Na ostatniej sesji Rady Gminy Dźwierzuty radni zajęli się sprawą, która wywołała sporo emocji. Chodzi o autobus, który dowoził uczniów ze Szkoły Podstawowej w Kałęczynie na zajęcia wychowania fizycznego do hali sportowej. Autobus nie przyjechał. Dyrektor szkoły mówi o dużym problemie organizacyjnym, radni pytają o koszty i decyzję gminy, a urzędnicy wskazują na przepisy i... finanse.
Temat na sesji poruszył radny Tomasz Bojanowski. Poinformował, że autobus, który zwykle dowoził uczniów ze szkoły w Kałęczynie na zajęcia WF do hali sportowej, nie przyjechał po dzieci.
– Wczoraj autobus nie przyjechał po dzieci ze szkoły w Kałęczynie, żeby dowieźć je do hali. Informacja o tym została przekazana dopiero na początku tygodnia – mówił radny na sesji.
Jak podkreślił, plan lekcji w szkole jest ustalany dużo wcześniej. Wprowadzenie zmiany w trakcie roku szkolnego utrudnia organizację zajęć. – Nie ma możliwości nagle zapewnić innego transportu albo zmienić plan zajęć – dodał.
Inny radny zwrócił też uwagę na aspekt zdrowia dzieci.
– Mamy problem z otyłością i tym, że dzieci spędzają dużo czasu przy komputerach. A my jeszcze zabieramy im jeden dzień aktywności na hali – tłumaczył.
Głos zabrała także Renata Monasterska-Malecka, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kałęczynie. Jak podkreśliła, od lat uczniowie byli raz w tygodniu dowożeni na zajęcia WF do hali sportowej.
– Sala w Orzynach została wybudowana po to, żeby szkoły z niej korzystały i żeby dzieci mogły tam ćwiczyć – mówiła.
Dyrektor zaznaczyła, że jej szkoła posiada jedynie niewielką salę do ćwiczeń. W praktyce część lekcji wychowania fizycznego odbywa się w budynku szkoły, a część w hali.
– W czwartek dzieci nie zostały dowiezione do sali gimnastycznej. Wcześniej nie zostałam poinformowana o takiej decyzji – powiedziała.
Zmiana w trakcie roku szkolnego powoduje także problemy z organizacją pracy nauczycieli.
– Mam ułożony plan lekcji. Zatrudniam czterech nauczycieli na stałe, pozostali dojeżdżają z innych szkół. Przebudowanie planu w ciągu roku jest praktycznie niemożliwe – tłumaczyła.
Podczas sesji pojawiły się także pytania o powody decyzji i koszty transportu.
Hanna Doptuła ze szkoły w Kałęczynie pytała wprost, jakie oszczędności przyniesie rezygnacja z dowozu uczniów.
– Jakie to są pieniądze? Czy to naprawdę tak duży koszt, żeby dzieci mogły korzystać z hali? – pytała.
Przedstawiciele urzędu skarbik i wicewójt wskazywały, że decyzja ma związek z finansami i zasadami funkcjonowania transportu.
Jak wyjaśniono podczas sesji, gmina wprowadziła nowy system przewozów, który łączy transport szkolny z liniami dla mieszkańców. Uruchomienie dodatkowego kursu dla uczniów oznaczałoby konieczność stworzenia kolejnej linii i poniesienia dodatkowych kosztów liczonych w tzw. wozokilometrach.
Skarbnik gminy podkreśliła także, że przepisy zobowiązują samorząd do dowozu dzieci do szkoły, ale nie nakładają obowiązku organizowania transportu między szkołami.
– Musimy działać w ramach dyscypliny finansów publicznych. Na dziś nie dysponujemy środkami na taki transport – wyjaśniła.
Podczas sesji nie zapadła ostateczna decyzja. Wójt gminy był nieobecny na sesji. Wicewójt tłumaczyła go, że wcześniej miał zaplanowane badania lekarskie. Wicewójt Jolanta Łomiak nie potrafiła odpowiedzi na pytania nauczycieli i radnych. Zapowiedziała jedyni spotkanie z dyrekcją szkoły i dalsze rozmowy na temat rozwiązania problemu.
Radni podkreślali jednak, że sprawa powinna zostać rozwiązana jak najszybciej.
– Chodzi przede wszystkim o dzieci – mówił jeden z uczestników dyskusji.
Do tematu wrócimy.
Faldemar
Chciałoby się rzecz, czy leci z nami pilot?