub filmy.

 

Jest wiele rzeczy, które chciałaby im przekazać. Jedna jest dla niej szczególna.

 

- Chcę, żeby wiedzieli, że świat jest otwarty, a ludzie dobrzy, że marzenia można spełniać - mówi.

 

Podkreśla, że dzięki temu, że jesteśmy różni, możemy odkrywać i się od siebie uczyć. Patrząc na dzieciaki boi się jednego, że świat będą postrzegać jako zagrożenie.


Reklama

 

- Chcę, żeby wiedzieli, że stoję za nimi, że mogą na mnie liczyć i będę się szalenie cieszyć ich sukcesem – podkreśla. - To wyjątkowe uczucie móc schować się za swoim uczniem i widzieć, gdy sięga po swoje marzenia. Wspierać go w tym, dodawać otuchy.

 

Aktywność fizyczna i sport dla Basi Drażby są ważną częścią życia.

 

 

W dzisiejszym świecie widzi wiele zagrożeń, szczególnie to, gdy przestajemy być dla siebie życzliwi.

 

- Trzeba nauczyć młode pokolenie, by nie rywalizowało za wszelką cenę, a wspierało się i współpracowało. Przez powiedzenie komuś komplementu niczego nam nie ubędzie, a jak drugiej osobie pokażemy, że ją doceniamy, ona może rozkwitnąć – wyjaśnia pani Barbara.

 

Ciekawość przyniosła pasję

- Lubię być uczniem – zaznacza. - Zdobywanie wiedzy sprawia mi ogromną radość, może dzięki temu też jest mi trochę łatwiej odnaleźć się w pracy w szkole.

 

Dyplom nadający tytuł magistra nie jest jedynym, którym może pochwalić się Barbara Drażba. Jest również logopedą. O zdobywaniu wiedzy w tym kierunku zadecydowało jej osobiste, zbyt dźwięczne „r” oraz to, że chciała pracować nad swoim kompleksem.

 

- Dziś nie jest to dla mnie już problemem – mówi. - Gdy prowadziłam zajęcia z dziećmi w gabinecie, to często one wychodziły ode mnie i mówiły lepiej niż ja i to bardzo mnie cieszyło.

 

Ta potrzeba poszerzania wiedzy dotyczyła również aktywności fizycznej. Po lekcjach prowadziła zajęcia w klubie fitness, którego jest instruktorką. Aby jednak nie było zbyt nudno, ukończyła także kurs instruktora jogi dla dzieci. To właśnie w tej przestrzeni pojawiło się coś, co zmieniło jej postrzeganie aktywności. Gimnastyka słowiańska, która skradła jej serce.

 

- Usłyszałam tę nazwę i tak mnie zaciekawiła, że od razu poszłam na zajęcia – opowiada. - Było to dla mnie zupełnie nowe i niezwykłe przeżycie.

 

Pozwólmy sobie na łagodność

Niektórzy, próbując wytłumaczyć, czym jest gimnastyka słowiańska, nazywają ją słowiańską jogą. . Nie robi się tu nic na siłę, pozwala się na łagodność, a przede wszystkim pozbywa się napięć, które gromadzą się w ciele kobiety.

 

- Mamy zwolnić, nie siłować się ze sobą – opowiada. - Po pierwszych zajęciach pomyślałam, że też tak chcę. Zwłaszcza że do tej pory, gdy prowadziłam fitness, często mówiłam paniom "wciągnij brzuch", "zepnij pośladki", a tu tego nie ma. Trzeba sobie po prostu odpuścić.

 

Droga od fitnessu do gimnastyki słowiańskiej to zmiana i rozwój pani Basi. Przyznaje, że trochę tęskni za fitnessem, ale wie, że dzisiaj poprowadziłaby go zupełnie inaczej.

 

Jej własne muminki

Gdy pani Barbara przeprowadzała się do Szczytna, towarzyszyły jej dwa ukochane psy rasy bulterier. Zaznacza przy tym, że rasa ta była wykorzystywana chociażby w dogoterapii.

 

- Jaga i Bazyliszek. Chociaż budzą dużo skrajnych emocji ze względu na swój wygląd, to ja nie widzę w nich grozy – opowiada. - Uwielbiają dzieci i są łagodne, a mi przypominają muminki.

 

Miłość do zwierząt wyniosła z domu rodzinnego, w którym od zawsze było ich sporo. To rodzice, którzy pod swój dach często przygarniali bezdomne zwierzaki, pokazali pani Basi, że warto mieć przy sobie czworonożnego przyjaciela.

Reklama

 

- Teraz nie wyobrażam sobie życia bez psów – podkreśla.

 

Pierwsza była Jaga. Suczka z ogromnymi pokładami energii okazała się doskonałą towarzyszką w aktywnym spędzaniu czasu. Razem biegały po lasach, brały udział w licznych zawodach. To zainspirowało nauczycielkę do założenia profilu na Facebooku „Baba&Jaga”, na którym publikowała fragmenty ich wspólnego życia zatrzymane w kadrach.

 

- Przyszedł jednak czas, w którym Jaga miała już mniej energii, a aktywność przestała sprawiać jej taką radość jak na początku naszej wspólnej drogi. - Dzisiaj jest już starszą panią, która zdecydowanie od ciągania opony woli wygrzewać się przy kominku – mówi. - Gdy odpuściłyśmy intensywną aktywność fizyczną, musiałam zrobić coś z naszą stroną w mediach społecznościowych, a że wtedy w moim życiu pojawiła się gimnastyka słowiańska, rozwinęłam jej nazwę i pokazuję trochę inną stronę mojego życia.

 

Transformacja zapisana w kadrach

Każdy, kto zajrzy na stronę Fb Baba&Jaga – gimnastyka słowiańska będzie miał okazję zobaczyć, jak wyglądała transformacja pani Barbary.

 

Dzisiaj w jej domu mieszka Bazyliszek, którego nigdy nie ciągnęło do aktywności fizycznej, zdecydowanie lepiej sprawdza się jako "pies medytacyjny".

 

- Bazyl doskonale odnajduje się przy dźwiękach mis tybetańskich – mówi z uśmiechem pani Barbara.

 

Jest również Amarog, husky, który w jej życie wkroczył wraz z ukochanym mężczyzną. Dzisiaj wspólnie spędzają czas na długich spacerach. - Całą watahą wybieramy się do lasu i pokonujemy spore dystanse, jest to aktywność, która psom i nam sprawia ogromną radość

 

Sukces to...

Pani Barbara zapytana o sukcesy po chwili zastanowienia odpowiada:

 

– Kiedy jeszcze pracowałam w gimnazjum, otrzymałam to samo pytanie. Moim sukcesem było to, że na koniec nauki, jeden z trójkowych uczniów powiedział mi, że lektur wprawdzie nie czytał, ale sięgał po wszystkie książki, które polecałam na lekcjach. Fakt, że otworzył się na literaturę i znalazł przyjemność w czytaniu jest sukcesem – opowiada.

 

Podkreśla również, że ważnym osiągnięciem jest dla niej to, że na zajęcia z gimnastyki słowiańskiej przychodzi wiele różnych kobiet. Pozwalają sobie na zrzucenie szpilek i odkrycie siebie samych.

 

- Jest to piękne, gdy kolor czarny, do tej pory dominujący w szafie, zamieniają na kolorowe, kwieciste sukienki – opowiada.

 

Marzy od dobrej przestrzeni

Barbara Drażba ma chyba tyle marzeń co energii. To, co w nich jest wyjątkowe, to wciąż chęć bycia z drugim człowiekiem i dzielenia się z nim ważnymi dla niej rzeczami.

 

- Na dzisiaj moim marzeniem jest stworzenie w Szczytnie przestrzeni do gimnastyki słowiańskiej, warsztatów artystycznych, na których wraz ze swoimi przyjaciółmi i wyjątkowymi artystami mogłabym się dzielić pasjami i pokazywać, jak różnorodna może być twórczość – podsumowuje.

 

Maria Piątkowska



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama