Niedziela, 3 Marca
Imieniny: Kingi, Maryna, Tycjana -

Reklama


Reklama

SZWAJCARIA na szlaku szczycieńskich tenisistów


Szczycieńscy tenisiści łączą przyjemne z... przyjemnym. Podobnie jak miejscowi pasjonaci futbolu, starają się towarzyszyć reprezentantom Polski w ich zagranicznych zmaganiach, wykorzystując wyjazdy do poznawania świata i ludzi. Relację z wyjazdu do Szwajcarii sporządził Mariusz Radziszewski.



Kolejny wyjazd na Turniej Tenisowy w Stowarzyszeniu Mazurski Klub Tenisowy w Szczytnie jest już historią. Po majowym wyjeździe na turniej Mutua Open 2023 w Madrycie, tym razem przyszedł czas na „jesienny” wypad do Szwajcarii do Bazylei na turniej Swiss Indoors Basel 2023. Tradycyjnie wycieczkę połączyliśmy również ze zwiedzaniem Szwajcarii i okolic. Ze względów logistycznych, biorąc pod uwagę koszty życia w Szwajcarii oraz piękno krajobrazu tego państwa w eskapadę wybraliśmy się samochodami.

 

Mariusz Radziszewski.

 

 

Cała podróż trwała 9 dni, w tym czasie odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc na południu Polski, Niemiec i Szwajcarii.

 

Pierwszego dnia obejrzeliśmy zamek Książ koło Wałbrzycha oraz zamek Czocha koło Jeleniej Góry. Po noclegu na Dolnym Śląsku, wyruszyliśmy w dalszą drogę przez Niemcy, odwiedzając malownicze miasto Bamberg koło Norymbergii, docierając w okolice Jeziora Bodeńskiego, gdzie mieliśmy kolejny nocleg.

 

Nazajutrz z rana dotarliśmy do Szwajcarii, do bardzo pięknego i urokliwego miasteczka Stein am Rhein nad Renem. Następnie dotarliśmy do jednej z najbardziej znanych atrakcji Szwajcarii, czyli nadreńskich wodospadów koło miasta Szafuza. Po krótkim pobycie nad wodospadami wyruszyliśmy do miejscowości Wollerau, gdzie mieszka obecnie jeden z najlepszych tenisistów świata Szwajcar Roger Federer. Niestety, nie udało się go zastać w domu, więc po zrobieniu kilku fotek i filmików pojechaliśmy do Zurychu. Miasto położone nad przepięknym jeziorem o tej samej nazwie nie zrobiło na nas większego wrażenia.

 

Późnym wieczorem dotarliśmy do docelowego lokum noclegowego - miasta Saint Louis położonego we Francji, kilka kilometrów od Bazylei. Mimo wyczerpującej dwudniowej jazdy i deszczowej pogody postanowiliśmy wybrać się na mecze tenisowe z udziałem światowej czołówki, w tym naszego rodaka Huberta Hurkacza, który w pierwszej rundzie zawodów trafił na zawsze groźnego Serba Dusana Lajovica. Po zaciętym i wyrównanym pojedynku Hubi wygrał ten mecz 7:6 6:3 i zameldował się w drugiej rundzie turnieju, gdzie czekał na niego Niemiec Leonard Struff, z którym także wygrał 2:0 w setach.

 

Ponadto udało nam się obejrzeć bardzo wyrównany pojedynek między Duńczykiem Holgerem Rune i Serbem Miromirem Kecmanovicem, zakończony zwycięstwem 2:1 dla Holgera, a na koniec dnia mecz lokalnego bohatera Stana Wawrinki i Rosjanina Aleksandra Szewczenko. Po bardzo emocjonującym spotkaniu Stan musiał uznać wyższość młodszego kolegi z Rosji.

 

Środa również przywitała nas deszczowo, więc postanowiliśmy pozwiedzać środkową Szwajcarię, gdzie prognozy pogody były obiecujące. Z każdą godziną jazdy robiło się słoneczniej i cieplej. Po ponad godzinie podróży dotarliśmy do uroczej i klimatycznej miejscowości Zug, następnie podążaliśmy malowniczą trasą wzdłuż jeziora o tej same nazwie, a dalej bardzo krętą i dość wymagającą trasą o przewyższeniu ponad 600 metrów ku szczytowi Rigi, by podziwiać piękno Szwajcarii w najczystszej postaci.


Reklama

 

Dalej jechaliśmy wzdłuż linii brzegowej jeziora aż dotarliśmy do Lucerny z bardzo starym i drewnianym mostem Kapellbrucke z XIV wieku. Po spędzeniu ponad godzimy w tym uroczym mieście ruszyliśmy dalej w stronę naszej bazy noclegowej koło Bazylei, mijając miasta Brienz, Interlaken oraz Thun, a wszędzie dookoła nas góry i lasy... po prostu bajka.

 

Czwartek w okolicach Bazylei znów bardzo pochmurny z niewielkimi opadami deszczu , a przed nami równie a może nawet bardziej dzionek pełen atrakcji, tym razem dolina Lauterbrunnen – perełka regionu Jungfrau, która zachwyca zielonymi zboczami na tle surowych ośnieżonych alpejskich szczytów. Jej szumiące relaksująco wodospady zdobią wiele pocztówek i zdjęć , podobnie jak kolejki jeżdżące po wysokich okolicznych górach.

 

Pierwszy przystanek to zjawiskowe miasteczko Grindelwald , położone względem Lauterbrunnen po drugiej stronie Eigeru. Znajduje się w urokliwej kotlinie i jest to taki trochę bardziej kameralny zimowy kurort, mimo że to największy ośrodek narciarski w regionie Jungfrau, miejsce, które każdy powinien zobaczyć będąc w Szwajcarii, po prostu „must see”.

 

Następnie udaliśmy się do wspomnianej już doliny Lauterbrunnen i miasteczka o tej samej nazwie. Po ponad godzinnej wędrówce po okolicznych atrakcjach i skromnej przekąsce koreańskich hot-dogów zakupionych u pary rodaków z okolic Krakowa, którzy mają budkę z tymi przysmakami, ruszyliśmy do miasta Interlaken, a stamtąd w drogę powrotną do naszej bazy noclegowej, aby zdążyć za dnia zwiedzić stolicę - Berno. Główną atrakcją Berna jest średniowieczne Stare Miasto, wpisane na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO, inną atrakcję turystyczną stanowi dom Alberta Einsteina, w którym mieszkał i gdzie stworzył znaną powszechnie teorię względności. Berno zrobiło na nas ogromne wrażenie i z czystym sumieniem polecamy je wszystkim turystom odwiedzającym ten przepiękny kraj.

 

Piątek postanowiliśmy spędzić na zwiedzaniu Bazylei, położonej u styku granic trzech państw: Szwajcarii, Niemiec i Francji. Bazylea jest po Zurychu i Genewie trzecim co do wielkości miastem Szwajcarii oraz centrum szwajcarskiego przemysłu chemicznego i farmaceutycznego oraz rodzinnym miastem Rogera Federera – wielkiego mistrza tenisa ziemnego. Część naszej grupy poszła oglądać mecze tenisowe na hali, w tym pojedynek ćwierćfinałowy Huberta Hurkacza z rewelacyjnie spisującym się holendrem Tallonem Griekspoorem.

 

„Hubi” znów był górą w tym starciu pokonując przeciwnika 2:1 w setach po bardzo zaciętym i długim spotkaniu. W półfinale zawodów czekał na niego bardzo zdolny Francuz Ugo Humbert. Oprócz Huberta w turnieju deblowym wystąpił też drugi z Polaków, Jan Zieliński w parze z Hugo Nysem z Monako. Oni także wygrali swój pojedynek ćwierćfinałowy z mocną parą Ivan Dodig i Austin Krajicek, więc był to też bardzo udany dzień pod względem tenisowym: dwóch Polaków w półfinałach singla i debla - to nie zdarza się zbyt często.

 

Bazylea to bardzo nowoczesne miasto z wieloma zabytkami, mostami, wyjątkową starówką oraz wieloma innymi atrakcjami turystycznymi miejsce na pewno warte zobaczenia i godne polecenia podróżnikom. Na koniec dnia pojechaliśmy jeszcze na krótki wypad do Miluzy, francuskiego miasta położonego około 30 km na północ od Bazylei.

Reklama

 

Nadszedł w końcu dzień powrotu, wczesna pobudka w sobotę i o 7 rano byliśmy już gotowi do wyjazdu , a na dworze jeszcze ciemno o tej porze. Zapowiadał się bardzo długi dzień, około 1000 km do przejechania przez Niemcy, aby późnym wieczorem dotrzeć na nocleg w okolice Jeleniej Góry. Po około 2 godzinach jazdy, postanowiliśmy bardzo spontanicznie zajechać do Heidelbergu położonego niedaleko Stuttgartu. Kolejny przystanek to miasteczko Rothenburg, nazywane najpiękniejszym miasteczkiem w Niemczech i nie jest to miano na wyrost. Z żalem pożegnaliśmy się z nim i wyruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do blisko położonej Norymbergi.

 

Z powodu braku czasu i padającego deszczu, pobyt w tym historycznym mieście ograniczył się tylko do niespełna godzinnego spaceru. To był już koniec atrakcji turystycznych w Niemczech, pozostało nam ponad 400 km jazdy do przejścia granicznego w Zgorzelcu , a następnie koło

 

40 km do naszej bazy noclegowej w Polsce koło Jeleniej Góry. Był to chyba najdłuższy i najbardziej wymagający fizycznie dzień całej wycieczki.

 

Niedzielny poranek na Dolnym Śląsku przywitał nas ciepło i słonecznie. To już ostatni etap naszej podróży i czas wracać do domu. Końcówkę podróży postanowiliśmy spędzić już spokojnie , dlatego odwiedziliśmy tylko Kościół Pokoju w Świdnicy, najcenniejszy zabytek sakralnej sztuki protestanckiej Ślaska, największy drewniany kościół w Europie, wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury Unesco.

 

Niestety, nie udało nam się obejrzeć pojedynków finałowych w singlu i deblu naszych reprezentantów. Hubert Hurkacz przegrał ze świetnie dysponowanym Kanadyjczykiem Felixem Auger-Aliassime 6:7 6:7, a Jan Zieliński w deblu musiał uznać wyższość pary Santiago Gonzalez/ Edouard Roger-Vassellin przegrywając 1:2 w setach.

 

To była już kolejna „przygoda tenisowa” ze zwiedzaniem członków SMKT Szczytno, a przed nami jeszcze kilka wyzwań podróżniczych. Pod koniec lutego niewielką grupą wybierzemy się prawdopodobnie do Dubaju na turniej rangi ATP 500, w maju natomiast, już większą ekipą, planujemy wyjazd do Rzymu na turniej rangi Masters 1000, w którym grają razem panie i panowie. Plany na przyszłość to turnieje w Berlinie (Laver Cup), Miami, Toronto, Barcelonie, Majorce, Nowym Jorku (US Open) czy Turynie (ATP Finals). Z całego serca zachęcamy wszystkich do aktywnego spędzania czasu oraz podróżowania po świecie, połączonego z różnego rodzaju pasjami, zainteresowaniami i hobby.



Komentarze do artykułu

Krzysztof Badurek

Super wyjazd i atrakcje znakomite.! Sam od lat zwiedzam łącząc owo zwiedzanie z tenisem w różny sposób. W sumie tenis to rodzaj międzynarodowego języka ???? Gratuluję Szczytno!

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama