Wtorek, 5 Maj
Imieniny: Floriana, Michała, Moniki -

Reklama


Reklama

Nie patrzmy z perspektywy strzelby


- Ludzie myślą, że myślistwo to tylko łowiectwo. Często słyszałem słowo morderca, które jest dla mnie bardzo krzywdzące, ponieważ myśliwi mają pewne obowiązki, które muszą wypełniać. Jednym z nich jest właśnie selekcja zwierzyny. Dla mnie jednak członkostwo w kole łowieckim to przede wszystkim możliwość bezp...


  • Data:

- Ludzie myślą, że myślistwo to tylko łowiectwo. Często słyszałem słowo morderca, które jest dla mnie bardzo krzywdzące, ponieważ myśliwi mają pewne obowiązki, które muszą wypełniać. Jednym z nich jest właśnie selekcja zwierzyny. Dla mnie jednak członkostwo w kole łowieckim to przede wszystkim możliwość bezpośredniego obcowania z naturą. Czerpię satysfakcję z działalności na rzecz ochrony środowiska, a nie ze strzelania do zwierząt – mówi Roman Gałeczko, członek Koła Łowieckiego "Ryś" z Dźwierzut.

A tak to się zaczęło...

Przyroda interesowała pana Romana od dzieciństwa. Wychowywał się w czasach, gdy nie było komputerów czy telewizji, a mieszkając na peryferiach Szczytna większość wolnego czasu spędzał na polach lub w lesie. - Już jako młody chłopiec miałem bezpośrednią styczność ze zwierzętami leśnymi i ptakami. Samo ich obserwowanie sprawiało mi ogromną radość – mówi Gałeczko.

Jednak dopiero w 1963 roku, gdy zaczął pracę w szkole w Dźwierzutach i pierwszy raz zetknął się tam z miejscowymi myśliwymi poważnie pomyślał o tym, by wstąpić do koła łowieckiego. - Chciałem zgłębić wiedzę o przyrodzie i zasadach pomocy na jej rzecz. Zanim jednak mogłem stać się pełnoprawnym członkiem koła musiałem jak każdy przejść okres kandydacki – dodaje mężczyzna.

Przez rok Gałeczko zapoznawał się z obowiązkami myśliwego, czyli brał czynny udział w dokarmianiu, uczył się ustawy łowieckiej, zasad polowania i biologii zwierzyny, by na koniec zdać egzamin i stać się oficjalnie myśliwym.


Reklama

Długi staż

Pan Roman jest w kole 47 lat. Za swoją pracę otrzymał już wiele odznaczeń. - Przyznano mi Złom (najwyższe odznaczenie myśliwskie) i order świętego Huberta. Mam złote, srebrne i brązowe medale.

Gałeczko zasłużył się także dla łowiectwa Warmii i Mazur, za co również został wyróżniony. Przez te wszystkie lata pełnił w kole różne funkcje. Posiada stopień selekcjonera, które jest najwyższym do zdobycia, jeśli chodzi o polowania. Jednak nie tytuły są dla niego ważne, a sama możliwość działania na rzecz przyrody.

Równowaga jest potrzebna

- Zadania myśliwego są ściśle związane z gospodarką łowiecką. Do naszych obowiązków należy ochrona przyrody i zwierząt leśnych – tłumaczy pan Roman. Gałeczko kocha naturę i boli go, gdy słyszy, że myśliwi tylko zabijają.- Musimy robić selekcję zwierząt, bo jest za mało drapieżników, a równowaga musi zostać zachowana. Polowanie to nic innego jak sposób na przetrwanie gatunku. Jak dodaje może jest za bardzo wrażliwy na to, co mówią ludzie, a co według niego wynika z braku wiedzy. - Nie robimy tego dla sportu, nie jest to także przejawem okrucieństwa. Łowy odgrywają przecież ważną rolę w kulturze. Jeszcze za czasów, gdy powstawały pierwsze rysunki w jaskiniach, ludzie przedstawiali na nich właśnie polowania. Były one i wciąż są inspiracją dla wielu znanych malarzy czy poetów – mówi. Gałeczko. Chciałby, aby ludzie w końcu zrozumieli, że myśliwi to nie zabójcy, a osoby, których celem jest ochrona przyrody i jej mieszkańców.

Reklama

Praca u podstaw

Pan Roman wytrwale stara sie o to, by młodzi ludzie dokładnie wiedzieli na czym polegają obowiązki myśliwego. Od dawna współpracuje z placówkami edukacyjnymi, w których zapoznaje uczniów z ochroną przyrody. - Od kilku lat systematycznie jeżdżę do szkół w Linowie i Orżynach. Pokazuję młodzieży nagrane przeze mnie filmiki i zrobione zdjęcia w lasach i podczas polowań. Razem z dzieciakami organizujemy imprezy ekologiczne. Dwa razy w roku sprzątamy okolice Kulki i trasę od Trelkówka do Dębówka. Podczas jednej takiej zbiórki zbieramy około 200 kilogramów odpadów – dodaje. Jak mówi pan Roman koło "Ryś" funduje uczniom wycieczki. - Byliśmy m.in. w Kadzidłowie, zwiedziliśmy również ścieżkę ekologiczną w Spychowie – dodaje. Dzięki takim akcjom młodzi uczą się na czym polega kultura w lesie, a więc jak postepować i rozumieją, że myśliwy to nie morderca zwierząt, a strażnik przyrody.

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama