Skontaktowaliśmy się z osobami, które związane są ze Szczytnem, ale mieszkają poza krajem, by się dowiedzieć, jak – ich oczami – żyje Europa w czasie pandemii.

We Włoszech mieszkam od ponad dwudziestu lat, a w samym Rzymie od dziesięciu. Obecnie w stolicy panuje wszechobecny strach. Ulice Wiecznego Miasta są opustoszałe. Bardzo liczne na ulicach są patrole policji i karabinierów. Od miejsca zamieszkania nie można się oddalać na odległość większą niż 200 metrów, a przekroczenie tego limitu skutkuje otrzymaniem dość wysokiego mandatu, nawet 1040 euro. Wcześniej na zewnątrz w promieniu 200 metrów mogli poruszać się wyłącznie dorośli bez dzieci. W ostatnich dniach nieco to zliberalizowano.
We Włoszech wśród społeczeństwa jest dość duży odsetek ludzi starszych i większa ich część do nakazów i przepisów, wydaje mi się, podchodzi bardzo lekceważąco i nie potrafi zrozumieć powagi sytuacji. Chodzą bez masek i nie ochronnych rękawiczek. Nie tak dawno dowiedziałam się o dekrecie, który nakazuje mieszkańcom m.in. Wenecji, Bergamo i Mediolanu noszenie maseczek i rękawiczek. Jak na razie w Rzymie tego nie wprowadzono.
Sklepy spożywcze są otwarte tylko do 19.00, a do środka jest wpuszczanych maksymalnie 4 klientów, stąd spore kolejki.
Według mnie, Włosi na początku bagatelizowali zagrożenie. Po informacjach w mediach o dużej liczbie zgonów, epidemię wirusa zaczęli traktować bardziej poważnie. Nie było tu paniki zakupowej, związanej m.in. z wykupem papieru toaletowego, makaronów czy ryżu. Może początkowo na półkach była zauważalna mniejsza niż zazwyczaj ilość mąki. Jedynym deficytowym towarem, zupełnie jak w Polsce, są obecnie drożdże, które naprawdę jest trudno kupić w jakimkolwiek ze sklepów.
Daje się słyszeć opinie, że sytuacja związana z epidemią poprawi się już w maju, ale ci bardziej pesymistycznie nastawieni uważają, że nastąpi to dopiero we wrześniu.

W Wiedniu mieszkam od 3 lat. Obecnie miasto opustoszało. Wcześniej stacja metra, na której wsiadałam jadąc do pracy, była dosłownie zatłoczona, a pociągi przyjeżdżały regularnie co 3-4 minuty. Teraz na stacjach są pustki, a nieliczni pasażerowie metra to ludzie, którzy z racji wykonywanego zawodu nadal muszą pracować i posiadają odpowiednie upoważnienia do poruszania się po mieście. Na początku było podobnie jak w Polsce. Ludzie w sklepach masowo wykupywali podstawowe artykuły spożywcze i przede wszystkim papier toaletowy. Obecnie wszystko wróciło już do normy. Od 1 kwietnia został wprowadzany stopniowo w sklepach obowiązek noszenia przez pracowników i klientów masek oraz rękawiczek, a od 6 kwietnia obowiązuje on już we wszystkich miejscach sprzedaży detalicznej.
Mieszkańcom Wiednia na początku było chyba trudno przyjąć do wiadomości, że jest to bardzo poważna sprawa, ale widać, że dostosowali się do nakazów administracyjnych, których nieprzestrzeganie grozi wysokimi sankcjami finansowymi, a kary w Austrii sięgają 4, a nawet 5 tysięcy euro. Starsze osoby podeszły do tego bardzo poważnie, a obecność niektórych na ulicach wynika zapewne z tego, że są samotne i zdane są wyłącznie na siebie. Są również i odstępstwa i mi osobiście zdarzało się podczas dojazdu do pracy wielokrotnie spotykać starszego pana, który nie miał maseczki i rękawiczek.
Znam osoby, które w obawie przed koronawirusem zupełnie nie opuszczają swoich mieszkań, jednak są to już ludzie starsi. Jednemu z moich sąsiadów zakupy dostarcza córka. Zostawia je przy windzie, skąd zabiera je ojciec, skrupulatnie przy tym dezynfekując uchwyty toreb.

W Norwegii, a dokładniej – w Bergen, mieszkam od ponad 8 lat. Podobnie jak w Polsce, czynne są jedynie sklepy spożywcze i te, które są niezbędne do normalnego funkcjonowania.
13 marca wpłynęła decyzja o zamknięciu najpierw przedszkoli, a następnie szkół i reszty placówek oświatowych w kraju. Jednak nie wszystkie przedszkola są zamknięte, bo dla dzieci, których rodzice wykonują bardzo ważne obecnie zawody, np. lekarza, pielęgniarki, niewielka część tych placówek działa, aby na czas wykonywania przez nich obowiązków, te dzieci miały gdzie przebywać.
Norweskie ulice nie są tak do końca opustoszałe. Jeśli jest słonecznie, to można na ulicach zobaczyć dzieci, najczęściej z rodzicami. Nie tak dawno premier kraju wydał zakaz organizowania spotkań w hyttach, czyli domkach letniskowych, które to spotkania Norwegowie traktują już jako element tradycji. W tym roku jednak, jak już powiedziałam, premier zabronił organizowania w nich rodzinnych spotkań wielkanocnych.
Tam, gdzie ja mieszkam, rzadko można spotkać na ulicach mieszkańców, którzy używają masek i rękawiczek ochronnych. Jedynie w sklepach przy wejściach są dozowniki z żelem antybakteryjnym, który należy użyć przed i po zakończeniu robienia zakupów. Na podstawie obserwacji, śmiało mogę potwierdzić, że w Norwegii nie ma tak rygorystycznych obostrzeń, jak w Polsce. Tu mogę wyjść spokojnie z domu na spacer i nikt mi nie wlepi mandatu.

W Hiszpanii przebywam od końca listopada. Mieszkam w Alaquás, mieście wielkością zbliżonym do Szczytna. Sytuacja w Hiszpanii jest naprawdę tragiczna. Mówi się tu, że na wzrost liczby zachorowań wpłynęły władze, które pozwoliły na organizację marszów 8 marca z okazji Fallas, czyli Święta Ognia. Jeszcze podczas ogłoszenia pierwszych zgonów, związanych z koronawirusem, spokojnie można było się przemieszczać po mieście.
Od 10 marca dało się zauważyć poruszenie wśród społeczności, czyli masowe zakupy. Podobnie jak w Polsce, brakowało na półkach przede wszystkim papieru toaletowego i makaronu. Trzy dni później w regionie, w którym mieszkam, wprowadzono stan alarmowy. Obostrzenia są również podobne do tych w Polsce z tą tylko różnicą, że w Hiszpanii wprowadzono je wcześniej, ale dla samej sytuacji na miejscu było to już za późno. Można wyjść tylko do sklepu po najbardziej niezbędne produkty, do apteki, z psem oraz do pracy. Od 13 marca w Hiszpanii są otwarte jedynie sklepy spożywcze i apteki.
Jeszcze wczoraj (6 kwietnia) w mediach podano, że w ciągu ostatniej doby zachorowało około 4 tysięcy osób, a jeszcze ponad tydzień temu w ciągu jednego tylko dnia było to 8 tysięcy i jest to być może tendencja spadkowa albo też ludzie zaczęli bardziej respektować nakazy i zalecenia władz.
Hiszpańskie ulice w ostatnich tygodniach dosłownie opustoszały i poruszają się po nich właściwie tylko policyjne radiowozy. Codziennie o godzinie 20.00 wychodzimy na balkony, żeby bić brawo osobom, które wracają po kilkunastogodzinnej pracy do domów. Hiszpańska policja w każdej chwili może zatrzymać każdego do kontroli i sprawdzić czy wyjazd/wyjście było celowe, bo na przykład gdy się powie, że się było na zakupach, a nie ma się ich w torbie czy samochodzie, to od razu jest wystawiany mandat i trzeba wówczas za płacić 360 euro kary. To samo dotyczyło wcześniej przejazdu dwóch osób w aucie i wówczas również był wystawiany mandat w takiej samej wysokości.

Z tego co widzę i obserwuję, to mieszkańcy Niemiec chyba niewiele sobie robią z sytuacji. Wielu ludzi nie stosuje się do wprowadzonych zakazów i nakazów, a przecież każde nieuzasadnione wyjście z domu jest karane mandatem w wysokości do 300 euro, a każde kolejne wykroczenie jest już kierowane do sądu. Do niektórych ludzi jeszcze to nie dociera, a część z nich nawet śmieje się z tego.
Aktualnie w Niemczech rząd planuje zamknąć całkowicie granicę m.in. z Polską i Czechami oraz Holandią i wprowadzić dla powracających obywateli 14-dniową kwarantannę. Ulice na pewno nie wyglądają tak, jak jeszcze ponad miesiąc temu.
Od 16 marca dzieci w Niemczech nie chodzą do szkoły. Z czasem również zamknięto i pozostałe placówki oświatowe. Praktycznie w każdej firmie dochodzi do redukcji etatów i z dnia na dzień z pracą jest naprawdę coraz gorzej.
W mieście, w którym mieszkam, są czynne tylko sklepy spożywcze, a wszystkie inne są pozamykane. Do żadnego sklepu nie wejdzie się bez wózka, a przy każdym wejściu stoi ochrona, która każdemu dezynfekuje dłonie.
Lekarze rodzinni właściwie nie przyjmują, można się z nimi kontaktować przez telefon lub też komunikator internetowy, na przykład skype.

W Londynie mieszkam już 13 lat. Jeśli chodzi o koronawirusa, to środowiska polonijne są podzielone na dwa obozy: pierwszy twierdzi, że jest to element teorii spiskowej, drugi podchodzi do tego bardzo poważnie i do tej drugiej grupy się zaliczam. Sami Brytyjczycy, mam wrażenie, problem lekceważą i nie podchodzą do niego z należytą uwagą i odpowiedzialnością. W lokalnej prasie dość często pojawiają się zdjęcia dosłownie całych rodzin, które jakby nic się nie stało, tłumnie spotykają się w parkach. Do niedawna spotkanie kogoś na londyńskiej ulicy w masce naprawdę należało do rzadkości. Moi sąsiedzi pochodzą z Afryki i wraz ze swoimi dziećmi nie noszą rękawiczek ani też masek, bo uważają, że to nie jest ich problem, a sama choroba dotyczy tylko białych, a im samym nic nie grozi. Jako mieszkańcy możemy robić tylko najpotrzebniejsze zakupy i nie możemy się dalej poruszać i przemieszczać.
Obostrzenia na Wyspach są podobne do tych w Polsce, aczkolwiek w stolicy wielkie sklepy są pozamykane, a czynne są jedynie te mniejsze. Na zakupy jest wpuszczanych zaledwie kilka osób. Część Brytyjczyków zaczęła zauważać problem z koronawirusem zaledwie nieco ponad tydzień temu i bardzo poważnie zaczęła podchodzić do pandemii. Co jest na chwilę bardzo zauważalne w samym Londynie? Zmniejszający się smog i coraz większa przejrzystość powietrza, na co niewątpliwie wpływ ma zmniejszona aktywność ludzi.
Polaków mało, bo się nimi pomiatało, więc przestali się mnożyć. Dużą zasługę mieli tu pracodawcy, którzy zalegali z wynagrodzeniem za pracę i szydzili: NIE PODOBA CI SIĘ, TO WON. NA TWOJE MIEJSCE DZIESIĘCIU CHĘTNYCH!!! No i mają.
kto winien?
2026-04-06 15:51:43
To było już od 20 lat wiadomo, jakie podjęto działania aby zmienić ten trend przez lokalne władze - żadne a sytuacja z roku na rok jest gorsza i będzie
HTB
2026-04-05 21:37:25
A znacie Panowie \"Awantury arabskie\" Makuszyńskiego? A wiecie, że nie uchodzi odnosić się do nazwisk, ich etymologii? Byli sobie generałowie Żyto, Baryła, Oliwa, a też był sobie generał Kuropieska. Ale też był minister Ziobro oraz Prezydent Duda i Prezydent Wałęsa. A tam, jeszcze parę nazwisk by się znalazło, więc nie polecam zamachu motyką na słońce.
Do Polaka i Zakutych łbów
2026-04-04 20:26:34
Zakute Łby : ) - przeczytałem Twój komentarz i całkowicie się z nim zgadzam. Od dawna nie czytam wypocin milicjanta i tego drugiego grafomana Niemczuka. Szkoda czasu. Raz już to tu kiedyś napisałem ale powtórzę za mistrzem Jerzym Dobrowolskim: „Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję.”
Szczery Demokrata
2026-04-03 10:30:19
Może rzeczywiście trzeba zastanowić się nad tym skąd hotel Natura Mazur czerpie wodę? jeśli z ujęć głębinowych a te zasilają jezioro to odp jest prosta. Czy sie mylę i hotel czerpie z wodociągów? moze ktos odpowie
edek
2026-04-03 09:35:55
To bardzo skromny i niezmanierowany Doktor. Cenię jako człowieka, który podchodzi do pacjenta z sercem. Zjeździłem całą Polskę, lecząc się prywatnie, i nigdy nigdzie nie otrzymałem tyle opieki i pomocy, którą okazał mi Pan Doktor. Ogromny szacunek.????????????
Dariusz
2026-04-02 18:31:30
Bez skrótów. Bez przypadków. Bez imienia. Bez nazwiska. Po prostu policjant. Ze Szczytna.
Czytelnik ze Szczytna
2026-04-01 17:48:06
To doskonały pomysł, niech mnie pan cytuje studentom ile tylko można, ludzie w końcu muszą poznać prawdę. nie tylko jednostronną fałszywą narrację. Cały świat wie czym Netanjahu wciągnął Trumpa w wojnę, oczywiście o aktach Epsteina, agenta Mossadu, nic Pan nie słyszał, prawda? :)... I nie Rosjanie o tym otwarcie mówią, tylko sami Amerykanie. W moich komentarzach piszę mój punkt widzenia, do którego mam pełne prawo...a Pan sraczki dostaje i nie potrafiąc się do nich merytorycznie odnieść, i podważyć, używa agresywnego personalnego ataku. Prawda jest niepodważalna.. co nie?
Polak
2026-04-01 14:02:23
Najbardziej to pewnie ucieszył się ten pan z DPS, ktory zawsze prosi o drobne pod biedra lub Orlenem. Jak każdy student dal mu piątaka to będzie miał na kilka czteropakow
Kamil
2026-04-01 12:35:56
Mądrzejewski-toponimiczne pochodzenie nazwiska od przymiotnika (mądry). Być może. Wgłębiając się jednak w twórczość p. Mądrzejewskiego zamieszczaną na łamach owego tygodnika, widzę człowieka, która za wszelką cenę chce nam wszystkim udowodnić, iż należy do starannie wyselekcjonowanej grupy mądrych. Grupa mędrców Donalda Tuska. Może się mylę. Może treści, które czytam, to myśli głębsze po głębszym. Może ja czegoś nie rozumiem i autor rzeczywiście jest mądrzejszy ode mnie. Szukam odpowiedzi. Na razie znalazłem jedną. Jak dla mnie mało miarodajną. Zawsze to jednak jakiś trop. Otóż statystyki nazwisk w Polsce podają, iż osobników płci męskiej o nazwisku Mądrzejewski jest tylko 266-u. Jak mawiała pani Kidawa-Błońska cyt: „gdyby natura chciała, to przekop by sama zrobiła\". Nie zrobiła. Z mądrością widać też jej nie poszło.
Zakute Łby : )
2026-04-01 12:08:43