Kontynuujemy nasz cykl prezentacji ratowników medycznych pogotowia ratunkowego w Szczytnie. Dziś przedstawiamy sylwetkę Artura Gocała (49 l.). To szczytnianin, który w zawodzie jest już od 26 lat.
Pamiętasz swoje początki? Jak to się stało, że zostałeś ratownikiem medycznym?
Do zawodu trafiłem przez przypadek. Namówił mnie kumpel, a dokładnie Konrad Fitas. Początkowo miałem zdawać na Akademię Wychowania Fizycznego. Tuż przed egzaminami złamałem jednak palec i moje plany przepadły. Konrad powiedział, że mogę pójść na ratownictwo do olsztyńskiego „Medyka”. On był już tam na pierwszym roku. Niechętnie, ale go posłuchałem. Pojechałem na egzamin i się dostałem.
Żałujesz tego wyboru?
Zdecydowanie nie. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Nauki i zajęć praktycznych było dużo, ale naprawdę ratownictwo mnie wciągnęło. Mnóstwo praktyk w poradni chirurgicznej, szpitalu, izbie przyjęć, a ostatnie pół roku wyłącznie zajęcia praktyczne. Była to niezła szkoła. Inna rzecz, że była to też taka namiastka studenckiego życia. Internat, młodość, wolność, nowi ludzie... Kto studiował, wie o czym mówię. Po prostu fajne czasy.
Kiedy trafiłeś do pogotowia ratunkowego w Szczytnie?
Dokładnie 1 lutego 1996 roku. Wówczas pogotowie miało jeszcze swoją siedzibę przy ulicy Lipperta. Był to w ogóle inny system. W karetkach, oprócz ratowników medycznych, jeździli sanitariusze, pielęgniarki i lekarze. W pogotowiu zacząłem pracować ucząc się jeszcze w Medyku. Jako sanitariusz. Do tego stanowiska nie trzeba było mieć w tamtych czasach szkoły medycznej. A to dlatego, że w karetkach i tak jeździli lekarze, którzy decydowali o wszystkich działaniach. To oni diagnozowali i podawali leki. Dziś wiele tych zadań przejęli ratownicy, dlatego każdy z nas ma na koncie też studia ratownicze. Przynajmniej licencjat.
Co było dla ciebie najtrudniejsze w tej pracy, jak wspominasz swoje początki?
W Medyku mieliśmy mnóstwo zajęć praktycznych na oddziałach szpitalnych. Nie miałem strachu przed rannymi, ofiarami wypadków, nie mdlałem na widok krwi, czy poważnej rany. A takie rzeczy naprawdę się zdarzały. Od pierwszych dni nauki ta praca bardzo mi się podobała. Ale przyznam, że ogromne wrażenie zrobiła na mnie sekcja zwłok. Był to pierwszy tydzień mojej nauki. Było ciężko. Było to takie zderzenie młodego człowieka, który dopiero rozpoczynał życie, nie myślał o jego końcu, z realiami tego świata. Z prawdziwą śmiercią. Wówczas pierwszy raz w życiu widziałem martwą osobę i to na dodatek krojoną przez lekarza patologa. Straszny widok. Na dodatek nasz wykładowca pokazywał nam na tych zwłokach prawdziwą budowę człowieka. Do tamtej pory znałem ją tylko z książki. To była praktyczna lekcja anatomii, którą pamiętam do dziś. Miałem wówczas 22 lata. Nie myślałem o śmierci. A tu raptem takie zetknięcie. Pamiętam z tego dnia niemal wszystkie szczegóły. Wiem, że było to ciało starszego pana, który został potrącony przez pędzącego motocyklistę. Nie zapomnę tej lekcji do końca życia.
Powiedziałeś o szkole, a co było najtrudniejsze w pracy?
Najgorsze są wyjazdy dotyczące wypadków komunikacyjnych. Obrażenia bywają bardzo drastyczne. Jest wówczas też dużo śmierci. Naprawdę trudno do tego przywyknąć. Myślę, że nie można. Bardzo trudne są też wyjazdy do zdarzeń z dziećmi. W niektórych przypadkach trudno pojąć ogrom bólu, który dotyka dzieci. Trudne są też sytuacje, gdy jedzie się do zdarzenia, a tak naprawdę nigdy nie wiemy, do kogo i okazuje się, że są to przyjaciele, znajomi. Powiat szczycieński jest mały, wiele osób się zna. Sam wiele lat temu brałem udział w wyjeździe do wypadku, w którym zginęli bardzo dobrzy przyjaciele moich rodziców. Byłem w szoku.
Wiem, że masz syna, czy też chce iść w ślady taty?
Na razie bardziej interesuje go sport, a głównie koszykówka. Co prawda, jego mama jest lekarzem, ja ratownikiem więc wszystko jest możliwe.
Jak odreagowujesz stres po pracy?
Mam dość specyficzne hobby, które mnie odrywa od tych strasznych rzeczy. Uprawiam warzywny ogród. I tu uwaga – znajduje się on na małym balkonie w bloku (śmiech). Ale mam pomidory, bazylię, rukolę, rzodkiewkę...
W pogotowiu nie mamy psychologa dlatego każdy radzi sobie ze stresem w pracy na swój sposób. Ja lubię też wyjeżdżać na wieś, do domu po babci, lasu, spotkać się ze znajomymi, synem, jeździć na rowerze.
Czy z perspektywy czasu zmieniłbyś ten zawód na inny?
(po chwili ciszy) Po tych 26 latach chyba tak. Ale dopiero teraz. Jest to bardzo obciążający psychicznie zawód. Społeczeństwo jest coraz bardziej roszczeniowe. Owszem, daje ten zawód satysfakcję, ale z czasem człowiek marzy po prostu o spokojniejszym zajęciu...
Polaków mało, bo się nimi pomiatało, więc przestali się mnożyć. Dużą zasługę mieli tu pracodawcy, którzy zalegali z wynagrodzeniem za pracę i szydzili: NIE PODOBA CI SIĘ, TO WON. NA TWOJE MIEJSCE DZIESIĘCIU CHĘTNYCH!!! No i mają.
kto winien?
2026-04-06 15:51:43
To było już od 20 lat wiadomo, jakie podjęto działania aby zmienić ten trend przez lokalne władze - żadne a sytuacja z roku na rok jest gorsza i będzie
HTB
2026-04-05 21:37:25
A znacie Panowie \"Awantury arabskie\" Makuszyńskiego? A wiecie, że nie uchodzi odnosić się do nazwisk, ich etymologii? Byli sobie generałowie Żyto, Baryła, Oliwa, a też był sobie generał Kuropieska. Ale też był minister Ziobro oraz Prezydent Duda i Prezydent Wałęsa. A tam, jeszcze parę nazwisk by się znalazło, więc nie polecam zamachu motyką na słońce.
Do Polaka i Zakutych łbów
2026-04-04 20:26:34
Zakute Łby : ) - przeczytałem Twój komentarz i całkowicie się z nim zgadzam. Od dawna nie czytam wypocin milicjanta i tego drugiego grafomana Niemczuka. Szkoda czasu. Raz już to tu kiedyś napisałem ale powtórzę za mistrzem Jerzym Dobrowolskim: „Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję.”
Szczery Demokrata
2026-04-03 10:30:19
Może rzeczywiście trzeba zastanowić się nad tym skąd hotel Natura Mazur czerpie wodę? jeśli z ujęć głębinowych a te zasilają jezioro to odp jest prosta. Czy sie mylę i hotel czerpie z wodociągów? moze ktos odpowie
edek
2026-04-03 09:35:55
To bardzo skromny i niezmanierowany Doktor. Cenię jako człowieka, który podchodzi do pacjenta z sercem. Zjeździłem całą Polskę, lecząc się prywatnie, i nigdy nigdzie nie otrzymałem tyle opieki i pomocy, którą okazał mi Pan Doktor. Ogromny szacunek.????????????
Dariusz
2026-04-02 18:31:30
Bez skrótów. Bez przypadków. Bez imienia. Bez nazwiska. Po prostu policjant. Ze Szczytna.
Czytelnik ze Szczytna
2026-04-01 17:48:06
To doskonały pomysł, niech mnie pan cytuje studentom ile tylko można, ludzie w końcu muszą poznać prawdę. nie tylko jednostronną fałszywą narrację. Cały świat wie czym Netanjahu wciągnął Trumpa w wojnę, oczywiście o aktach Epsteina, agenta Mossadu, nic Pan nie słyszał, prawda? :)... I nie Rosjanie o tym otwarcie mówią, tylko sami Amerykanie. W moich komentarzach piszę mój punkt widzenia, do którego mam pełne prawo...a Pan sraczki dostaje i nie potrafiąc się do nich merytorycznie odnieść, i podważyć, używa agresywnego personalnego ataku. Prawda jest niepodważalna.. co nie?
Polak
2026-04-01 14:02:23
Najbardziej to pewnie ucieszył się ten pan z DPS, ktory zawsze prosi o drobne pod biedra lub Orlenem. Jak każdy student dal mu piątaka to będzie miał na kilka czteropakow
Kamil
2026-04-01 12:35:56
Mądrzejewski-toponimiczne pochodzenie nazwiska od przymiotnika (mądry). Być może. Wgłębiając się jednak w twórczość p. Mądrzejewskiego zamieszczaną na łamach owego tygodnika, widzę człowieka, która za wszelką cenę chce nam wszystkim udowodnić, iż należy do starannie wyselekcjonowanej grupy mądrych. Grupa mędrców Donalda Tuska. Może się mylę. Może treści, które czytam, to myśli głębsze po głębszym. Może ja czegoś nie rozumiem i autor rzeczywiście jest mądrzejszy ode mnie. Szukam odpowiedzi. Na razie znalazłem jedną. Jak dla mnie mało miarodajną. Zawsze to jednak jakiś trop. Otóż statystyki nazwisk w Polsce podają, iż osobników płci męskiej o nazwisku Mądrzejewski jest tylko 266-u. Jak mawiała pani Kidawa-Błońska cyt: „gdyby natura chciała, to przekop by sama zrobiła\". Nie zrobiła. Z mądrością widać też jej nie poszło.
Zakute Łby : )
2026-04-01 12:08:43