Poniedziałek, 9 Luty
Imieniny: Bernarda, Eryki, Rajmunda -

Reklama


Reklama

Spalić len, by wypalić chorobę. Alma Tierra ze Szczytna przywraca moc dawnych rytuałów


W świecie, w którym wszystko da się kupić – ona wybiera to, co rośnie, pachnie i leczy. Alma Tierra, czyli Aleksandra Jeger ze Szczytna, nie wierzy w przypadek. Wierzy w moc natury, ognia i ziół, które od pokoleń ratują zdrowie i spokój ducha. Uczy, że natura jest szczodra o każdej porze roku – trzeba tylko umieć ją usłyszeć.



Nie każdy poddałby się zabiegowi palenia lnu na własnym ciele, ale wbrew pozorom chętnych na ten rytuał nie brakuje.

 

- Zafascynował mnie już w momencie, kiedy o nim usłyszałam – mówi Alma Tierra, czyli Aleksandra Jeger ze Szczytna.

 

Nie urodziła się w Szczytnie, ale rodzice osiedli w rodzinnym mieście jej mamy, kiedy miała 2-3 latka, więc Mazury są jej domem prawie od zawsze. A jak Mazury, to wiadomo: lasy, jeziora, łąki i pola pełne cudownych roślin, które otaczają nas zewsząd.

 

- Dzieciństwo mieliśmy bliskie naturze, bo całe dnie spędzaliśmy na dworze. Pamiętam wakacje, ogniska, zimowe kuligi. Tato był zapalonym wędkarzem, więc swoje hobby też uprawiał na świeżym powietrzu - wspomina Alma, która nigdy nie myślała o tym, żeby wyjechać do większego miasta. - Jeśli już, to myślałam raczej o mniejszej miejscowości, a może nawet o lesie... Duże miasta wydawały mi się zawsze takie bezimienne. Ludzie w nich są od siebie oddaleni, zagonieni. Już jako dziecko tak to odczuwałam.

 

Chętnie dzieli się doświadczeniem

Rytuał palenia lnu można było zobaczyć w wykonaniu Almy w sierpniu na dziedzińcu dawnego zamku krzyżackiego w Szczytnie. Na bolące, chore miejsce kładzie się płótno lniane, a na nim kulki skręcone z lnianych włókien, które się podpala. Kiedyś wierzono, że ogień wypala chorobę. Zresztą, wiadomo nie od dziś, że temu żywiołowi i wodzie przypisywano właściwości oczyszczające.

 

Jednak nie tylko to jest w centrum zainteresowania szczytnianki. Jej domeną są zioła i masaże oraz wszystko co utrzymuje ludzi w dobrym zdrowiu, a pochodzi z natury.

 

- Głównie edukuję i to jest dla mnie najważniejsze - mówi. - Chciałabym, aby każdy posiadł taką wiedzę, która pozwoli mu zachować zdrowie i dobrą kondycję jak najdłużej, dlatego chętnie bywam na spotkaniach, gdzie mogę się podzielić swoim doświadczeniem.

 

 

Zioła zawsze były w domu

Jak to się stało, że Aleksandra Jeger zainteresowała się zielarstwem?

- Właściwie wszyscy kiedyś w domach mieliśmy jakieś zioła – opowiada. - Nasze babcie, prababcie stosowały naturalne metod leczenia, takie jak okłady z babki lancetowatej, czy czarne jagody na problemy jelitowe. Jednak moje największe zainteresowanie zielarstwem i naturoterapią nastąpiło 20 lat temu, po śmierci mojej mamy, która zachorowała na raka. Wtedy pojawiło się poczucie winy, że może można było nie tylko zaufać konwencjonalnej medycynie, ale też szukać innych metod. Nosiłam w sobie bardzo dużo goryczy. Wtedy właśnie zainteresowałam się bardziej naturalnymi metodami wspierania zdrowia.

 

Aleksandra skończyła wówczas kurs masowania.

- Zachęciła mnie do tego siostra, która miała już wtedy gabinet. - Już w czasie kursu poczułam, że to rzeczywiście coś dla mnie. Teraz wiem, że masaż jest bardzo dobrym sposobem leczenia wielu dolegliwości.


Reklama

 

Praktyka masowania przyczyniła się również do zdobywanie wiedzy na temat ziół i ich wspaniałego wpływu na nasze zdrowie.

 

- Zauważyłam, że olejki do masażu nie są takie, jak bym chciała. Pełno w nich składników, które wcale naszemu zdrowiu nie służą, dlatego postanowiłam robić własne maceraty na naturalnych olejach. Dobierałam takie składniki, które mnie satysfakcjonowały. Masaż stał się także aromaterapią.

 

Każdy potrzebuje innej dawki

Zioła i ich zbawienny wpływ jeszcze bardziej zainteresowały Almę w czasie covidu.

 

- Zastanawiałam się jak wzmocnić organizm, żeby nabrał odporności na ten wirus i okazało się że nie jest to wcale takie trudne. Te trzy lata edukacji i praktyki sprawiły, że poczułam się w zielarstwie mocniejsza. Postanowiłam iść do szkoły, uczyć się naturoterapii. W tym samym czasie wpadł mi w oczy plakat z Biesowa, gdzie odbywał się kurs etnograficzno-zielarski o specjalizacji terapii ludowych. Trwał kilka miesięcy. Początkowo pomyślałam, że kiedy skończę szkołę, to zapiszę się na ten kurs, bo bardzo mnie zainteresował, ale w końcu uznałam, że spróbuję zrobić to w tym samym czasie i udało się.

 

Dzisiaj Alma, ma już sporą wiedzę ale ciągle ją pogłębia. Dodaje, że bardzo ważna jest praktyka, bo sama sucha wiedza, to zbyt mało. Już dzisiaj wie, jak szeroki zakres działania mają zioła, jak je łączyć, jak dawkować. Chociaż podkreśla, że każdy powinien mieć dobraną indywidualnie terapię. Inną dawkę, częstotliwość spożycia itp. Dlatego warto poznawać jak najwięcej i korzystać z wiedzy doświadczonych zielarzy.

 

- Kiedy dostaniemy mieszankę ziół, sprawdzajmy, co w niej jest – tłumaczy zielarka. - Nowe zioło podajemy w najmniejszych dawkach i obserwujemy nasz organizm. A jeśli szukamy informacji w internecie, to sprawdzajmy, czy pochodzą one od uznanych autorytetów.

 

Zielona apteczka

A jakich ziół nie powinno zabraknąć w naszych domach?

- Moje ulubione to: piołun, glistnik jaskółcze ziele, wrotycz, krwawnik, pokrzywa, rumianek, zielony orzech, dziurawiec, czy przywrotnik (sama nazwa wskazuje – przywraca zdrowie), ale też np. pietruszka. A teraz warto mieć korę wierzby, która jest naturalną aspiryną, działającą o wiele łagodniej od jej aptecznego odpowiednika. To taka moja domowa apteczka, każdy taką powinien mieć. Lubię też serdecznik. Jest bardzo dobry, kiedy się zdenerwujemy i nie możemy skupić na pracy. Serdecznik wycisza, ale nie otępia. Na uspokojenie bardzo dobry jest też glistnik, ale przed snem.

 

Jak mówi Alma najważniejsze jest to, by wziąć odpowiedzialność za własne zdrowie.

 

- Powinniśmy dbać o swój dobrostan na co dzień – przekonuje i dodaje, że od 10 lat nie miała potrzeby odwiedzania lekarza. Chodzi do przychodni tylko po to, by zrobić profilaktyczne badania. - W aptece też bywam rzadko, kupuję w niej aspirynę, ale tylko dlatego, że dobrze się nią czyści żelazko.

Reklama

 

Almę można spotkać na lokalnych jarmarkach i podpytać o jej metody dbania o zdrowie. Nie tylko zbiera zioła, ale też robi z nich mieszanki, maceraty, olejki, nalewki, a nawet pachnidła.

 

- Robię tylko trzy zapachy, które lubię i sama używam – opowiada. - Jest wśród nich „Christmas Time”, który umieszczam w buteleczce z kulką. Oczywiście robię je wszystkie z naturalnych składników.

 

Wspomniane wcześniej palenie lnu Alma poznała podczas nauki o terapiach ludowych. Nie tylko to ją zaintrygowało. Ciekawi ją także lanie wosku i... jajowanie. Na pewno wiele osób widziało w telewizji rytuał oczyszczania jajkiem.

 

- Nie wiem na czym to polega, ale działa! To bardzo stara metoda szeptuch. Jest też znana w różnych innych miejscach świata.

 

Magia słowiańskich lalek

Co jeszcze lubi Alma – Aleksandra Jeger? Motanki. Czym są?

 

- Zainteresowałam się nimi, kiedy w Polsce przypomniano sobie o gimnastyce słowiańskiej – wspomina. - Motanki, tradycyjne słowiańskie lalki, to praca z intencją, tak jak: totemy, talizmany, czy amulety. Są tworzone z drewnianych patyków i naturalnych tkanin. Mają chronić, pomagać spełnić nasze intencje, przynosić pomyślność i mają bogatą tradycję.

 

Alma Tierra, czyli Dusza Ziemi na swoim profilu Facebook zaprasza, jak czytamy, do swojego świata, pełnego ziół, naturalnych leków, kosmetyków, mydeł i do życia w zdrowiu.

 

Warto tam zajrzeć, bo głównym celem Almy jest, jak wspomniała, edukacja. Można więc znaleźć na jej profilu sporą dawkę wiedzy, ale można też zapraszać Almę na spotkania i warsztaty, czy zielarskie spacery, podczas których ich uczestnicy zdobywają etnobotaniczną wiedzę.

 

Czy teraz – jesienią i podczas zimy – ma to sens?

- Oczywiście – twierdzi szczycieńska zielarka. - Warto teraz zaopatrzyć się w korę wierzby, ale polecam także kory innych drzew np. dębu, kaliny, berberysu. Można wykopywać korzenie pokrzywy, mniszka lekarskiego, czy żywokostu. Zimą można zbierać jemiołę, jałowiec, igły sosny i świerku. Natura jest dla nas szczodra o każdej porze roku. Zima, kiedy dzień jest krótszy, to też dobry czas na edukację.

 

 

 

Warto teraz zaopatrzyć się w korę wierzby, ale polecam także kory innych drzew np. dębu, kaliny, berberysu. Można wykopywać korzenie pokrzywy, mniszka lekarskiego, czy żywokostu.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama