1 stycznia 1640 roku władzę w Prusach objął zaledwie dwudziestoletni Fryderyk Wilhelm. Według zachowanych opisów, był wszechstronnie wykształcony, władał biegle kilkoma językami, m.in. polskim, francuskim i łaciną. W latach późniejszych zasłużenie nadano mu przydomek Wielkiego Elektora. Fryderyk Wilhelm z w sposób znaczący przyczynił się do rozwoju swojego państwa.
To dzięki prowadzonej przez niego akcji kolonizacyjnej, zwanej osadnictwem szkatułowym, państwo, którym władał, zaczęło się rozwijać. W bardzo szybkim tempie zaczęły powstawać nowe miejscowości. Akcja kolonizacyjna objęła całe Prusy Książęce.
Fryderyk Wilhelm
Prusy, w czasie gdy Fryderyk Wilhelm przejmował władzę, były państwem zacofanym oraz słabo zaludnionym. Był to niewątpliwie skutek wojen, w które angażowali się Hohenzollernowie. Mieszkańcy miast i wsi w wyniku wojen nie byli w stanie płacić należnych podatków, więc tłumnie opuszczali swoje domostwa i zbiegali za granicę państwa.
Nowy władca Prus miał świadomość, że jeśli kierowane przez niego państwo miało być znaczącym graczem politycznym w ówczesnej Europie, musiał niezwłocznie podjąć wszelkie działania w celu naprawy takiego stanu, zaś priorytetem było niewątpliwie zorganizowanie licznej i dobrze wyćwiczonej armii.
Był jednak problem – państwowa kasa świeciła pustkami. Nowy władca znalazł sposób na to, aby pomnożyć dochody państwa poprzez zwiększenie liczby ludności. Rozpoczął szeroko zakrojoną akcję kolonizacyjną, która została nazwana „osadnictwem szkatułkowym".
Nazwa tego rodzaju osadnictwa wywodziła się stąd, że wszystkie środki, jakie udało się pozyskać w jego efekcie, wpływały bezpośrednio do książęcej szkatuły. Dochody te nie podlegały kontroli ze strony stanów pruskich, co dało elektorowi finansową samodzielność i z czasem pozwoliło na stworzenie silnej i liczebnej armii.
Klon
W regionie szczycieńskim, tak jak i w innych częściach Prus Książęcych, rozpoczęła się intensywna kolonizacja niezamieszkanych terenów. Na terenie obecnego powiatu działaniami osadnictwa w większości została objęta wschodnia jego część.
Do jednej z dość licznych miejscowości, które powstały w omawianym okresie, należy położona na pograniczu dwóch stykających się ze sobą kultur mazurskiej i kurpiowskiej - u stóp malowniczej Klonowej Góry - wieś Klon. Jedna z niewielu w naszym regionie o tak bogatej tradycji historycznej i kulturowej.
Zarówno sama wieś, jak i jej okolice nie obfitowały w urodzajne ziemie. Dominowały piaski i bagna. Nie przeszkadzało to jednak mieszkańcom z nieodległego Mazowsza przybyć na te ziemie i założyć osadę położoną niespełna pół mili pruskiej od granicy.
Założycielem i jednocześnie pierwszym sołtysem Klonu był Jan Szymon, który osiadł tu w 1654 roku na przyznanych mu 56 włókach chełmskich (ok. 950 ha). Akt lokacyjny, pierwszy dokument, w którym wymienia się Klon, został wystawiony 5 listopada 1654 roku i jasno określa zasady, na jakich nowi osadnicy mieli otrzymać ziemię.
Pierwsze pięć lat użytkowania były zwolnione od odprowadzania jakichkolwiek podatków do książęcej szkatuły. Po upływie tego okresu, gospodarze mieli obowiązek płacenia ośmiu marek rocznie za każdą przyznaną włókę ziemi oraz dostarczenia do filii urzędu kameralnego w Chochole - po jednym korcu (ok. 120 litrów) jęczmienia i owsa.
W dokumencie lokacyjnym Klonu jest dość ciekawy zapis. Otóż pozwala on mieszkańcom Klonu na posiadanie broni palnej, aczkolwiek kategorycznie zabrania uprawiania kłusownictwa oraz utrzymywania kontaktów z kłusownikami. Niewątpliwie wpływ na taki zapis miał fakt, że prawie wszyscy osadnicy Klonu pochodzili z pobliskich Kurpi, a po tamtej stronie granicy zakazy w wymienionej kwestii dla mieszkańców Puszczy Zielonej były bardziej liberalne, aczkolwiek również zabraniały polowania na zwierzynę płową.
Epidemia dżumy
Rozwijający się na pograniczu dwóch państw Klon przerwała na początku XVIII wieku epidemia dżumy, która spowodowała olbrzymie straty wśród ludności. „Czarną śmierć” przywlokły wojska szwedzkie, które pod wodzą Karola XII wkroczyły w granice Rzeczypospolitej w lipcu 1701 r.
Epidemia objęła także Prusy mimo podjętych działań ochronnych. Już w 1704 r. zaostrzono kontrolę graniczną, zwiększając na niej posterunki wojskowe i poddając ostremu nadzorowi wszystkich podróżnych. Na granicach zarządzono odbywanie kwarantanny dla wszystkich podróżnych i dezynfekcję ich rzeczy. Ponadto zamykano drogi leśne, zrywano mosty na rzekach i czujnie strzeżono dróg wejściowych do miejscowości.
Mieszkańcom miast i wsi nakazano zaopatrzyć się w żywność na 4 do 6 miesięcy, aby w razie konieczności można było izolować poszczególne miejscowości. Zalecano umiar w jedzeniu oraz wystrzeganie się potraw nieświeżych, a zwłaszcza zepsutych. Radzono również, aby unikać napojów wyskokowych, z wyjątkiem wódki jałowcowej i nie fałszowanych win owocowych.
Główną „bronią” przeciwko chorobie była dezynfekcja. Ówczesny Klon był wsią bardzo biedną, więc tę czynność oczyszczającą prowadzono spalanie nasion jałowca, rogów albo racic zwierzęcych, skóry, prochu strzelniczego, a także kurzego pierza. U nieco bardziej zamożnych mieszkańców wsi, środki używane do dezynfekcji były bardziej „wyszukane”, m.in. bursztyn, kadzidło lub drewno jałowcowe.
Na mocy wydanego książęcego edyktu nakazano, aby w ramach działań dezynfekcyjnych powietrza we wszystkich miejscowościach państwa, w tym także i Klonie, na głównych ulicach miast i wsi rozpalać ogniska, do których radzono używać różnego rodzaju drewno, a szczególnie jałowcowe, dębowe lub jesionowe, ponadto smołę.
Nowi osadnicy
Na początku 1711 roku szalejąca w Prusach Książęcych dżuma powoli zaczęła wygasać. Wielka epidemia spowodowała znaczne wyludnienie państwa. W następstwie tego duże obszary ziemi znów zostały pozbawione swych właścicieli. Na terenie Prus opustoszało wówczas ponad dziesięć tysięcy gospodarstw rolnych.
Po epidemii dżumy na opisywane tereny zaczęli przybywać nielicznie Warmiacy. Zachętą dla nich do zakładania gospodarstw była niska cena gruntów w porównaniu do cen na Warmii. Wielu wolało pozamieniać swe niewielkie posiadłości na większe, nabyte w tej części Mazur. Ponadto osiedlanie się tu popierało warmińskie duchowieństwo.
O dużym wpływie ówczesnych władz kościelnych świadczy fakt, że w roku 1730 na 64 gospodarzy zamieszkujących Klon, 54 było katolikami. W drugiej połowie XVIII wieku uległo to zmianie, gdyż zaczęło tu przybywać coraz więcej nowych osadników, którzy w większości byli ewangelikami.
Pierwsza szkoła w Klonie
Powstanie pierwszej szkoły w Klonie wiąże się z drugą dekadą XVIII wieku. Fryderyk Wilhelm miał świadomość, jak wielkie znaczenie dla rozwoju państwa ma edukacja społeczeństwa i to nie tylko części zamożnej, ale również i biedniejszej. 28 września 1717 roku wydał edykt, na mocy którego rodzice zostali zobowiązani do posyłania swoich dzieci do istniejących na danym terenie szkół.
Dzieci najczęściej gromadziły się w zwykłych chatach wiejskich, w których odbywały się lekcje. W zimowe wieczory lekcje odbywały się codziennie, a w porze letniej przynajmniej raz, dwa razy w tygodniu.
Twórcą pierwszej placówki szkolnej w Klonie był niejaki Fischer, generalny dzierżawca i pisarz sądowy ze Szczytna. Podróżował od wsi do wsi i przekonywał chłopów do edukowania dzieci, mówiąc o korzyściach płynących z umiejętności czytania i pisania. Oczywiście nie robił tego bezinteresownie, jego najważniejszym celem - według dawnych opisów - było raczej powiększenie własnego majątku.
W szkole czytano Biblię i katechizm oraz uczono podstaw pisania. Nauczaniem dzieci zajmowała się tzw. miejscowa „elita”, czyli ci wszyscy, którzy potrafili czytać i pisać. Z czasem zaczęto również zatrudniać i wykwalifikowanych nauczycieli. Aby zachęcić ich do pracy na wsiach, nadawano im różne przywileje, związane z zawodem belfra, który miał prawo do m.in.: 1 chełmińskiej morgi ziemi ornej (około 0,56 hektara), ogrodu warzywnego, drewna opałowego, a także zwyczajowo do świadczenia w naturze – otrzymywał m.in.: zboże, sól, słoninę lub obiad od gospodarza, u którego znajdowała się izba lekcyjna.
30 lipca 1736 roku król Fryderyk Wilhelm wydał rozporządzenie „Principia regulativa”, które kładło podwaliny pod nowoczesne wówczas szkolnictwo. Utworzono powszechne szkoły ludowe, zaś sam władca założył fundację „Mons pietatis” z kapitałem 50 tysięcy talarów, która miała wspierać budowę szkół w ubogich rejonach państwa, w tym również i Klonie.
Opis do zdjęcia: Fryderyk Wilhelm zwany Wielkim Elektorem. To dzięki zorganizowanej przez niego akcji kolonizacyjnej powstało dużo miejscowości, do których należy również i Klon.
Za co go kurwa karać , biednego człowieka
Ja
2026-02-27 11:55:43
Jacy ludzie są tępi...najlepiej wybić całe ptactwo, albo spowodować żeby się nie rozmnażało, albo wyciąć drzewa...ale o trawniku pod nimi to żaden tępak już nie pomyśli, bo to za trudne do ogarnięcia....zabetonowane łby.
nikoś
2026-02-27 10:55:32
nie wiedza gdzie wododzial gdzie zlewnia
ollsza
2026-02-27 10:28:32
W całości popieram! Brak chodnika i oświetlenia (a wręcz potrzebna byłaby sygnalizacja świetlna) to brak dbałości o bezpieczeństwo mieszkańców, a też przyjezdnych. Przydałyby się przynajmniej tzw. leżaki, by samochody zwalniały tempo. Mamy przecież w najbliższej okolicy szpital i straż pożarną! Ta droga to wojewódzka, krajowa, czy mieszana jeszcze z miejską, powiatową. Guzik mnie to obchodzi. Przy tej drodze mieszczą się markety, firmy - powinna być bezpieczna. A tymczasem radni miejscy zajmują się na sesjach guano w centrum Szczytna, bo ich koniec nosa sięga najwyżej Pl. Juranda. \"Wielbarska\" - masz rację!!!!!
Do \"Wielbarskiej\"
2026-02-25 06:25:19
Wspaniale by było , żeby z Nart do Jedwabna powstała ścieżka rowerowa . Teraz ten odcinek przwjechać rowerem , to jest horror
Rysa
2026-02-24 13:16:59
Olka , tak trzymaj i nie przejmuj się , że mówić o Tobie będą żeś czarownica :) Zioła Power !!!
Krzysztof Czaplicki / Fotograf
2026-02-24 10:36:10
To podepnijcie ul Wielbarska w Szczytnie bo miasto Szczytno zapomniało że w tej okolicy są tereny inwestycyjne i brak jest jakiejkolwiek infrastruktury. A Chce nadmienić że mamy XXI wiek. W zadupiu pod lotniskiem utopiono 60 mln pln a na reprezentacyjnej i wylotowej ulicy w stronę Warszawy brak chodnika, oświetlenia itp nie mówiąc o Internecie. Ale w sumie kogo to interesuje- tylko ludzi którzy rano do roboty idą rowem Pozdro
Wielbarska
2026-02-24 09:20:35
Brawo Krutek polaka ciągnie do domu ????????????????
Grzegorz
2026-02-24 06:23:06
Do Warszawy ze Szczytna przez Białystok ? To chyba zdecydowanie lepiej z przesiadką przez Olsztyn . Macie jeszcze jakieś fajne pomysły. PKS - y jeżdżą do Warszawy .Przez Ostrołękę to bym zrozumiał.
Stanley
2026-02-23 18:00:28
Do Mariana bez kompleksów. Włoska tawerna to tylko takie nazwanie miejsca na potrzeby komentarza do tego artykułu. Myślę, że nie potrzeba kończyć szkoły, żeby wiedzieć, że Włochy nie graniczą najzwyczajniej w świecie z żadnym oceanem. To było takie odniesienie do Włoch celowe, bez zbędnego wyjaśniania. Pan Wiesław ciągle bywa w przeróżnych miejscach więc napisałem akurat o państwie co się Włochy zwie. Mogłem napisać o Hiszpanii lub Portugalii i ich wyspach na oceanie, wtedy by był Pan zadowolony? Bez odpowiedzi.
Kamil
2026-02-23 15:41:37