Najpierw stłuczka na warszawskiej ulicy, potem upadek w centrum handlowym, a na końcu powrót do domu i zaskoczenie – własna książka z felietonami. Jerzy Niemczuk w swoim najnowszym tekście prowadzi czytelnika przez serię zdarzeń, które układają się w opowieść o przypadku, doświadczeniu i kolejnych debiutach – także tych, które przychodzą po latach.
O zakrętach i debiutach

Podatek od szczęścia – jak powiada moja córka. Od długiego czasu nic złego się nie działo, bo staram się dochować ostrożności, nagle kolizja. Drogowa. Kiedy wyjeżdżaliśmy w Warszawie po zakupach w Ikea, nieznacznie wymusiłem pierwszeństwo. Widoczność była ograniczona, prawdopodobnie słupek przeszkodził, tablica na rogu, ostry zakręt na głównej drodze i to że żona rozmawiała przez telefon nieco wychylona do przodu. Zarysowałem bok potężnego forda rangera. U mnie uszkodzony prawy błotnik, pas przedni, zderzak, wygięta klapa silnika, zbity reflektor. Nam w obu samochodach nic się nie stało. Poduszka nie odpaliła. Wyszedłem cało z kolejnego zakrętu, ale zaraz miałem następny wypadek. Kiedy szedłem do toalety w „Domotece”, zaczepiłem nogą o podest i poleciałem na ziemię z impetem. Szczęśliwie umiejętność padania, jaką nabyłem w młodości trenując kung-fu, jeszcze mi pozostała i padając na lewy bark asekurowałem głowę prawą dłonią i ugiąłem nogi. Bez stłuczenia, nawet bez otarcia, tylko plecaczek się nieco utytłał. Najważniejsze, żeby częściej wstawać niż upadać.
Na patrol czekaliśmy pięć godzin. Nie pamiętam, żebym tak tęsknił za jak najszybszym ukaraniem, co policjantom powiedziałem.
- Zobaczymy – stwierdzili, a że atmosfera zajścia stała się niemal kordialna, to rezultacie zostałem ledwie pouczony i nawet punktów karnych mi nie wlepili.
W ciągu tych pięciu godzin załatwiłem holowanie do pobliskiej stacji toyoty, zgłosiłem szkodę i już po czasie pracy dostałem do dyspozycji samochód zastępczy. Do domu dotarłem dokładnie na rozpoczęcie meczu, a tam czekała na mnie córka ze świeżo wydanymi felietonami.
Poczułem radość, że te moje ulotne teksty, drukowane od niemal ośmiu lat w na tych łamach, zostały utrwalone, a zarazem lęk, że ten niewielki nakład nie dotrze do czytelników, bo nie poradzę sobie z dystrybucją. Musiałbym odbyć dziesiątki spotkań, żeby je sprzedać na spotkaniach autorskich, a na to już się nie piszę. Większość spotkań miałem wprawdzie udanych, jednak wydatek energii i stres odczuwam przy każdym z nich.
Ostrożność. Nie bez powodu tom nosi tytuł „Z umiarem też nie należy przesadzać”. Córka z żoną tę moją żartobliwą maksymę wybrały. Sam liczyłem w skrytości, że może jakiś wydawca się nimi zainteresuje, trudno jednak znaleźć wydawcę felietonów rzadko się ze wsi ruszając.
I wydawało mi się to nieco krępujące. Z drugiej strony selfpublishing był udziałem wielu znanych autorów. Marcel Proust to czynił i Stephen King, w Polsce Bruno Schulz.
Miałem w życiu wiele zakrętów, z których wychodziłem na prostą.
Grafikiem w młodości nie zostałem, choć młody krytyk sztuki chciał mi zrobić wystawę, ale został w Paryżu, a jego wszystkie zbiory razem z moim rysunkami przejęła SB. Nie próbowałem dostać się na ASP, bo nie miałem portfolio. Natomiast parę lat później zadebiutowałem z sukcesem jako poeta.
Nieco później pojawiły się moje opowiadania, a potem debiut w teatrze.
Autorem słuchowisk zostałem przypadkiem, bo obiecałem że znajdę chętnego, żeby napisał słuchowisko dla młodzieży i nie udało się, więc tekst napisałem sam. Tekst zdobył nagrodę w konkursie w Berlinie. Słuchowisk napisałem w sumie ponad pięćdziesiąt.
W stanie wojennym nie mogłem tworzyć dla radia, a z możliwości pracy w ówczesnych pismach sam zrezygnowałem, więc zostałem freelancerem, pisarzem dla dzieci, co mi pozwoliło przetrwać do lepszych czasów. Potem te moje książki były ekranizowane i zyskały dużą oraz wdzięczną widownię. Do dzisiaj spotykam osoby, które wychowały się na nich i słuchowiskach dla dzieci. Ale potem zainteresowanie wydawców wygasło.
Na szczęście wkrótce się odnalazłem się jako autor sztuk telewizyjnych, dopóki ten teatr nie podupadł, a w końcu jako scenarzysta seriali. Wszystkie moje aktywności dawały mi cząstki sławy, które się jednak nie zsumowały. Dopiero rola współautora w parze z Robertem Brutterem dała mi połowiczną popularność - nazwisko scenarzysty mało kto pamięta - ale z drugiej strony godziwe dochody.
Ostatnio ZAiKS wraz z programem Polskiego Radia zaproponowali mi udział w prestiżowym projekcie Archiwum Historii Autorów, gdzie przez dwie godziny mam opowiadać o sobie. Znalazłem się w gronie sławnych nestorów i zarazem w tym samym czasie zadebiutuję jako autor felietonów.
Jak się uda z felietonami, to być może jeszcze jeden debiut mnie czeka.
Mam gotowe satyryczne opowiadania o czasach „dobrej zmiany”, których nikt dotąd nie odważył się wydać.
Jerzy Niemczuk
Czy Pan burmistrz wie, że pani dyrektor wyłączyła w szkole dzwonki ignorując prośby rodziców o ich przywrócenie? Pan wie jaki to negatywny skutek miało na psychiki dzieci, szczególne z klas 1-3 które nie znają się jeszcze na analogowym zegarze? Pan wie że większość rodziców wyraziła wolę ich przywrócenia, a pani dyrektor ich olała? Chciałbym wiedzieć czemu pani dyrektor działa wbrew woli większości rodziców.
2026-07-02 07:36:18
takiej wiezy jak w szczytnie nie ma na calym swieecie nie rozwalajcie takiej atrakcij TOCHE WYOBRAZNI Wielu ludzi by pomiszkalo , a i restauracja przyciagalaby wieceej turystow niz sama wieza , ktora trzeba utrzymac BEZ SENSU BURMISTRZU logika finansowa !!!!!! CO ZBUDOWANE NIE ROZWALAC !!!!!! po rozum do GLOWY!!!!!
wojt jaskol stasiek
2026-07-01 15:43:08
Może trzeba było to dać skończyć żeby wyglądało a nie zaczynać od nowa marnowanie potencjału w imię swojego zdania żenada
Phi
2026-07-01 13:29:53
5 lat bycia radnym i 2 lata na stołku nie uprawnia do nazywania siebie samorządowcem. Bo nie ma Pan bladego pojęcia co to znaczy samorząd od środka. Tyle i aż tyle
hahahhah
2026-07-01 08:19:22
W żywej mowie i tradycji mówimy Na Kamionku. Widzę że niektórym ukro-baranom ukrainizacja j. polskiego głęboko w puste łby weszła.
Polak
2026-06-30 14:40:54
Żuchowski się dołoży do rozbiórki tego koszmarka którego nam zafundował jako burmiszcz PiS?
Robert
2026-06-29 20:46:53
Nareszcie będąc w moim rodzinnym mieście pozbędę się obawy że któregoś roku zobaczę osady denne oraz pozostałości porzucone przez dawnych mieszkańców. Ze Szczytna wyjechałem 50 lat temu na studia i już nie powróciłem. Pamiętam jednak jak pani burmistrz pozbyła się wieży ciśnień za bezcen i nikt jej za to nie rozliczył. Teraz mam nadzieję że zobaczę jeszcze wieżę taką jaką pamiętam. Trzymam kciuki za obecnego pana burmistrza.
Jerzy
2026-06-29 20:10:11
Chyba te 36stopni zaszkodziło piszącemu bo w końcu skrytykował inwestycje pod okiem obecnej władzy...
Romek
2026-06-29 11:36:28
Ja jako mieszkanka gminy uważam że w naszej gminie źle się dzieje odnośnie używania przez młodzież i dorosłych narkotykow, wierzyłam że będzie nowy burmistrz i rada gminy u coś będą z tym problemem robić ale jest coraz gorzej.Panie burmistrzu czy pan tego nie widzi.Handel kwitnie niedaleko gminy.Tak że w mojej ocenie nic nie robienia w tym kierunku a były obiecanki przed wyborami.A handel kwitnie niedaleko pięknego żłobka.Mam nadzieję że w końcu ktoś weźmie się za ten problem
Julka
2026-06-28 21:58:26
Chyba Syn Alfreda. Pozdrawiam cieplutko Tatusia
Kolega z Odtrody
2026-06-27 09:05:07