Piątek, 3 Kwiecień
Imieniny: Franciszka, Malwiny, Władysława -

Reklama


Reklama

„Na Mazurach czuję połączenie ze wszechświatem”. Karina Zembrzuska o powrocie, sztuce i samotności twórcy


Kilkanaście lat spędziła w Irlandii, ale to mazurskie lasy okazały się silniejsze niż emigracyjne bezpieczeństwo. – Jak mam umierać, to na Mazurach – mówi dziś bez ironii Karina Zembrzuska, artystka ze Szczytna, która po latach wróciła do miejsca, gdzie natura, samotność i sztuka splatają się w jedną opowieść. 

 



Zacznijmy światowo (śmiech). Kilkanaście lat mieszkałaś w Irlandii. Jak Ci tam było?

W pięknej Irlandii długo czułam się jak u siebie w domu, jednak po kilkunastu latach poczułam tęsknotę za Mazurami, brakowało mi lasów, tego ich swojskiego cichego piękna. Tu najlepiej wypoczywam, ładuję baterie, czuję harmonię i połączenie ze wszechświatem. Moją decyzję o powrocie przyspieszyła pandemia. Kiedy jeszcze nie było wiadomo o co chodzi, cały świat opanowała histeria, podjęłam decyzję – „Jak mam umierać, to na Mazurach!” (śmiech). Zaraz po lock-downie spakowałam się i wróciłam.

 

I trafiłaś do Miejskiego Ośrodka Kultury w Pasymiu...

Tak. Wkrótce po moim powrocie Danuta Choroszewska-Clausen, ówczesna dyrektor MOK w Pasymiu, zaproponowała mi współpracę. To był strzał w dziesiątkę. Jestem jej bardzo wdzięczna. W kulturze trudno jest o godziwe pieniądze, ale robię to, co lubię. Jestem na swoim miejscu. Ktoś tę kulturę musi robić! Wariaci-pasjonaci, którzy zdają sobie sprawę jakie to ważne.

 

Mam wrażenie, że kultura nie jest zbyt doceniana. Co o tym myślisz?

Sztuka, kultura to sprawy bardzo istotne dla społeczeństwa, narodu. Zapominamy, że twórczość jest istotą człowieczeństwa i jego świadectwem. Sztuka, ta przez duże „S”, ma jeszcze jedną magiczną właściwość – kiedy nikt nie ma odwagi powiedzieć prawdy i to właśnie ludzie sztuki mają tę szczególną zdolność, aby obiektywnie przyjrzeć się ludzkiej kondycji, czy rzeczywistości i subiektywnie to wyrazić. Zwykle się im wybacza, bo są przecież „szurnięci” (śmiech). Albo sprytnie przemycają prawdę, nieczytelną dla ignorantów, jak to było z fenomenalną polską szkołą plakatu za komuny. Jednak kiedy się chce zgładzić naród – to zaczyna się właśnie od nich - od ludzi kultury, sztuki i nauki. Niedawno się dowiedziałam, że z nowym rokiem w Irlandii artyści i pracownicy sektora kreatywnego będą mieli wypłacaną stałą pensję od rządu – ponad trzysta euro tygodniowo, aby mieli więcej czasu na pracę twórczą, nie martwiąc się o chleb. Czyż to nie cudowne? Wsparcie to podkreśla rolę artystów we wzmacnianiu kultury i społeczności. A w Polsce? Daleko nam i naszym rządzącym do przyjęcia takiej perspektywy.

 

Myślisz, że takie niewielkie miejskie, czy gminne ośrodki kultury mają znaczenie na kulturalnej mapie kraju?

Jak najbardziej. To najczęściej w domach kultury rodzą się przyszli artyści. Modzi ludzie rozpoczynają swoją edukację artystyczną, budują swoją wrażliwość. Ja też tak zaczęłam. Za dzieciaka chodziłam do szczycieńskiego MDKu na akrobatykę, pantomimę, aż wreszcie trafiłam do pracowni plastycznej Danki Choroszewskiej, no i tak mi już zostało (śmiech). Z jej pracowni wyszło wielu lokalnych artystów, to między innymi: Kasia Wolicka-Kozak, Bartek Myślak, Przemek Kozak, Ola Górska. Razem z nimi zdobywałam pierwsze szlify, właśnie w pracowni u Danki.


Reklama

 

Kiedy się ostatnio spotkałyśmy, powiedziałaś mi, że dla Ciebie sztuka była ekstazą ale też udręką. Co miałaś na myśli?

Długo od tej swojej sztuki uciekałam. To była właśnie ta „udręka i ekstaza” (śmiech). Ironizuję trochę – jest taka książka Irvinga Stone'a. Kończyłam z nią „na zawsze”, ale po dwóch, trzech latach, jak bumerang powracała potrzeba tworzenia. W wielkim skrócie - przerywałam naukę w trzech średnich szkołach artystycznych, zamiast na ASP do Gdańska, poszłam na dziennikarstwo w Olsztynie. Zanim jednak skończyłam studia, po współpracy z „Naszym Mazurem” i Gazetą Wyborczą w Olsztynie. Wiedziałam, że to nie moja bajka. Potem, kiedy byłam w Irlandii, po pewnym czasie zapisałam się na kursy wieczorowe rysunku i malarstwa do National College of Art and Design w Dublinie. Po jakimś czasie trafiłam na studia dzienne projektowania graficznego... ale to wszystko było przeplatane przerwami z mocnymi postanowieniem pożegnania sztuki na zawsze!

 

Byłaś niespokojnym duchem, po drodze jeszcze była pedagogika...

Pedagogika przyszła do mnie, kiedy wpadłam na pomysł, aby pracować z dziećmi poprzez sztukę. Kilka lat pracowałam w przedszkolu, pomagałam instruktorowi sztuki w dublińskim ośrodku kultury.

 

Tak sobie myślę, że uciekałaś od sztuki. A może od czegoś innego?

Sztuka zawsze kojarzyła mi się z samotnością. Z trudem pełnym samotności, bo to nie jest bułka z masłem. To jest wysiłek zarówno umysłowy jak i fizyczny. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, mówiąc „To jest sztuka? Ja też bym tak namalował”.

 

Może nie chciałam być samotna? Teraz, kiedy wiem, że samotność jest integralną częścią naszego życia, kiedy ją oswoiłam - jestem gotowa tworzyć! (śmiech).

 

Z tego co wiem, to jednak trochę tworzyłaś, ale nie wystawiałaś zbyt często swoich prac.

Nie, bo na dodatek mam twórcze ADHD i wciąż ciągnie mnie w przeróżne kreatywne strony, które wymagają wysiłku i czasu na poznanie i opanowanie techniki. Nigdy też nie miałam tzw. parcia na szkło. Onieśmielało mnie, kiedy ktoś mówił „ojej, to ty jesteś artystką, masz talent”, czy coś w tym rodzaju... ja chciałam być normalna (śmiech). Artyści, żeby dobrze się czuć eksponowani, powinni mieć w sobie odrobinę ekshibicjonizmu, trochę jak aktorzy, ja nie miałam tego pierwiastka. Wciąż się tego uczę. Zawsze wolałam stać w cieniu, słuchać i obserwować, niż mówić i być widzianą.

 

Artysta jednak nie tworzy wyłącznie dla siebie. Powinien prezentować swoje prace i będziemy mieli okazję zobaczyć Twoją autorską wystawę. Opowiedz coś o niej.

Reklama

To będzie mała wystawa w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie. Zaprezentuję kilka wybranych prac z cyklu „Opowieści drzew”. To obrazy, które zalicza się do dziedziny sztuki zwanej cyfrową – połączenia fotografii z ręczną obróbką komputerową. Ale to nie AI!

 

To projekt, który rozpoczęłam kilka lat temu. Wyraz mojego zachwytu przyrodą, pięknem drzew, poświęcony historiom-obrazom jakie znalazłam na ich pniach.

 

Wspomniałaś, że najbardziej urzeka Cię brzoza.

Brzozy to moje ulubione drzewa - mają przepiękną korę, na której jest mnóstwo gotowych obrazów, tworzonych przez samą Naturę. To swego rodzaju zabawa – odczytywanie tych „drzewnych opowieści”. Spostrzegłam je, zrobiłam zdjęcia, potem nieco wydobyłam rysunkiem, tak, żeby były czytelne dla innych. Starałam się pozostawić je w prawie nietkniętej formie, zostawić też niedopowiedzenia i pole dla wyobraźni odbiorcy. To nie będzie duża wystawa, ale dla mnie jest specjalna. Symboliczna. Zamknięcie pewnego osobistego cyklu. To właśnie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczytnie, jakieś 30 lat temu, miałam pierwszą „poważną” wystawę zbiorową wraz z innymi młodymi ludźmi ze Szczytna. Zatem kiedy kilka miesięcy temu Adrianna Trzepiota, dyrektor biblioteki w Szczytnie wyszła z propozycją zrobienia wystawy, przyjęłam ją z dużą radością.

 

 

Fot. - Najlepiej czuję się na Mazurach, w otoczeniu lasów i jezior. Są w moich genach – mówi Karina Zembrzuska.

 

 


 

Karina Zembrzuska jest artystką działającą w obszarze szeroko pojętej sztuki wizualnej. Zajmuje się m.in. sztuką cyfrową, fotografią i grafiką, jednak pociąga ją wszystko, co wiąże się z procesem twórczym - od grafiki i malarstwa, po różne formy rękodzieła. W swojej twórczości najczęściej sięga do natury, traktując ją jako źródło największego piękna i inspiracji.

Jest certyfikowaną projektantką graficzną, a jej droga edukacyjna obejmuje także dziennikarstwo oraz pedagogikę. Mieszka w Szczytnie, pracuje w Miejskim Ośrodku Kultury w Pasymiu, gdzie realizuje działania związane z kulturą i edukacją artystyczną.


 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Chirurgia jako pasja i misja: Wyjątkowa droga doktora Michała Żarczyńskiego w medycynie
    To bardzo skromny i niezmanierowany Doktor. Cenię jako człowieka, który podchodzi do pacjenta z sercem. Zjeździłem całą Polskę, lecząc się prywatnie, i nigdy nigdzie nie otrzymałem tyle opieki i pomocy, którą okazał mi Pan Doktor. Ogromny szacunek.????????????

    Dariusz


    2026-04-02 18:31:30
  • 305 kg na sztandze i dwa tytuły mistrza Europy. Policjant ze Szczytna wraca z medalami
    Bez skrótów. Bez przypadków. Bez imienia. Bez nazwiska. Po prostu policjant. Ze Szczytna.

    Czytelnik ze Szczytna


    2026-04-01 17:48:06
  • Mamy hektary, nie mamy ludzi. Resztę załatwią Trump i zegarki - felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    To doskonały pomysł, niech mnie pan cytuje studentom ile tylko można, ludzie w końcu muszą poznać prawdę. nie tylko jednostronną fałszywą narrację. Cały świat wie czym Netanjahu wciągnął Trumpa w wojnę, oczywiście o aktach Epsteina, agenta Mossadu, nic Pan nie słyszał, prawda? :)... I nie Rosjanie o tym otwarcie mówią, tylko sami Amerykanie. W moich komentarzach piszę mój punkt widzenia, do którego mam pełne prawo...a Pan sraczki dostaje i nie potrafiąc się do nich merytorycznie odnieść, i podważyć, używa agresywnego personalnego ataku. Prawda jest niepodważalna.. co nie?

    Polak


    2026-04-01 14:02:23
  • Studenci odwiedzili DPS w Szczytnie i Spychowie. Wspólne spotkanie przed świętami
    Najbardziej to pewnie ucieszył się ten pan z DPS, ktory zawsze prosi o drobne pod biedra lub Orlenem. Jak każdy student dal mu piątaka to będzie miał na kilka czteropakow

    Kamil


    2026-04-01 12:35:56
  • Mamy hektary, nie mamy ludzi. Resztę załatwią Trump i zegarki - felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    Mądrzejewski-toponimiczne pochodzenie nazwiska od przymiotnika (mądry). Być może. Wgłębiając się jednak w twórczość p. Mądrzejewskiego zamieszczaną na łamach owego tygodnika, widzę człowieka, która za wszelką cenę chce nam wszystkim udowodnić, iż należy do starannie wyselekcjonowanej grupy mądrych. Grupa mędrców Donalda Tuska. Może się mylę. Może treści, które czytam, to myśli głębsze po głębszym. Może ja czegoś nie rozumiem i autor rzeczywiście jest mądrzejszy ode mnie. Szukam odpowiedzi. Na razie znalazłem jedną. Jak dla mnie mało miarodajną. Zawsze to jednak jakiś trop. Otóż statystyki nazwisk w Polsce podają, iż osobników płci męskiej o nazwisku Mądrzejewski jest tylko 266-u. Jak mawiała pani Kidawa-Błońska cyt: „gdyby natura chciała, to przekop by sama zrobiła\". Nie zrobiła. Z mądrością widać też jej nie poszło.

    Zakute Łby : )


    2026-04-01 12:08:43
  • Radny Malec ponownie interweniuje: „Droga grzęźnie w błocie”. Co na to ratusz?
    Przekształcili w nową instytucję, która pewnie nic nie wniesie to i lepiej zarobią.

    Do Marek


    2026-04-01 08:52:59
  • Chirurgia jako pasja i misja: Wyjątkowa droga doktora Michała Żarczyńskiego w medycynie
    Wspaniały , empatyczny lekarz. Życzliwy , ciepły Człowiek. Inny lekarz mnie zlekceważył. Pan doktor zrobił badania , przepisał leki. Przestało boleć. Stan zapalny zlikwidowany. Dziękuję za pomoc.

    Marzenna Żakowicz


    2026-03-31 21:40:33
  • Mamy hektary, nie mamy ludzi. Resztę załatwią Trump i zegarki - felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    Ty \"Polak\" ty \"Romek\". Zanim coś naPiSzecie, to się tysiąc razy nad tym zastanówcie, jeśli jeszcze potraficie.

    Sławek


    2026-03-31 14:52:25
  • Mamy hektary, nie mamy ludzi. Resztę załatwią Trump i zegarki - felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    Osobnik tytułujący się ksywą Polak jest niezawodny. Jego komentarze do moich mikro felietoników wprowadzę w najbliższym czasie jako materiał poglądowy do zajęć ze studentami z przedmiotu \"Biały wywiad i dezinformacja\". Tym razem mamy do czynienia z \"mykiem\" polegającym na wrzucanie do komentarza treści, o których w komentowanym materiale nie było mowy czyli: 1. Bogata Polska utrzymuje wrogą Ukrainę; 2. Trump rozpętał wojnę z Iranem na polecenie Izraela. Panie \"Polak\" jakby nie patrzeć widać starą dobrą ruską szkołę. Czekam na następne przykłady.

    Wiesław Mądrzejowski


    2026-03-31 14:20:27
  • Strzelnica w Szczycionku coraz bliżej. Henryk Żuchowski: „To miejsce do nauki, nie zagrożenie”
    Strzelnica o której wspomniałem to też jest dół, jednak pocisk wyleciał. Skoro zatem istnieje możliwość zranienia innego człowieka, a istnieje, dowód już Pani dałem, to taka strzelnica powinna mieć ściany, szczególnie, gdy w pobliżu są domy mieszkalne. Pogratuluje pan mieszkańcom, jak nie daj Boże dojdzie do podobnego wypadku, a prędzej czy później dojdzie, ciekawe czy wtedy też będą tak entuzjastycznie nastawieni.

    nikoś


    2026-03-31 13:11:34

Reklama