Tygodnik Szczytno

Niedziela, 13 Wrzesień
Imieniny: Amadeusza, Gwidy, Sylwiny

Reklama

Reklama

Bohater - Rafał Wardęcki uratował życie bezdomnemu mężczyźnie, ryzykując własne (zdjęcia)

Rafał Wardęcki (39 l.) z Dźwierzut uratował płonącego człowieka ryzykując własne życie. 61-letni pan Kazimierz prawdopodobnie zginąłby w płomieniach, gdyby nie szybkie działanie mieszkającego po sąsiedzku, pana Rafała. 61-latek był już nieprzytomny, zaczęła palić się na nim odzież... Mimo ogromnych płomieni pan Rafał nie zawahał się nawet przez chwilę. Rzucił się na ratunek mężczyźnie.

  • Rafał Wardęcki (39 l.) z Dźwierzut uratował płonącego człowieka ryzykując własne życie. 61-letni pan Kazimierz prawdopodobnie zginąłby w płomieniach.
  • Data:

Do zdarzenia doszło we wtorek, 7 marca w Dźwierzutach. Przy ulicy Szczycieńskiej w opuszczonych budynkach po PKP pomieszkiwał bezdomny 61-letni pan Kazimierz. Mężczyzna korzystał z pomieszczenia gospodarczego, które nie miało nawet wszystkich ścian. Brakowało też części dachu. Rankami i wieczorami dogrzewał się paląc ognisko.

 

- Miał tam swoje materace i wszystkie inne rzeczy – mówi „Tygodnikowi Szczytno” Małgorzata Wardęcka, żona pana Rafała. - We wtorek mój mąż wyszedł około 16 po opał do garażu i zauważył kłęby dymu. Wielki ogień. Krzyknął do mnie, abym zadzwoniła po straż, a sam pobiegł do tego pana.

 


Reklama

61-latek leżał nieprzytomny tuż przy ognisku, od ognia zapaliła mu się kurtka. Pan Rafał nie przestraszył się płomieni i zaczął wyciągać rosłego 61-latka, co nie było wcale łatwe, bo mężczyzna ważył swoje. Na szczecie udało się mu wydobyć pana Kazimierza ze strefy pożaru. Udzielił mu pomocy i przekazał ratownikom medycznym, którzy dojechali na miejsce tragedii. Po przebadaniu 61-latek trafił do szpitala w Szczytnie.

 

- Bez wątpienia życie zawdzięcza panu Rafałowi – nie mają wątpliwości ratownicy. - Kilka minut później byłoby już za późno.

 

Ogień ugasili strażacy z OSP Dźwierzuty i z zawodowej jednostki w Szczytnie.

Reklama

 

- Dla mnie mój mąż zawsze był bohaterem – mówi pani Małgorzata. - Ale jesteśmy skromnymi ludźmi, nie zależy nam na rozgłosie. Po prostu trzeba było ratować tego człowieka i to zrobiliśmy. Ludzki odruch – dodaje.

 

Sprawą zainteresowali już policjanci oraz gminni urzędnicy. Będą starali się pomóc panu Kazimierzowi wrócić do normalnego życia.

 



Komentarze i materiały powiązane pojawią się poniżej.

Więcej materiałów podczas przewijania.

Reklama