Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

„Antoniówka” pana Antoniego i pani Jadwigi


Trelkówko to niewielka miejscowość w gminie Szczytno. Od 2003 roku istnieje tu gospodarstwo agroturystyczne. Założone przez małżonków Jadwigę i Antoniego Świetlikowskich w czasie, gdy oboje, po latach pracy, bardziej zasłużyli na emerytalny wypoczynek niż ruszanie na nową drogę życia. Skąd pomysł i jak się rozwijał? O tym i paru innych sprawach, rozmawiam z Antonim Świetlikowskim.


  • Data:

Zatem... skąd pomysł?

 

Gdy Krzysztof Jasiński budował swoją posiadłość w Gromie, tuż przed krajową reformą ustrojową, pomagałem mu i wiejskie życie zaczęło mi się podobać. Kupiliśmy więc z żoną działkę w Trelkowie. Kolejne trzynaście lat budowaliśmy dom, w którym, zgodnie z początkowym pomysłem, miała też mieszkać nasza córka, ale że jej mąż od rodziców otrzymał gospodarkę w Małdańcu, to zrodził się problem – jak zagospodarować dom. I tak, od słowa do słowa, od pomysłu do pomysłu, powstało nasze gospodarstwo. Nasze, chociaż szefową jest moja żona – Jadwiga. Warto chyba wspomnieć, że gdy my kupowaliśmy tę półhektarową działkę, znajomy, który miał do dyspozycji dokładnie tyle samo gotówki co my, kupił kolorowy telewizor. Córka chciała kamerę, żeby nagrywać jej pływackie sukcesy sportowe, ale... na kamerę mieliśmy za mało kasy. Dziś aż trudno sobie wyobrazić, że niespełna 30 lat temu takie były absurdalne relacje cenowe.

 

To faktycznie ciekawostka i dziś rzeczywiście aż nie do uwierzenia. Ale sama działka to mało. Od działki do gospodarstwa jakaś droga musiała być pokonana. Było prosto?

 

Nie całkiem. Sam pomysł to mało. Agroturystyka wymaga czegoś więcej, czegoś, czym można zachęcić turystów, bo przecież o to chodzi. Nam pomogło to, że mamy do wyłącznej dyspozycji maleńkie jezioro. Trzy hektary wody to nie za wiele, ale że ryby, wędkarstwo i wszystko co się z tym wiąże, to niejako moje drugie „ja”, więc postanowiliśmy to połączyć. Wykorzystać tę naszą wodę i moją wędkarską wiedzę i pasję.

 

Wielu wędkarzy znam, ale niekoniecznie wiąże się to z dogłębną wiedzą o rybach...

 

W moim przekonaniu – musi. Jak się dużo o rybach wie, wtedy łatwiej o wędkarskie sukcesy. A ja mam chyba wszystkie możliwe medale i odznaki, puchary itp. z różnych zawodów.

 

Podobno każdy wędkarz wręcz musi się pochwalić swoim najważniejszym sukcesem czyli największym złowionym okazem. Jaki jest twój?

 

A ja mam odmienne pojęcie sukcesu. Z największym węgorzem, jakiego udało mi się złowić, trafiłem na okładkę „Wiadomości Wędkarskich”. Zaczęło się od wizyty na Mazurach naczelnego tego miesięcznika, który stacjonował nie tak daleko od nas, ale nic nie mógł złowić. Zadzwonił więc do mnie. A ja już wiedziałem gdzie go zawieźć i jak łowić, by były efekty. I wtedy właśnie „trafiłem” tego okładkowego węgorza.

 

Skąd to wędkarskie upodobanie?

 

Trwa od czasu, gdy miałem 7 lat, czyli od... 60 lat. Ryby łowił mój ojciec i mu towarzyszyłem. Było nas w domu czterech „budrysów”, ale tylko ja chwyciłem tego bakcyla. Mogłem nad wodą lub na lodzie spędzać każdą wolną chwilę. I spędzałem. Tyle lat doświadczenia to nie tylko samo łowienie ryb, ale też wiedza o tym. I ta właśnie wiedza zaowocowała „agroturystycznym” pomysłem na hasło i usługi: „profesjonalne doradztwo i przewodnictwo wędkarskie”.

 

To jakieś szczególne umiejętności terenowe? Obejmują jakieś akweny czy jak?

 

Przewodnikiem jestem na jeziorze Sasek Wielki czyli na tym, przy którym zlokalizowane jest nasze gospodarstwo. Doradzam przede wszystkim naszym gościom, a okazuje się, że tego właśnie ludziom potrzeba. Wiem dokładnie: kiedy, gdzie i jak należy łowić, by połączyć wypoczynek z zadowoleniem i emocjami. Tak zwane „moczenie kija” to oczywiście świetny relaks, wyciszenie na łonie natury, ale jak się siedzi wiele godzin bez efektu, to zamiast cieszyć, zaczyna stresować. Zabieram więc gości w takie miejsca na jeziorze, gdzie mogą się zrelaksować od codziennych spraw, ale jednocześnie poczuć dreszczyk emocji, gdy zdarzy się „powalczyć” z jakimś godnym okazem. Wędkarstwo podlodowe – to oczywiście już każde jezioro w okolicy. Uaktualniłem też mapę batymetryczną jeziora Sasek Wielki, wspólnie z kolegą wędkarzem Franciszkiem Oleksiakiem. Mapa pokazuje głębokości dna jeziora, bo dla wędkarzy bardzo ważne są podwodne górki. Na tej mapie wskazanych jest ich około 40.


Reklama

 

Czemu te górki są ważne?

 

Bo wokół takich nierówności dna gromadzą się ryby drapieżne. Dzięki takiej mapie wiadomo, gdzie je łowić.

 

A jest co łowić?

 

Nie jest aż tak źle jak niektórzy twierdzą, chociaż istotnie, zauważalny jest spadek ilości ryb. Głównym winowajcą, w moim przekonaniu, są kormorany. Niby taki jeden ptak zjada tylko pół kilograma ryb dziennie, ale jak się to przeliczy na okres żerowania i na liczbę tych ptaków, to już się robi bardzo dużo.

 

Wróćmy do gospodarstwa. Wystarczyło te pół hektara?

 

Ależ mamy sporo mniej. Żeby móc się wybudować, podzieliliśmy ten grunt na parcele i część sprzedaliśmy. Teraz mamy już tylko 30 arów, ale za to chyba maksymalnie zagospodarowanych. Większość albo i wszystko, co posiadamy, robiłem samodzielnie, własnymi rękoma. Przyjmujemy letników w dwóch przystosowanych dla nich apartamentach: jednym 6-osobowym i jednym 4-osobowym. Wygospodarowaliśmy je w tym domu, który budowaliśmy 13. lat.

 

I to wystarcza?

 

Oboje jesteśmy emerytami. Agroturystyka to dodatkowy dochód, bardziej pasja i szansa poznania fantastycznych ludzi. Mieliśmy gości z wielu różnych stron świata. Odwiedzili nas Polacy z Australii, gościliśmy lekarzy z Mongolii, ludzi z Portugalii, z Holandii... Z Europy to chyba ze wszystkich krajów.

 

Czy są wśród nich stali goście, którzy przyjeżdżają od lat?

 

Nie brakuje nam „recydywistów”. Przyjeżdżają od 15 lat co roku. To już przyjaciele, a nie klienci. Podobnie np. małżeństwo z Wielunia i parę innych osób. To ludzie, którzy przyjeżdżają tu autentycznie odpocząć. Nie interesuje ich zwiedzanie, bo nie o to chodzi. Oni zwykle już byli i widzieli wszystko to, co chcieli zobaczyć i zwiedzić. Teraz po prostu chcą się całkowicie oderwać od zwykłej codzienności. Przyjeżdżają więc do nas. Wiedzą czego się spodziewać. Są domownikami. Czasem jest nawet tak, że my wyjeżdżamy, bo akurat coś nam wypada, i to nie na godzinę, a na dzień czy dwa, goście zostają sami i nikomu to nie przeszkadza.

 

Czy taka forma prowadzenia agroturystyki jest jakoś honorowana, nagradzana?

 

Tydzień temu wspominaliście o „słoneczku” przyznanym przez Polską Federację Turystyki Wiejskiej gospodarstwu z Wawroch. Te „słoneczka” to coś takiego jak gwiazdki dla hotelu, z tym że my możemy jednorazowo być wyróżnieni tylko trzema. Nasza „Antoniówka” ma właśnie maksymalną liczbę tych „słoneczek” i rekomendację jakości od 2017 aż do 2021 roku. Nie chciałbym się chwalić za bardzo, ale warto chyba podkreślić, że na sto gospodarstw słoneczka (nie znaczy że maksymalną liczbę) otrzymuje siedem czy osiem.

 

Z tego co wiem, masz czas także i na inną działalność. Ostatnio związałeś się z KOD-em.

 

To prawda. KOD-u właściwie już nie ma, ale poglądów nie zmieniłem. Nie wiem, czy to kwestia nad którą należy się rozwodzić. Ale skoro pytasz, to odpowiem. Uznałem po prostu, że nie mogę się zgodzić na łamanie konstytucji, łamanie prawa, na działania, które są po prostu niesprawiedliwe i nieuczciwe wobec milionów ludzi. Mam niemal 70 lat. Urodziłem się w 1950 roku. Czy to moja wina, że żyłem i pracowałem w określonym czasie, w określonej rzeczywistości, w określonym ustroju? Jak zresztą miliony innych ludzi, młodszych ode mnie i starszych. Po prostu pracowali, budowali domy, produkowali w fabrykach, pilnowali porządku, strzegli granic czy łapali przestępców. My, powojenne pokolenie, robiliśmy dokładnie to samo, co robią dziś miliony naszych dzieci. Żyliśmy i pracowaliśmy w określonej, niejako nabytej z góry rzeczywistości. A może nawet robiliśmy coś więcej i lepiej, a już na pewno inaczej, bo tylko w kraju i tylko dla kraju, nawet jeśli wcale nie było nam łatwo. Młodzi nazywają nas dziś „komuchami” za tę pracę i życie, a co sami zrobili, co robią? Jak im jest trochę za trudno, wyjeżdżają za granicę. Jak trzeba coś zrobić, to nie interesuje ich to, że jest taka potrzeba ogólna, społeczna, ale pytają: „za ile”? Dziś eksponuje się słowo „patriotyzm”. Czy ktoś potrafi mi udowodnić, że lepszym patriotą jest ten, kto zrobi coś dla kraju, jak mu za to zapłacą, czy ten, kto robił i robi, bo czuł, że tak trzeba, właśnie dla kraju, a nie wyłącznie dla siebie?

Reklama

 

Zważywszy na aktualną rzeczywistość co bardziej cię zajmuje: protestowanie przeciwko tej rzeczywistości czy ryby?

 

Ryby. Zawsze i wszędzie. Ale sam ryba nie jestem, więc „mam głos” w odróżnieniu od nich. A skoro mam, to muszę z niego korzystać. Bo nie jest tak, że głos jednego szarego człowieka nie ma znaczenia, a ten szary człowiek nie ma na nic wpływu. Tysiące, miliony pojedynczych głosów muszą być usłyszane. Kwestia co najwyżej – kiedy.

 

Nie obawiasz się, że rodzące się rozłamy społeczne, konflikty międzyludzkie wywołane przez różnicę poglądów zniechęca np. do waszego gospodarstwa tych gości, którzy akurat inaczej postrzegają współczesną rzeczywistość?

 

Jak dotychczas nie odczuwamy problemów z liczbą klientów. Mamy zajęte terminy na wiele miesięcy do przodu. Pokusiłbym się o twierdzenie, że im trudniejsza sytuacja, im bardziej stresowa, tym ludzie mają większą potrzebę i konieczność oderwania się od tej rzeczywistości chociaż na trochę. A my tu w Trelkówku, w ciszy, nad wodą, taką możliwość gwarantujemy. I gwarantujemy ryby dla miłośników wędkarstwa. Bo nie daje się ich złapać tym, którzy nie wiedzą, jak i gdzie to robić. A ja wiem. I ta moja wiedza przysparza naszemu gospodarstwu gości i przyjaciół. Bo ja kocham ryby i ich łowienie. A z pasjami i poglądami jest tak właściwie podobnie: trzeba być po prostu uczciwym, wierzyć w słuszność tego, co się robi i robić to dobrze. To chyba podstawowa recepta na sukces.



Komentarze do artykułu

Aleks

Wszystko ładnie pięknie tylko nie ten KOD. Szkoda że ludzie są tak naiwni żeby tego typu organizacje wspierać.

ZDZISŁAW WOLTON

JUŻ MIAŁEM REZERWOWAĆ POBYT, A TU ,JESTEM CZŁONKIEM KODU.TOTALNY OBCIACH.

Michal Bukowski

Jesteśmy 4 raz cudowne miejsce Pani Jadwiga i Pan Antoni to cudowni wspaniali ludzie. To zaszczyt znać TAKICH ludzi.

Bogusia

Wspaniały wywiad. Mądre odpowiedzi. Bardzo życzliwe małżeństwo. Pozdrawiam:)

Gabi

A ryby z powrotem do jeziora.

Lidia

Wspaniali ludzie, cudowne miejsce. Kto raz tu był będzie tęsknił za nimi już zawsze...

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama