Wtorek, 5 Maj
Imieniny: Floriana, Michała, Moniki -

Reklama


Reklama

Zaklinacz Mazur


Kazimierz Abramczyk to nietypowy twórca ludowy z Piwnic Wielkich, który od pięciu lat zajmuje się zamykaniem grzybów do słoika. Za to na pozór zwykłe zajęcie otrzymał już dwie nagrody. Jednak nie tylko na to poświęca czas. Dodatkowo tworzy baby pruskie, a wszystko łączy z kolejnym zainteresowaniem, jakim jes...


  • Data:

Kazimierz Abramczyk to nietypowy twórca ludowy z Piwnic Wielkich, który od pięciu lat zajmuje się zamykaniem grzybów do słoika. Za to na pozór zwykłe zajęcie otrzymał już dwie nagrody. Jednak nie tylko na to poświęca czas. Dodatkowo tworzy baby pruskie, a wszystko łączy z kolejnym zainteresowaniem, jakim jest chemia.

Pan Kazimierz zdolnosci manualne kształtował już w dzieciństwie. - Miałem siedmioro rodzeństwa, rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Żyliśmy skromnie, więc jeśli chciałem zabawkę musiałem wykazać się pomysłowością, a potem włożyć w to jeszcze trochę pracy – wspomina. – Pamiętam, że robiłem własne klocki i warcaby. Z upływem czasu swoje zamiłowania i zdolności pogłębiał i poszerzał.

Mazury zaklęte, a nie zamknięte

Pomysł na zamykanie grzybów w słoiku powstał, gdy odwiedzili go przyjaciele. - Przy moim domu wyrosły dwa ogromne borowiki, gościłem wówczas dwójkę znajomych. Koleżanka powiedziała, że szkoda pociąć tak piękne okazy. Pomyślałem wówczas, że faktycznie miło się na nie patrzy, więc każdy w całości zamarynowałem w oddzielnych słoikach. Chciałem jednak, by zachowały one nie tylko swój wygląd. Zalałem je więc kwasem mlekowym, który nie zmienia ani naturalnego zapachu ani smaku, a dodatkowo nie niszczy wątroby jak ocet i dodaje energii – tłumaczy. Abramczyk - Pojechał z wyrobem na konkurs "Mazury zamknięte w słoiku", który zrobił tam ogromną furorę. - Nie spodziewałem się takiego zainteresowania. Ludzie nawet "pstrykali" sobie z nim zdjęcia, miałem też wiele propozycji sprzedaży – wspomina. Właśnie od nazwy konkursu pan Kazimierz stworzył swoją. - Gdy rozmawiałem o nim ze znajomą usłyszałem "Mazury zaklęte w słoiku". Pomyślałem, że fajnie to brzmi i tak zostało. Abramczyk za swoje "zaklęte" grzyby dwukrotnie otrzymał pierwsze miejsca. Jedno w konkursie wspomnianym wyżej, a drugie na podczas Festiwalu Smaków w Grucznie "Smak Roku" za borowika w kwasie mlekowym.


Reklama

Baby pruskie maskotką Olsztyna

Pan Kazimierz robi także baby pruskie, a swoje hobby łączy z innym. - Studiowałem chemię na Politechnice Warszawskiej. Już jako chłopiec przerobiłem jeden z pokoi na własne laboratorium, czego efektem były m.in. pożary w rodzinnym domu. Nigdy bowiem nie bawiło mnie siedzenie nad wzorami, a eksperymenty - opowiada. Mężczyznie nie wystarczało zwykłe wyrabianie bab pruskich. Do tych glinianych dodaje efektywne mikroorganizmy. - Staram się wykorzystywać to, co daje nam natura. Bakterie sprawiają, że woda, w której zamoczy sie taka babę, staje się smaczniejsza, choć nie każdy to wyczuwa. Natomiast każdy zauważy różnicę w smaku bimbru, "potraktowanego" babą – twierdzi. Pan Kazimierz tworzy je nie tylko z gliny. Poza nią wykorzystuje nieszkodliwe odpady, jak tacki czy styropian, do którego dodaje cement. - Wówczas 170-centymetrowa figura jest lżejsza, waży mniej więcej 25 kilogramów – mówi. – Jedna z moich bab wygrała konkurs Urzędu Marszałkowskiego na maskotkę Olsztyna. Teraz jest ona prezentowane gościom odwiedzającym to miasto.

Plany na przyszłość

- Na pewno wciąż będę tworzył to, co do tej pory. Lubię robić rzeczy, które bawią ludzi – mówi. Niedawno pan Kazimierz wymyślił, by na jednej ze swoich figur ze styropianu popoływać po rzece. - Chcę w maju przyszłego roku wykorzystać babę pruską jako kajak. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jak wspominałem wcześniej staram się nie robić dalekosiężnych planów, zresztą i tak moim życiem w dużej mierze rządzi przypadek, co mi jak najbardziej odpowiada – kwintuje Kazimierz Abramczyk.

Reklama

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama