Poniedziałek, 15 Kwiecień
Imieniny: Adolfiny, Odetty, Wacława -

Reklama


Reklama

Walka o życie w cieniu wezwań do... bólu głowy


Trzy razy dramatyczną walkę o ludzkie życie przeprowadzili strażacy. Musieli zastąpić ratowników medycznych, którzy byli na innych wyjazdach. W Prusowym Borku ratowali 36-latka, w Wielbarku 72-latka, a w Szczytnie 73-latka. We wszystkich przypadkach doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Ratownicy medyczni byli na innych wyjazdach. W jednym przypadku był to wyjazd do... bólu głowy.



Grzegorz Achrmeczyk, szef szczycieńskiego pogotowia ratunkowego nie kryje rozgoryczenia i zdenerwowania, do jakich przypadków wzywane jest pogotowie ratunkowe.

 

- Zabrzmi to brutalnie, ale taka jest prawda. Bywa, że pacjenci oszukują dyspozytora i bezpodstawnie wzywają nas do bólu głowy, brzucha, czy innej dolegliwości, którą powinien podjąć lekarz rodzinny – mówi. - Zdarzało się, że pojechaliśmy do pacjenta, który stwierdził, że mamy mu wypisać receptę. Takich rzeczy nie robimy oczywiście. Był przypadek, że ktoś chciał transportu z domu do szpitala. Takie przypadki można mnożyć – dodaje ratownik. - Ale proszę pamiętać, że takie wezwania odbierają komuś szanse na życie.

 

Idealnym przykładem są trzy ostatnie przypadki wyjazdów, do których zamiast ratowników medycznych musieli pojechać strażacy. Tak było 30 stycznia w Prusowym Borku, 2 lutego w Wielbarku i 5 lutego w Szczytnie.

 

We wszystkich tych wezwaniach doszło do nagłego zatrzymania czynności życiowych. We wszystkich przypadkach cztery karetki z naszego powiatu uczestniczyły w innych zdarzeniach.

 

W Prusowym Borku zasłabł młody, bo zaledwie 36-letni mężczyzna.

 

- Było to nagłe zatrzymanie krążenia – mówi kapitan Łukasz Wróblewski z KP PSP w Szczytnie. - Mężczyzna znajdował się na III kondygnacji budynku, jego klatkę uciskali jego bliscy.


Reklama

 

Strażacy przejęli reanimację. Prowadzili ją na zmianę dowódca działań kpt. Grzegorz Bakuła oraz mł. asp. Rafał Głowacki, ogn. Gabriel Łomiak, st. ogn. Krzysztof Więcek, ogn. Arkadiusz Górski, st. ogn. Krzysztof Ważny i st. ogn. Dariusz Wiśniewski. Jednocześnie zdecydowano się wezwać śmigłowiec LPR.

 

36-latek miał nieco „szczęścia”, bo wśród strażaków byli doświadczani ratownicy medyczni. Udało im się przywrócić mu czynności życiowe. Śmigłowcem został przetransportowany do szpitala w Olsztynie. Niestety, jego stan był krytyczny.

 

Gdy trwała walka o życie 36-latka jedna z karetek z naszego powiatu jechała do pacjentki z... bólem głowy.

 

- Tego nie mogę potwierdzić, bo obowiązuje mnie tajemnica – mówi Grzegorz Achremczyk, szef szczycieńskiego pogotowia. - Niestety, ale i takie zgłoszenia się zdarzają. Nie możemy tam nie pojechać. Dopiero na miejscu okazuje się, że powód był błahy i spokojnie mógł zająć się tym na przykład lekarz POZ. Podkreślę raz jeszcze, z pełną odpowiedzialnością. Wzywajmy pogotowie ratunkowe, ale z głową, bo w innym przypadku komuś odbieramy szanse na życie!

 

Do podobnych zdarzeń doszło 2 lutego w Wielbarku. Tam strażacy pojechali na ratunek 72-letniemu mężczyźnie z ulicy Nowowiejskiego. Zasłabł. Gdy strażacy dotarli na miejsce wezwania mężczyzna nie miał już funkcji życiowych. Mimo próby reanimacji nie udało się go uratować.

Reklama

 

Do podobnego zdarzenia doszło w Szczytnie przy ulicy Nauczycielskiej, 5 lutego. Tam strażacy zamiast ratowników ruszyli na pomoc 73-letniemu mężczyźnie, któremu zatrzymało się krążenie. Niestety, w tym przypadku również nie udało się uratować życia.

 

Szczycieńscy ratownicy medyczni rocznie wyjeżdżają do zdarzeń około 7 tysięcy razy.

 

- W nagłych przypadkach czas udzielenia pomocy jest najważniejszym elementem – mówi Grzegorz Achremczyk. - Ważne jest, aby przy zgłaszaniu słuchać dyspozytora i wykonywać jego polecenia, bo karetka jest już wysłana, ale pozostając na telefonie słyszymy instrukcje, co robić, jak wykonać masaż serca, reanimować, jak ułożyć...

 

- Działania ludzi, którzy są na miejscu, gdzie jest osoba potrzebując pomocy mają fundamentalne znaczniej – dodaje starszy kapitan Łukasz Wróblewski. - Strażacy, czy ratownicy nie zjawią się tam natychmiast, dojazd zajmuje cenne minuty, które trzeba wykorzystać.

 

- Nie bójmy się pomagać – apeluje Achremczyk. - Najlepszy ratownik to ten, który jest najszybciej i najbliżej osoby potrzebującej pomocy – instruuje.



Komentarze do artykułu

Biala

Tylko do wezwania do bólu głowy też może być potrzebna karetka roznesa bóle głowy które mogą powodować udar wylew nie można tego też bagatelizować.Rzeczywuscue zbieg okoliczności 3 chorych raz na jakiś czas Sue trafi nie którzy ratownicy nie powinni pracować pogotowiu nie mają podejście do człowieka wcale sama byłam tego przykładem a w szpitalu pracują kliki które traktują szpital hak swój własny tak jest na dorze jest Pan który ubrany jest w kolorowe ubranie i wyciachanego polara nie zanurzy mężczyzna hamowate odżywki ze nie jest Sue na plaży wygłaszanie swoich mądrości okropny człowiek mam zamiar przejść się do administracji w sprawie tego pana 2 razy trafiłam na tego idiote

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama