Sobota, 8 Sierpień
Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana -

Reklama


Reklama

Gdy odchodzą najbliżsi, miłość pozostaje i trwa (rozmowa "TSZ")


Sławomir Taradejna zmarł 13 grudnia. Dokładnie miesiąc wcześniej, na drodze w Nartach, przeprowadzona została szybka i skuteczna akcja ratunkowa, gdy pan Sławomir zasłabł za kierownicą. Przyczyną okazał się rozległy zawał serca. Mimo wyjątkowych okoliczności i błyskawicznej pomocy na drodze zawał spowodował poważne uszkodzenia, których lekarzom nie udało się pokonać. W listopadzie, gdy doszło do zdarzenia na drodze, żona pana Sławomira, Aleksandra Taradejna, na naszych łamach dziękowała ratownikom za życie swojej największej miłości. Dziś o tej miłości opowiada.


  • Data:

Ile lat miał mąż?

 

50. Znaliśmy się od szesnastu lat i tyle razem byliśmy.

 

A pani?

 

Hm... Dziś mam prawie 32 lata. Gdy się poznaliśmy, miałam dopiero 15. Moja mama wiele razy w żartach mówiła Sławkowi, że ma być jej wdzięczny za to, że nie powiadomiła prokuratury...

 

To dzieliła was spora różnica wieku... Jak się poznaliście?

 

Mieszkałam w Łodzi i stamtąd pochodzę. Przyjeżdżałam do Szczytna na wakacje do babci. Jej znajomi mieli sklep, w którym trochę pomagałam. I właśnie w tym sklepie poznałam Sławka.

.

A w szczegółach?

 

To był sklep spożywczy. Pewnego dnia przyszedł zrobić zakupy. Po tym pierwszym razie zauważyłam, że zaczął robić je codzienne. I to wtedy, gdy wiedział, że ja w tym sklepie jestem. Zostawał coraz dłużej, rozmawialiśmy w wolnych chwilach. Czekał, aż skończę pracę i odwoził mnie do domu. Początkowo to się nawet bałam wsiadać z nim do samochodu...

 

A co panią przekonało?

 

W końcu mu zaufałam. Początkowo – wiadomo – 15-letnia dziewczyna i starszy gość, który wyraźnie czegoś chce, to było niepokojące. Ale nigdy nie był nachalny, niczego nie oczekiwał, nie chciał... Po prostu czekał w sklepie, a później odwoził mnie do domu.

 

Można więc powiedzieć, że 34-letniego Sławka zauroczyła młoda panienka od pierwszego wejrzenia. A kiedy pani poczuła tzw. „wolę bożą”?

 

Właściwie też od początku, ale oczywiście musiało upłynąć nieco czasu, bym to pojęła. Od podwózki do domu, przeszliśmy niejako na wyższy poziom znajomości. Spacery, czasem kawiarnia. Widywaliśmy się codziennie, rozmawialiśmy... Mówiłam między innymi, że niedługo wracam do Łodzi, by się nadal uczyć. Pewnie uznał, że studiuję... Któregoś dnia, już przy końcu wakacji, siedzieliśmy w parku... Chyba dopiero wtedy coś go tknęło odnoście do mojego wieku. Poprosił o to, bym mu pokazała swój dowód osobisty. Rzecz jasna – nie miałam. Pokazałam legitymację szkolną. Był zaskoczony, a może i przerażony... Nigdy później o to nie pytałam, a w tamtym momencie, w tym parku, na ławce, to już nie miało znaczenia. Oboje byliśmy już „utopieni”... w sobie.


Reklama

.

A pani rodzice? Zwykle nie patrzą przychylnie na związek zbyt młodej córki, do tego ze sporo starszym mężczyzną.

 

Przez pierwsze dwa lata naszej znajomości nikt o niej nie wiedział. Sławek był zawodowym kierowcą. W tym czasie pracował w firmie, dla której wykonywał „rejsy” do Rosji. Tak mniej więcej co półtora tygodnia miał trochę wolnego i wtedy przyjeżdżał do Łodzi. Trudno powiedzieć, że do mnie, bo nasz związek trzymaliśmy przecież w ścisłej tajemnicy. Tyle że ja musiałam sporo „lawirować”, wymyślać wizyty u wyimaginowanych koleżanek, by móc spędzić ze Sławkiem cały dzień...

 

W końcu jednak wszystko wyszło na jaw. Jak?

 

Któregoś dnia, w Łodzi, Sławek odwoził mnie do domu. Siedzieliśmy jeszcze chwilę w samochodzie, a moja mama akurat wracała ze sklepu i nas zobaczyła. A skoro już nas widziała, to jej powiedziałam. Początkowo była zaniepokojona. Wtedy nie rozumiałam, ale dziś wiem, że to naturalna, matczyna reakcja. Niemniej nie zgłaszała jakichś wielkich sprzeciwów, a gdy już poznała Sławka, bardzo szybko się do niego przekonała.

 

I zaczęliście wspólne życie?

 

Nie tak od razu. Ja jeszcze kończyłam szkołę, podjęłam studia z zakresu prawa i administracji w Łodzi. Sławek wciąż pracował w tej firmie transportowej i jeździł do Rosji. Widywaliśmy się często, gdy tylko to było możliwe. Zdarzały się sytuacje, które dziś brzmią jak anegdoty. Któregoś razu Sławek wrócił z trasy, ale miał bardzo szybko znów wyjeżdżać. Nie zdążyłby przyjechać do Łodzi. Ja więc pociągiem, a on samochodem jechaliśmy do Zegrza, by się zobaczyć tak mniej więcej w połowie drogi między Szczytnem a Łodzią. Wspólnie zamieszkaliśmy, gdy miałam już 22 lata, jestem więc mieszkanką Szczytna od 10 lat. Ale ślub wzięliśmy dopiero pięć lat temu.

 

Według tradycyjnych standardów to dziwna zwłoka...

 

Jakoś nie było czasu... Ciągle coś się działo. W 2015 roku założyliśmy własną firmę, zdarzył mi się też wypadek, chociaż nie na drodze, ale poważny. Miałam pogruchotany łokieć, a po operacji byłam praktycznie niesamodzielna. Sławek robił wszystko... mył, ubierał... Naprawdę, nie znam innego tak dobrego człowieka... Mąż był całym moim życiem. Nie tylko najlepszym mężem, ale też najlepszym przyjacielem, opoką... Nauczył mnie łowić ryby, jeździliśmy razem nad wodę, razem do lasu, na grzyby... Byliśmy jednością w dwóch ciałach. Niestety, nie mogliśmy mieć dzieci, a jestem pewna, że byłby najlepszym ojcem na świecie... Nie zależało nam na ślubie. Ważne, że byliśmy razem, realizowaliśmy marzenia, chociaż nie wszystkie. Mąż zawsze chciał mieć własną firmę transportową i taką właśnie prowadziliśmy.

Reklama

 

Trudno będzie pani znaleźć ulgę...

 

Dziś to tylko ta firma zmusza mnie do codziennego funkcjonowania. To odpowiedzialność za pracowników, konieczność spłaty kredytów, które zaciągnięte były na jej uruchomienie, zakup samochodów. Sławek zajmował się taborem, ja ogarniałam „papierologię”. Uzupełnialiśmy się także w tym zakresie. Obecnie muszę sobie z tym poradzić. Na pewno by tego chciał... Ale bez wsparcia, ogromnego wsparcia, jakie mam i ze strony pracowników, i ze strony przyjaciół, nie wiem, jakby było... A wszystko to stało się tak, jakby los z nas zadrwił, jakby chciał udowodnić, że nie należy sprzeciwiać się fatum...

 

O czym pani mówi?

 

Istnieje przesąd, że trzynastka jest liczbą pechową. A Sławek miał do niej jakiś sentyment. Twierdził, że dla niego to szczęśliwa liczba. Wzięło się to wiele lat temu, gdy Sławek jeszcze pracował w innej firmie, której właściciel też tej trzynastki nie uważał za fatalną. Pierwszy samochód, którym Sławek jeździł, miał w rejestracji tę liczbę. Gdy założyliśmy własną firmę i kupiliśmy pierwszą własną ciężarówkę, Sławek zadbał o to, by w jego rejestracji również znalazło się trzynaście. I tak było w przypadku każdego kolejnego pojazdu, a ostatecznie mamy... mieliśmy ich cztery. Jednym z tych samochodów jechał, gdy dostał zawału. To było dokładnie 13 listopada. Równo miesiąc później, 13 grudnia, skończyło się jego życie. Moje też...



Komentarze do artykułu

Joanna

Pani Aleksandro, życzę Pani wielu dobrych ludzi na co dzień. Wierzę, że jeszcze będzie pięknie bo jest Pani pięknym człowiekiem.

Kasia

Pani Olu, życzę dużo siły i wiary, że lepsze nadejdzie. Przytulam do serca :*

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama