Tygodnik Szczytno

Sobota, 29 Sierpień
Imieniny: Adeliny, Erazma, Sobiesława -

Reklama

Reklama

Pułkownik „tańczący” z wężami...

Starszy brygadier w straży pożarnej to potocznie pułkownik. Taki stopień ma Mariusz Gęsicki. Od poniedziałku nie jest już komendantem szczycieńskiej PSP. Został zastępcą dowódcy zmiany. Jako podwładny chorążego (aspiranta) będzie teraz praktycznie zwykłym strażakiem. To efekt „czystek”, które ostatnio dotykają tę formację.

  • Data:

Według ankietowych analiz straż pożarna cieszy się największym zaufaniem społecznym. Czy tak będzie nadal? Trudno powiedzieć. Pewne jest, że z zajmowanych stanowisk odwoływani są niemal wszyscy doświadczeni oficerowie. I niemal wszyscy, teoretycznie „na własną prośbę”, skorzystali z uprawnień emerytalnych. Niemal, bo Mariusz Gęsicki się wyłamał, wprowadzając sporo zamieszania w trwającą „czystkę”.

 

Rzecznik odpowiada połowicznie

 

W związku z odwołaniem zadaliśmy kilka pytań jego bezpośrednim przełożonym. Odpowiedział oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego PSP kpt. Rafał Melnyk. Potwierdził, że st. brygadier Mariusz Gęsicki nie jest już komendantem PSP w Szczytnie, nie podał jednak powodów odwołania (o co pytaliśmy).
 

Tymczasowo funkcję tę pełni dotychczasowy (od kilku miesięcy) zastępca – bryg. Krzysztof Kosiewski. Funkcję tę powierzono mu – podobno - na wniosek Gęsickiego, który jednak – podobno – takiego wniosku w ogóle nie składał (ale o tym oficer prasowy KW PSP oczywiście nie informuje).



Czy, kiedy i kto zostanie powołany na stanowisko komendanta – tego też jeszcze nie wiadomo. Kpt. Melnyk podaje jedynie, iż powołania dokonuje komendant wojewódzki w porozumieniu ze starostą.

 

 

Pechowy komendant


Reklama

 

Mariusz Gęsicki kierował zawodowymi strażakami w Szczytnie od 17 października 2005 roku. Zaczynał też nie bez „przygód”. Lansowany przez poprzednika – Józefa Zajączkiewicza, nie miał przychylności ówczesnego starosty, którego opory zostały jednak ostatecznie przełamane.

Były już komendant ma za sobą 29,5 roku służby. Ponad rok temu uzyskał już pełne prawa emerytalne, z których mógłby skorzystać. Mógłby, ale nie chce, mimo że na stanowiskowej degradacji (od komendanta do zastępcy dowódcy zmiany) sporo traci.


Na razie nie chce za wiele mówić, ale w tym przypadku podkreśla, że ma dopiero 49 lat, a to za wcześnie na pozazawodowy odpoczynek i że nie zostawał strażakiem po to, by szybciej niż „zwykli obywatele” mieć zawodowy luz i niezłą kasę. Będzie nadal pracował, bo chce i... może. Przynajmniej przez najbliższe pół roku. Tyle bowiem brakuje mu do 30 lat strażackiej służby, a w myśl obowiązujących przepisów, dopiero kiedy strażak osiągnie tę stażową barierę może zostać przymuszony do odejścia w stan spoczynku.

 

 

Postawił na swoim

 

Do emerytalnej „własnej prośby” Gęsicki nie dał się przekonać, mimo że obiecywano mu (ponoć) wszelkie możliwe dodatkowe profity, mające korzystny wpływ, m.in. na wysokość świadczenia emerytalnego.

Nowy p.o. komendant, jego dotychczasowy zastępca, musiał więc coś z nim zrobić. Powierzył mu więc stanowisko równorzędne z tym, jakie Gęsicki zajmował przed objęciem komendanckich funkcji.
 

Reklama


I tak po ponad 12 latach kierowania powiatową komendą PSP (która w województwie zawsze uważana była za jedną z najlepszych) starszy brygadier został prawie szeregowym strażakiem.



Jego obecnym bezpośrednim przełożonym będzie chorąży (czyli nawet nie oficer – nie umniejszając nikomu umiejętności i doświadczenia). Adekwatne do nowego stanowiska będzie też wynagrodzenie byłego komendanta, a więc sporo niższe od dotychczasowego. To odbije się, oczywiście niekorzystnie, także na jego przyszłej emeryturze.


- Co chciałem mieć, to mam, niczego więcej w życiu nie potrzebuję, więc i skromniejsza emerytura w przyszłości mi wystarczy – komentuje Mariusz Gęsicki. - Nie mogłem jednak zgodzić się na działania, jakie się w tej chwili w straży podejmuje. „Odchodzą” naprawdę dobrzy fachowcy. Już brakuje oficerów, kadry dowódczej. A ja... Ja jestem przede wszystkim strażakiem. I mam zbyt wiele szacunku dla tej formacji, by po prostu odejść za „ciepłe” pieniądze, podczas gdy wiek, wiedza i siły pozwalają mi jeszcze pracować. I wcale nie jest dla mnie upokarzające to, że będę podlegał swojemu dotychczasowemu podwładnemu, że, choć pułkownik, będę jeździł gasić pożary czy usuwać szerszenie. To zwykła strażacka służba, którą chcę nadal pełnić i ranga nie ma tu nic do rzeczy. A że w skali kraju może to być ewenement i to wcale niezabawny... Cóż, trudno, ale nie zamierzam dać się wymieść ze straży i zamieść pod dywan tego, co się w PSP obecnie dzieje niedobrego.



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama