Czwartek, 6 Sierpień
Imieniny: Emila, Karoliny, Kary -

Reklama


Reklama

ŻYĆ PEŁNIĄ ŻYCIA – Leszek Mierzejewski i moje Szczytno z tygodnia na tydzień


Dzięki mojemu ojcu noszę jego nazwisko, którego powstydzić się nie mogę. Ojciec rodowitym był Polakiem, spod Ostrołęki. Nazwisko, które mi przekazał, ma korzenie typowo polskie i coś wspólnego z regionem ostrołęckim. Prawdę mówiąc, nigdy nie zastanawiałem się nad własną tożsamością, która wynika zarówno z biologii, genów, jak i pochodzenia, czy późniejszego wychowania.

 

 


  • Data:

Zawsze cieszyłem się, że końcówka mojej godności ma notowania wśród tamtej społeczności, po prostu mój ród był i jest w poważaniu. Nadawano ją osobom polskiego pochodzenia, które związane były z posiadaną własnością ziemską. Żona ojca, a moja matka również pochodziła z rodu o nazwisku kończącym się na „ski”. Mieszkała w Śniadowie, na rzut kamieniem od Ostrołęki.

 

Ślub kościelny wzięli w czasie okupacji niemieckiej. Ja urodziłem się rok po II wojnie światowej i to w najpiękniejszym miesiącu, bo w maju. Ujrzałem świat w samo południe, tak mi opowiadała moja matka, która dokładnie pamiętała, że było to punktualnie o godzinie dwunastej, gdyż na wieży kościelnej w Śniadowie biły dzwony, wzywając wiernych na Anioł Pański. Ja twierdzę, że dzwony biły, ale na moją cześć, że wykluł się niepowtarzalny element ludzki i to w śniadowskiej parafii.

 

Ale historia zaczyna być ciekawa dopiero po roku, gdy ojciec mój dostał nakaz pracy. Właśnie latem 1947 roku przeprowadził się do poniemieckiego miasteczka - Szczytna. Nie każdy z młodych dziś uwierzy, ale w tamtych powojennych latach po prostu brakowało rąk do pracy. Fachowiec po Zasadniczej Szkole Zawodowej, wówczas Rzemieślniczej stawał się od razu majstrem. Gdy trafił się jakiś technik, to patrzono na niego jak w święty obraz.

 

Przecież już „mała matura” otwierała wszystkie drzwi w zakładach pracy, nawet do magistratu! Wyjaśniam, że mała matura, to 9 klas lub skończona 2 klasa każdej szkoły średniej. Magister lub inżynier trafiał się jeden na całe miasto. Pamiętam jeszcze za moich młodych lat, bo w 1967 roku, gdy rozpoczynałem pracę w Olsztyńskich Zakładach Przemysłu Lniarskiego „Ol - len” Szczytno, to mgr inż. był ponad wszystko. Zresztą wówczas skrót ten żartobliwie tłumaczono: możesz gówno robić i nieźle żyć. Za jakiś czas skrót ten przypisano i dla robotnika, czytając go wspak: żebyś nie wiem ile robił gówno masz.

 

Powracając do mojej rodziny, to zgodnie z doktryną ówczesnych władz politycznych trzech wykształconych na kolejarzy braci musiało opuścić przeludnioną Ostrołękę i podjąć pracę na bezludnej „Ziemi Obiecanej”. Tak więc mój ojciec Tadeusz od 1947 roku zatrudniony został, jako konduktor, a w niedługim czasie jako kierownik pociągu na PKP w Szczytnie.

 

Młodszy jego brat Henryk, również w 1947 roku rozpoczął pracę na PKP w Szczytnie, jako dyżurny ruchu. Najmłodszy z braci Stanisław w 1948 roku przeprowadził się do Olsztyna jako maszynista parowozów. Jedynie ciocia Zosia została na miejscu, bo wyszła za mąż za piłkarza grającego w tamtejszym klubie „Kolejarz-Ostrołęka”. Wujek również parał się całe życie pracą na kolei. Na ojcowiźnie, w Tobolicach pod Ostrołęką gospodarzył czwarty z braci - Mietek.

 

Dziś mija 75 lat, gdy mój ojciec z matką i rocznym dzieciakiem to znaczy ze mną, po raz pierwszy ujrzeli ulicę Polską w Szczytnie. Faktycznie ujrzeli morze ruin w centrum naszego miasta.

 


Reklama

Ulica Polska latem roku 1947.

 

Nasza trzyosobowa rodzina zamieszkała na pierwszym piętrze wielorodzinnej, poniemieckiej kamienicy na ul. 1 Maja 7. Ulica 1 Maja znajduje się w centrum miasta, które jeszcze w 1950 roku, a w szczególności ulice Polska i Odrodzenia były morzem ruin. My, podrostki, mieliśmy z tego frajdę. Ulubioną naszą zabawą była wojna, czyli rzucanie do siebie odłamkami z cegieł. Niejednokrotnie wracaliśmy do domu zakrwawieni i poobijani, gdzie czekały nas następne trafienia kuksańców od ojców za niedozwolone zabawy.

 

Dziś należy przypomnieć, szczególnie młodym, że Szczytno pod koniec stycznia 1945 roku zostało zdobyte bez większych starć, a tym samym i uszkodzeń. Walki o miasto miały charakter potyczek grup zwiadowczych poszczególnych dywizji radzieckich z żołnierzami Volkssturmu i niemieckimi oddziałami osłaniającymi odwrót. W późniejszych latach, właśnie Rosjanie, jako zdobywcy dewastowali i niszczyli w szczególności centrum miasta.

 

Co najgorsze, że mieli przyzwolenie dowództwa, a wręcz zachętę. Wszystkim Polakom wmawiano, że i tak tu Niemcy powrócą. Nie oszukujmy się, taka była prawda! Pamiętam, że jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku niektórzy polscy gospodarze nie remontowali swoich obejść. Twierdzili, że i tak tu autochtoni powrócą! Ciekawostką było, że niejednokrotnie na zawalających się dachach stały satelitarne anteny telewizyjne. Obłęd.

 

Z tematu gwałtów dokonywanych przez Sowietów na kobietach z naszych ziem, wiele już starano się powiedzieć i napisać. Nie będę szczegółowo omawiał tego zagadnienia, ale z moich młodych lat pamiętam opowieści Mazurów, że pijani rosyjscy sołdaci gwałcili wszystkie złapane kobiety, wszystkie one były dla nich Niemkami. Żeby uchronić żony przed zgwałceniem, mój ojciec zamieszkał z kolegą kolejarzem we wspólnym mieszkaniu na ul. 1 Maja. Gdy jeden z nich miał nocny dyżur kolejarski, to drugi czuwał w mieszkaniu. Wielokrotnie w nocy dobijali się pijani sołdaci, ale gdy zobaczyli mężczyznę w mundurze i czerwonej czapce z orzełkiem, to natychmiast odpuszczali.

 

Następną plagą było szabrownictwo. Trzeba pamiętać, że po wyzwoleniu panowało bezprawie, poczucie bezkarności ze strony poszczególnych jednostek radzieckich. Mój przyjaciel śp. Ewald Wieczorek, Mazur spod Szczytna, jako młody chłopak w latach 1945 i 1946 pracował jako kierowca w dowództwie sowieckim. Siedziba ich była w budynku na przeciw Zespołu Szkół nr 1, tj. w budynku stojącym na rogu ul. Bartna Strona i Śląska. Na początku lat 50. XX wieku Ewald Wieczorek wyjechał z rodziną do RFN, a w latach 80 organizował i przywoził do naszego szpitala dary. Opowiadał mi wówczas o drastycznych wyczynach sowietów.

 

Kolejną uciążliwością życia dla powojennych stałych mieszkańców Szczytna był tzw. „polski szaber”, czyli grabież mienia pozostawionego przez Niemców i Mazurów. Okoliczni Kurpie i mieszkańcy z Mazowsza uważali bowiem, że wpadają na ziemię niczyją, a rabowane mienie jest swoistą rekompensatą za krzywdy, jakich doznali od okupanta niemieckiego. Warto pamiętać, że szabrownicy nie odróżniali Mazura od Niemca, traktując ludność mazurską w ten sam sposób, co niemiecką.

Reklama

 

Szczytno w początkach lat 50. niewielu miało jeszcze mieszkańców. Znali się wszyscy jak przysłowiowe „łyse konie” - o czym opowiadał mi mój ojciec. Przyjaźnił się np. z Czesławem Klenczonem, ojcem Krzyśka. Razem pracowali pod koniec lat czterdziestych na PKP. Czesław Klenczon i mój ojciec wywodzili się spod Ostrołęki, z nieodległych wsi, więc przed wojną spotykali się na wiejskich zabawach, festynach, odpustach w Kamionce nad Narwią i innych imprezach.

 

Ojciec mój identycznie jak Czesław był członkiem AK - w latach 1944, 1945, 1946 i do ujawnienia się na początku 1947 r. ukrywał się w Pruszczu Gdańskim. Czesław jako oficer AK ukrywał się przez dłuższy okres! W czasie działalności w AK współpracowali. Po śmierci ojca matka moja otrzymywała świadczenia jako wdowa po AK-owcu.

 

Wartym odnotowania jest fakt, że bal maturalny w 1959 roku został wyprawiony w restauracji „Leśna”. Było to wyjątkowe, nietypowe zdarzenie. Bale maturalne były urządzane w salach gimnastycznych, świetlicach szkolnych, stołówkach - ale nie w restauracjach, jak to teraz jest już nagminnie praktykowane. Ewenementem było, że do tańca przygrywała profesjonalna orkiestra złożona z muzyków Wyższej Szkoły Oficerskiej MO w Szczytnie – jednym zdaniem, był to bal na 100 par.

 

Na historycznym już zdjęciu od lewej siedzi NN, drugi od lewej, to mój ojciec Tadeusz Mierzejewski, obok niego Czesław Klenczon i ostatni to dyrektor Liceum Ogólnokształcącego, pan Mazur.

 

Rodzice moi już dawno umarli, dzieci się postarzały, wnuczki podorastały, a ja mam tę satysfakcję, że już nie muszę się przebijać i rozpychać łokciami. Osiągnąłem w życiu to, co zaplanowałem i już wyżej pośladków nie podskoczę. Cieszę się, że moje dzieci, a tym bardziej wnukowie rejestrują w mózgu więcej obrazów niż my dorośli, przez co dostarczają sobie więcej informacji.

 

Tylko że od czasu do czasu martwię się poczynaniami niektórych „urzędasów”, którzy patrzą na nas seniorów, jak na tych z marginesu. Np. negatywnym przykładem jest jeden z naczelników, zaangażowany w przygotowanie ostatniej SENIORIADY. Najpierw zaproszono mnie do jego gabinetu i poproszono żebym poprowadził lekcje rysunku na tej imprezie. Miałem problem, gdyż w tym terminie wcześniej uzgodniłem i zatwierdziłem swój wyjazd na plener malarski. Ale czego się nie robi dla swoich! Gdy pozmieniałem plany wyjazdowe, poinformowano mnie, że naczelnik zmienił decyzję: - Lekcje poprowadzi pani profesor z Uniwersytetu z Olsztyna! - usłyszałem. Dlaczego? Czy wynika to z autentycznego zainteresowania młodszym człowiekiem? Nie! Po prostu złośliwość, bo jestem człowiekiem od burmistrza...

Leszek Mierzejewski

e-mail: leszek.mierzejewski@gazeta.pl



Komentarze do artykułu

Iga

Dziękuję za to wspomnienie i opowiedzenie o historii jak to było po wojnie. Mało osób o tym wie ilu ludzi(szabrowników) wywoziło ze Szczytna i okolic co się dało.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama