W ostatnich dziesięcioleciach zmieniła się polska wieś, zmieniły potrzeby mieszkańców, a w ślad za tym – zmieniła się rola sołtysów. Z „poborców podatkowych” stali się animatorami życia społecznego, mają wiedzę, energię oraz ciekawe pomysły, angażują w ich realizację wiejską społeczność i jednocześnie pokazują, jak wiele na rzecz małej ojczyzny można zrobić wspólnie. Nasz nowy cykl, prezentujący sołtysów z terenu powiatu szczycieńskiego, rozpoczynamy od Zofii Kosiorek z Orzeszek. Wybór nie jest przypadkowy, ponieważ Orzeszki skończyły właśnie 280 lat.
Zofia Kosiorek funkcję sołtysa połączonych miejscowości Suchorosa i Orzeszek pełniła nieprzerwanie przez 21 lat. Po tym okresie postanowiła przez kadencję odpocząć, przekazując na cztery lata stery władzy wiejskiej w ręce swojego sąsiada i w tym roku powróciła na stanowisko włodarza swojej miejscowości. Jak mówi, wróciła pełna nowej energii i pomysłów, wykorzystując je na upiększenie swojej miejscowości.

1961 r. Pierwsza Komunia Święta.
- W Orzeszkach mieszkam od ponad 40 lat. Przeprowadziłam się z pobliskiego Suchorosa, ale tak naprawdę, to pochodzę z miejscowości położonej na Kurpiach, a konkretnie z Krukowa. Gdy miałam 12 lat lat, rodzice dowiedzieli się, że na pobliskich Mazurach będzie wolne gospodarstwo, ponieważ właściciele na stałe wyjeżdżają do Niemiec i w ten sposób znaleźliśmy się w Suchorosie.

1968 r. Przed uroczystościami w kościele w Klonie.
Przyszłego małżonka Czesława, który też pochodził z Kurpi, tyle że z drugiej strony boru, bo z Wolkowych, poznała na weselu koleżanki, gdzie była świadkową. Jak mówi pani Zofia, coś „zaiskrzyło” między nimi i zaczęli się regularnie spotykać.
- To nasze „chodzenie” ze sobą trwało ponad 4 lata i po tym czasie się pobraliśmy, dokładnie 6 maja 1973 roku. W marcu następnego roku urodziła nam się pierwsza córka, później druga i trzecia. Najstarsza z nich mieszka na stałe w Niemczech, druga w Nowym Dworze Mazowieckim, a trzecia w Jasienicy koło Tłuszcza. Mam już czworo wnucząt: dwie dziewczynki i dwóch chłopców.

1973 r. Ślub.
Jak twierdzi sołtys Orzeszek, kiedyś start życiowy młodych ludzi, jeśli chodzi o warunki lokalowe, był nieco trudniejszy niż obecnie. Przez prawie 5 lat mieszkali pod jednym dachem wspólnie z rodzicami pani Zofii.

Druga połowa lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pani Zofia z córkami.
- W 1978 roku kupiliśmy domek w Orzeszkach, w którym mieszkamy do dziś. Mąż pracował wówczas w melioracji, a ja w zlewni mleka w Klonie. Pewnego dnia dowiedziałam się, że w Orzeszkach w sklepie będzie wolny etat i tak mi się wówczas udało, że mieszkałam i pracowałam jednocześnie w Orzeszkach. W 1982 roku ze względu na stan zdrowia, musiałam przejść na rentę, na której byłam aż do emerytury.
A jak to się stało, że została sołtysem?
- Należę do ludzi, którzy interesują się wsią i lubią się udzielać w życiu społecznym. Zawsze uczestniczyłam w naszych wiejskich spotkaniach, ponieważ jest to bardzo ważne. Tak też było – dokładnie – 18 listopada 1994 roku. Wtedy odbywało się zebranie wyborcze, ale nie myślałam o tym, by kandydować. Na miejscu okazało się, że jeszcze urzędujący sołtys oświadczył, że nie będzie brał udziału w kolejnych wyborach. Mieszkańcy zaproponowali mi objęcie tej funkcji, a ja z pewnymi obawami, bo przecież było to dla mnie coś nowego, przyjęłam je.

Wręczanie nagrody dożynkowej za wieniec.
- Wtedy w skład sołectwa wchodziły cztery miejscowości: Radostowo, Kiełbasy, Orzeszki i Suchoros. Dopiero kilka lat temu doszło do podziału i obecnie istnieją dwa sołectwa: Radostowo z Kiełbasami oraz Orzeszki z Suchorosem.

Pani Zofia z mężem Czesławem.
Funkcje sołtysa pani Zofia pełniła nieprzerwanie do marca 2015 roku, czyli przez 21 lat. Po czteroletniej przerwie znów została wybrana, tym razem na pięcioletnią kadencję. - Jestem wdzięczna mieszkańcom za taki duży kredyt zaufania. Funkcja sołtysa wymaga poświęcenia swojego czasu i zapasu energii do działania. Aby zrealizować jakiś projekt, trzeba się trochę nachodzić i natrudzić. Ale warto to robić. I zawsze mogę liczyć na duże wsparcie rady sołeckiej.

Pani Zofia z obrazkiem pobłogosławionym przez arcybiskupa Wojciecha Ziembę.
Pani Zofia wspomina, że w początkowych latach jej „urzędowania” sytuacja mieszkańców wsi i samych wsi była znacznie trudniejsza niż obecnie. Ludzie nie mieli pracy, a na wiejskie, wspólne potrzeby nie było pieniędzy. - Prawie dwadzieścia lat temu panowało dość duże bezrobocie. Oczywiście wpływ na to miało niewątpliwie wcześniejsze rozwiązanie PGR-ów i spółdzielni rolniczych, które w jakiś sposób gospodarczo rozwijały nasze wsie.
W ostatnim czasie sporo w tym zakresie się jednak zmieniło na lepsze, chociaż – jak mówi pani Zofia – prawda jest taka, że większa część młodych ludzi po prostu wyjeżdża „za chlebem”.
- Twierdzą, że tu, na miejscu nie mają szans na rozwój zawodowy. Trochę jednak się mylą, bo proszę spojrzeć ile tu powstaje nowych domów.
Na dowód tego pani Zofia prowadzi do ogrodzenia swojej posesji i wskazuje na działkę znajdującą się po drugiej stronie, gdzie już za niedługo do nowego budynku wprowadzą się sąsiedzi. - Wystarczy chcieć, wziąć się do pracy lub znaleźć jakiś sposób na rozwój i efekty są widoczne. W naszej wsi w ciągu zaledwie kilku lat powstało 9 nowych budynków. Dość dużo młodych ludzi dojeżdża do pracy m.in. do Wielbarka i Łysych

Sołtys Orzeszek w stroju kurpiowskim podczas jednej z uroczystości kościelnych w Klonie.
Pani Zofia do swoich najważniejszych sukcesów zalicza m.in. przebudowę, na początku 2000 roku, dwóch dróg i ułożenia na nich nowych nawierzchni asfaltowych oraz powstanie świetlicy.
- Pomysł na stworzenie we wsi świetlicy powstał w mojej głowie. Wszystko było dobrze, dopóki w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nie zlikwidowano w Orzeszkach szkoły. Wcześniej wszystkie zebrania wiejskie i ważniejsze uroczystości odbywały się w jednej z sal szkoły, ale gdy ją zamknięto, mieszkańcy stracili miejsce do organizowania wiejskich spotkań. Na szczęście miałam klucze do budynku i gdy zachodziła taka potrzeba, otwierałam budynek i organizowaliśmy tam nie tylko zebrania, ale i któregoś roku udało nam się tam zrobić wiejski wieczór sylwestrowy.
W latach późniejszych w budynku dawnej szkoły powstał Środowiskowy Dom Samopomocy i pani Zofia wykorzystała nadarzającą sytuację do stworzenia świetlicy wiejskiej. - Napisałam podanie i pojechałam do wójta, który oczywiście poparł moje dążenia związane z powstaniem w Orzeszkach świetlicy wiejskiej. Podczas kolejnej sesji rady gminy radni poprali mój pomysł oraz wygospodarowali niezbędne środki finansowe, które miały być przeznaczone na wzniesienie nowego budynku świetlicy, który miał powstać obok ŚDS. 18 sierpnia 2013 roku mieszkańcy Orzeszek otrzymali nową świetlicę wiejską.

Na pytanie, czy jest jakaś różnica w podległości administracyjnej z tej do 1999 roku, a do obecnej, pani Zofia ze smutkiem odpowiada: - Wcześniej było to województwo ostrołęckie, obecnie warmińsko-mazurskie i właściwie przez wiele lat niewiele się zmieniło. Na ogół jesteśmy traktowani niejako na tak zwaną „doczepkę”, ale wynika to chyba z naszego przygranicznego położenia na skraju gminy i województwa. Jak mówi, do Ostrołęki było daleko, bo aż ponad 70 kilometrów, więc obecnie dla mieszkańców jest chyba lepiej w obecnym województwie, bo i do miasta powiatowego nie jest daleko.
Pani Zofia z dumą opowiada o swoich kurpiowskich korzeniach i kultywowaniu rodzinnych tradycji.
- Od dziecka bardzo aktywnie uczestniczyłam we wszystkich ważniejszych nabożeństwach kościelnych w Klonie, podczas których zawsze byłam przyodziana w strój kurpiowski, którego liczne elementy są jeszcze pamiątką po mojej mamie. To jest dla mnie jedna z najbardziej cennych pamiątek – pokazuje oprawiony w ramkę list - dyplom. - Otrzymałam go od arcybiskupa Wojciecha Ziemby wraz z błogosławieństwem za „zaangażowanie w życie parafialne i prace społeczne oraz dbałość o kulturę kurpiowską”.
Zofia Kosiorek uważa, że piastowanie funkcji sołtysa nie jest łatwą do pełnienia i dlatego ściśle łączy się z dużą odpowiedzialnością, jednakże dzięki temu jest się najbliżej lokalnej społeczności i dostrzega jej potrzeby.
- W mojej miejscowości jest bardzo dużo ludzi, którzy chcą pomagać i wspierają mnie w działaniach, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Dziękuję również mieszkańcom swojej miejscowości za wielki kredyt zaufania, jakim mnie obdarzyli, bo jeśli ktoś decyduje się być sołtysem, to tylko po to, aby zrobić coś dla wsi i jej mieszkańców.
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23