Co roku przejmuje władzę nad Szczytnem na prawie trzy dni i noce. Nie jest despotą, nie wykorzystuje swoich uprawnień. Gdyby jednak zliczyć wszystkie te dni przez lata pełnienia funkcji, to pewnie uzbierałaby się cała, prawdziwa kadencja. Mowa - oczywiście – o Jurandzie. Tadeusz Piórkowski wciela się w tę literacką postać już... Zresztą, niech sam opowie.
Zatem, to ile już lat jesteś Jurandem?
Sam dokładnie nie pamiętam. Zaczęło się pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, kiedy dyrektorem Miejskiego Domu Kultury był niestety, nieżyjący już, Eugeniusz Ozga. On to wymyślił, by przy okazji ówczesnych Dni Szczytna, które odbywały się w maju, zrobić taki powrót Juranda do Szczytna. Znaliśmy się towarzysko, Gienek „rzucił” mi ten pomysł, mi się spodobał i tak to się zaczęło. Nawet od samego początku mieliśmy stroje z właściwej epoki, bo w MDK-u działał wtedy teatr, była garderobą ze sporą liczbą różnych scenicznych strojów. Przy trzecim czy czwartym wjeździe zrobiliśmy nawet w fosie bardzo fajny turniej rycerski. Myślę, że wśród mieszkańców Szczytna jest wiele osób, które pamiętają szczegóły tych początków i może swe wspomnienia przekażą „Tygodnikowi” (czekamy – mail: biuro@tygodnikszczytno.pl – przyp. red.).
I tak nieprzerwanie?
Szczerze mówiąc nie pamiętam, jak to wyglądało w czasie stanu wojennego. Wydaje mi się, że Dni Szczytna były, ale może mi się tylko wydawać. Na pewno miałem roczna przerwę, kiedy na początku wieku, bodaj w 2002 czy 2003 roku miasto wymyśliło, że zmieni formułę na nowoczesną i Jurand (nie ja) wjechał na czele kawalkady motocykli. To się jednak nie przyjęło, skoro rok później znów przyjmowałem na scenie klucz od bram grodu. I jeszcze jedną przerwę miałem – w 1998 roku bodaj, po operacji kręgosłupa nie mogłem dosiadać konia, a Jurand przecież musiał być. I był – zastąpił mnie znajomy... ksiądz aż z Białej Piskiej. Poznaliśmy się ze dwa lata wcześniej, podczas jakichś uroczystości na Polach Grunwaldzkich, w których brały też udział moje konie. A że on był kawalerzystą, miłośnikiem koni, to na moją prośbę przyjechał do Szczytna, by odegrać rolę Juranda.
Formuła jednak się zmienia. Od dwóch czy trzech koni i paru giermków do solidnego orszaku...
O tak. O tym zapomniałem. Scenariusz otwarcia i zamknięcia Dni i Nocy jednak się zmieniał. Często były wprowadzane jakieś zmiany, które miały do wydarzenie uatrakcyjniać. I sam orszak rzeczywiście co roku się rozrasta, coraz więcej osób w nim uczestniczy. Z przemarszu Juranda przez Szczytno robi się powoli taki ogólny happening, którego celem jest – za każdym razem – zapraszanie do uczestnictwa w tymże orszaku dla wszystkich, żeby był to taki radosny moment dla każdego.
Jak się rządzi miastem?
Myślę, że trudno, gdybym naprawdę miał się w rolę włodarza miasta wpasować, szczególnie w te świąteczne dni. To czas wyjątkowej mobilizacji. Nie chciałbym władać grodem na stałe, na pewno nie. Nawet organizatorem święta też nie chciałbym być. Niezależnie od tego, ile osób i jak często narzeka, a przecież malkontentów nie brakuje, to od strony organizacyjnej, logistycznej, to ogromne przedsięwzięcie. Osobiście jestem dla organizatorów, a szczególnie dla Andrzeja Materny dziś, a dla poprzednich dyrektorów MDK-u kiedyś – pełen podziwu i uznania.
Nie nudzi ci się bycie Jurandem?
Jakoś nie. Tak się przyzwyczaiłem, że traktuję to jako swój obowiązek. Wiek już zacny, bo 55 lat to nie tak mało, ale dopóki sił wystarczy, będę tych kluczy od miasta pilnował. I mam nadzieję, że ta tradycja Jurandowa zostanie w rodzinie, że po mnie, gdy nadejdzie czas, tę rolę przejmie mój syn. Moi dwaj synowie uczestniczą w orszaku, oczywiście konno, córka – prawie 13-letnia, też ma na to wielką ochotę i pewnie pojechałaby już w tym roku, ale akurat w tym czasie będzie na zawodach jeździeckich. Następnym Jurandem w rodzinie Piórkowskich będzie zapewne mój średni syn – dziś 23-letni Aleksander, młody i pragmatyczny, ale konie lubi i jeździć na nich też, jest nawet instruktorem jeździectwa. Z moich latorośli największą konną pasjonatką jest córka, ale chyba nie da się tak zmienić literackiej prawdy, by Juranda przerobić na Jurandę.
A gdzie inni? Krzysztof Daukszewicz? Stoklosa? Agnieszka Frączek autorka książek dla dzieci, która podobnież mieszka tu już na stałe?
Marcin
2026-04-09 06:19:53
Jak to dobrze ,że nikt nie szedł . Taka patologia jeździ nie myśli zero rozumu . Dalej będzie to ich to samo. Brak słów
Pani
2026-04-07 16:45:19
Polaków mało, bo się nimi pomiatało, więc przestali się mnożyć. Dużą zasługę mieli tu pracodawcy, którzy zalegali z wynagrodzeniem za pracę i szydzili: NIE PODOBA CI SIĘ, TO WON. NA TWOJE MIEJSCE DZIESIĘCIU CHĘTNYCH!!! No i mają.
kto winien?
2026-04-06 15:51:43
To było już od 20 lat wiadomo, jakie podjęto działania aby zmienić ten trend przez lokalne władze - żadne a sytuacja z roku na rok jest gorsza i będzie
HTB
2026-04-05 21:37:25
A znacie Panowie \"Awantury arabskie\" Makuszyńskiego? A wiecie, że nie uchodzi odnosić się do nazwisk, ich etymologii? Byli sobie generałowie Żyto, Baryła, Oliwa, a też był sobie generał Kuropieska. Ale też był minister Ziobro oraz Prezydent Duda i Prezydent Wałęsa. A tam, jeszcze parę nazwisk by się znalazło, więc nie polecam zamachu motyką na słońce.
Do Polaka i Zakutych łbów
2026-04-04 20:26:34
Zakute Łby : ) - przeczytałem Twój komentarz i całkowicie się z nim zgadzam. Od dawna nie czytam wypocin milicjanta i tego drugiego grafomana Niemczuka. Szkoda czasu. Raz już to tu kiedyś napisałem ale powtórzę za mistrzem Jerzym Dobrowolskim: „Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję.”
Szczery Demokrata
2026-04-03 10:30:19
Może rzeczywiście trzeba zastanowić się nad tym skąd hotel Natura Mazur czerpie wodę? jeśli z ujęć głębinowych a te zasilają jezioro to odp jest prosta. Czy sie mylę i hotel czerpie z wodociągów? moze ktos odpowie
edek
2026-04-03 09:35:55
To bardzo skromny i niezmanierowany Doktor. Cenię jako człowieka, który podchodzi do pacjenta z sercem. Zjeździłem całą Polskę, lecząc się prywatnie, i nigdy nigdzie nie otrzymałem tyle opieki i pomocy, którą okazał mi Pan Doktor. Ogromny szacunek.????????????
Dariusz
2026-04-02 18:31:30
Bez skrótów. Bez przypadków. Bez imienia. Bez nazwiska. Po prostu policjant. Ze Szczytna.
Czytelnik ze Szczytna
2026-04-01 17:48:06
To doskonały pomysł, niech mnie pan cytuje studentom ile tylko można, ludzie w końcu muszą poznać prawdę. nie tylko jednostronną fałszywą narrację. Cały świat wie czym Netanjahu wciągnął Trumpa w wojnę, oczywiście o aktach Epsteina, agenta Mossadu, nic Pan nie słyszał, prawda? :)... I nie Rosjanie o tym otwarcie mówią, tylko sami Amerykanie. W moich komentarzach piszę mój punkt widzenia, do którego mam pełne prawo...a Pan sraczki dostaje i nie potrafiąc się do nich merytorycznie odnieść, i podważyć, używa agresywnego personalnego ataku. Prawda jest niepodważalna.. co nie?
Polak
2026-04-01 14:02:23