Tygodnik Szczytno

Niedziela, 18 Październik
Imieniny: Antonii, Ignacego, Wiktora –

Reklama

Reklama

Doktor Dominik Górski na "cenzurowanym"

W ostatnich dniach sensacją czy też skandalem okazała się ujawniona, choć zupełnie prywatna rozmowa „pisana” na messengerze, pomiędzy pewną panią a Dominikiem Górskim, zastępcą dyrektora szczycieńskiego szpitala. Po raz kolejny tzw. opinia publiczna okazała się złudna, a osoby, które w taki czy inny sposób o zdarzeniu wiedzę nabyły, jak na rodaków przystało, stanęły po dwóch stronach barykady. Stała się owa korespondencja wodą na młyn dla tych, którym się zastępca dyrektora szpitala nie podoba, a głównie dla tych, dla których pandemia jest wymysłem science-fiction, a szczepienia – drogą do zniewolenia narodu. W drugim narożniku ringu stoją ci, którzy opinie doktora popierają. Obie strony „kibiców” dla wyrażenia swoich racji czasem dość obficie używają (oczywiście „prywatnie”) równie niewybrednego słownictwa, jak doktor Górski. A przecież wystarczy oddać głos mimowolnym bohaterom tego skandalu. Rozmawiamy z Dominikiem Górskim. O komentarz poprosiliśmy też jego rozmówczynię.

  • Data:

Pokrótce: jak doszło do tej nieszczęsnej korespondencji?

 

Na swoim profilu, jakiś czas temu, zamieściłem mem, na którym figurowały trzy kosy – śmierci, trzymające transparent: „Ludzie, zaufajcie znowu nauce, bo się nie wyrabiamy”. Ponieważ z tą panią znamy się od z górą lat dziesięciu, miałem ją w gronie znajomych. Skomentowała ten mem, prezentując tę drugą, przeciwną mojej opcję. A że ja, z racji przekonań, zawodu, a przede wszystkim wiedzy uważam, że obecnie jedynie szczepienia przeciw covid-19 są szansą pokonania pandemii, więc jasne jest, jaka jest ta opcja przeciwna. Po niezbyt obfitej oficjalnej wymianie zdań, napisałem swoje w korespondencji prywatnej, w rozmowie za pośrednictwem messengera. Owszem, emocjonalnie. Owszem, z użyciem słów, których publicznie i oficjalnie raczej się nie używa, ale wszak była to rozmowa prywatna.

 

Niemniej ta „skandaliczna” pana wypowiedź została upubliczniona i wywołała lawinę... Osoby z grona „anty” pałają tak wielką do pana niechęcią, że aż cuchnie linczem (gdyby był możliwy), ale i sporo jest tych, którzy trzymają pana stronę i podobnie twierdzą, że - cytuję: „niezaszczepionych nie da się inaczej nazwać jak idiotami”. Wychodzi na to, że przyczynił się pan do jeszcze większego rozbratu w społeczeństwie, a jest on i tak ogromny...

 

Z pewnością nie było to moim zamiarem. Nie mogłem też przewidzieć, że prywatna rozmowa stanie się publiczna, co – w moim przekonaniu – jest rażącym naruszeniem etyki ludzkiej. Zresztą nie zamierzam pozostawić tego bez konsekwencji, bo to upublicznienie naruszyło moje dobra osobiste, naraziło na szwank moją reputację zawodową. Dlatego też zleciłem podjęcie stosownych działań prawnikowi. Do pani, z którą korespondowałem, zostało skierowane ugodowe pismo przedprocesowe. Oczekuję polubownego rozwiązania konfliktu, usunięcia wpisów z przestrzeni publicznej w internecie i przeprosin.

 

Innymi słowy, nie uważa pan swojego komentarza za „brak etyki zawodowej”?

 

Co mam powiedzieć? Chyba nie ma nikogo, kto w prywatnych kontaktach, rozmowach ze znajomymi, raz, dwa czy wielokrotnie nie użył słów powszechnie uważanych za wulgarne, szczególnie w sytuacjach, gdy temat rozmowy budzi emocje, i to nie małe. Nie twierdzę, że to dobrze, ale to powszechne zjawisko. Doprawdy nie uwierzę w to, że komuś nigdy się coś takiego nie wyrwało podczas rozmowy z jedną osobą czy w wąskim, zaufanym gronie. To wydarzenie uczy właściwie tylko tego, że tzw. zaufane osoby wcale takie zaufane nie są... To też przykre, bo w końcu zaczniemy się w ogóle bać rozmawiać, wyrażać swoje poglądy, opinie, bo nie będziemy pewni czy, jak, kiedy i po co zostanie to wykorzystane przeciwko nam.


Reklama

 

A teraz, czy nie boi się pan, że to przykre zdarzenie podważy też zaufanie społeczne do pana jako lekarza?

 

Tego nie wiem, choć jest to możliwe. Ktoś może jednak uznać, że jestem złym lekarzem, bo znam niecenzuralne słowa, a co gorsza – ich używam, mimo że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Chyba zbyt wielką wagę ostatnio przykładamy do słów, a nie do treści. To też źródło wielu konfliktów. Proszę zwrócić uwagę, że w sprawie, o której rozmawiamy, nie było miejsca na merytoryczną dyskusję. Z drugiej jednak strony jaka mogłaby być? To tak, jakbym... Nie wiem... Polemizował z szewcem, jakiego kleju ma używać do mocowania zelówek. Przecież się na tym zupełnie nie znam. I główny problem z teoriami dotyczącymi szczepień sprowadza się do tego właśnie: w znakomitej większości osoby im przeciwne nie mają nawet podstawowej wiedzy z tego zakresu, a co gorsza, nie przyjmują, nie chcą nawet rozważyć żadnych argumentów przemawiających za szczepieniami.

 

I to usprawiedliwia pańskie emocje i niestosowne, delikatnie rzecz ujmując, słowa?

 

W pewnym zakresie – owszem. Ani ta pani, ani osoby o podobnych jej poglądach nie przebywają na co dzień wśród chorych i umierających. Nie widzą, jaki pozytywny wpływ mają szczepionki na przebieg choroby, nie są świadkami dramatów, a te na oddziale covidowym są codziennością. Nie muszą kilka razy podczas jednego dyżuru rozmawiać z rodzinami i informować bliskich, że kochana przez nich osoba nie żyje. To dramat nie tylko tych rodzin. Także nas – lekarzy, pielęgniarek, całego personelu w szpitalu. Owszem, ze śmiercią każdy z nas spotykał się już niejednokrotnie. Ale gdy jest ich tak dużo i – naprawdę – w znakomitej większości przypadków głównie z tego powodu, że chory nie wierzył w szczepionkę, to stres rośnie niebotycznie. I owszem, może wypowiedziałem się w tej prywatnej rozmowie zbyt ostro, ale w obliczu śmierci, często niepotrzebnej, spowodowanej błędnymi, szkodliwymi poglądami, naprawdę trudno zachować spokój i dystans.

 

Z czego więc wynika ta negatywna opinia odnośnie do szczepień?

 

Szczerze mówiąc, już mi się nie chce nawet tłumaczyć, bo ich zasadność jak dla mnie jest właściwie aksjomatyczna. Najkrócej można by powiedzieć tak: szczepienia znacznie zwiększają szanse na przeżycie zakażenia i choroby. Brak szczepień to odbieranie sobie szansy na lekki przebieg choroby, na jej pokonanie. Dla mnie to tak logiczne, że nie rozumiem, jak można tego nie rozumieć. A skutki nieakceptowania tej logiki widzę na co dzień, gdy podpisuję akty zgonów. Może się mieszkańcom Szczytna nie podobać, jakich słów używam w rozmowach prywatnych, mogę się im ja sam też nie podobać, ale proszę, by zaczęło im się podobać ich własne życie. Mają możliwość je chronić przed koronawirusem tylko w jeden sposób – szczepiąc się.

Reklama

 


Dorota Spalony odpowiada:

Upubliczniłam fragment prywatnej rozmowy „pisanej” z panem Dominikiem Górskim powodowana oburzeniem, czyli też głównie pod wpływem emocji. Uznałam, że tego rodzaju odniesienia i słownictwo, jakiego dr Górski użył w stosunku do pracownicy szpitala, jak i do niektórych pacjentów, są wielce naganne w przypadku osoby tego zawodu i tej funkcji, jaką on pełni. Uznałam więc za słuszne, by tym fragmentem pokazać nieoficjalne oblicze szczycieńskiego lekarza.

Owszem, podłożem naszej rozmowy (pierwszej bodaj od 12 lat, bo znam czy raczej znałam pana Górskiego w czasach dawnych, a obecnie w żaden sposób nie jestem związana ze Szczytnem) była kwestia szczepień na covid 19. Z tego co słyszę i czytam wynika, że stałam się mimowolnie „twarzą” grupy osób, które nie są zwolennikami szczepień. Moje w tej materii poglądy nie są tak radykalne. Nie jestem ani zwolennikiem, ani też przeciwnikiem szczepień antycovidowych. Nie akceptuję jedynie segregowania ludzi, zresztą w oparciu o jakąkolwiek przesłankę. Uważam, że w przypadku tych szczepień (i nie tylko) główną rolę odgrywać powinna wolna wola każdego z nas. Żadna okoliczność nie może powodować, by w przestrzeni publicznej jedni ludzie byli uznawani czy traktowani jako gorsi.


 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama