Środa, 15 Lipiec
Imieniny: Kamili, Kamila, Marcelego -

Reklama


Reklama

Najpierw Julek ze Szczytna, teraz kolejne sygnały z innych placówek powiatu. Rodzice pytają: czy nasze dzieci są naprawdę bezpieczne?


Telefonów i wiadomości jest coraz więcej. Po publikacji historii sześcioletniego Julka, który sam opuścił przedszkole w Szczytnie i przeszedł przez miasto do prababci, do redakcji zaczęli zgłaszać się kolejni rodzice. tym razem sprawa dotyczy placówek nie podległych miastu, a innym samorządom i stowarzyszaniom w naszym powiecie. Opowiadają o podobnych sytuacjach, które miały wydarzyć się w placówkach na terenie powiatu. Niektóre z tych historii budzą poważne pytania o nadzór nad dziećmi i procedury bezpieczeństwa.



Sprawa Julka poruszyła wielu czytelników. Przypomnijmy, że chłopiec samodzielnie wyszedł z przedszkola. Jak relacjonowała jego mama, personel miał zorientować się, że dziecka nie ma, dopiero po jej interwencji.

Teraz do naszej redakcji docierają kolejne sygnały.

„SPRAWA ROZESZŁA SIĘ PO CICHU”

Jeden z czytelników zwrócił uwagę, że podobne zdarzenie miało mieć miejsce także w Pasymiu. 

- Nie tylko w Szczytnie dzieci wychodzą same z przedszkola. W Pasymiu dziecko też wyszło podczas pilnowania przez nauczycielkę. Tylko sprawa po cichu rozeszła się po kościach - napisał do naszej redakcji.

 

Na tym etapie nie znamy szczegółów tego zdarzenia. Będziemy je weryfikować.

 

„STAŁ POD OKNEM PRZERAŻONY I ZAPŁAKANY”

Jeszcze bardziej poruszająca jest relacja matki pięcioletniego chłopca ze spektrum autyzmu. Kobieta twierdzi, że jej syn sam opuścił teren specjalistycznej placówki przeznaczonej dla dzieci z niepełnosprawnościami. Tym razem nie dotyczy to jednak przedszkola, nad którym nadzór trzyma miasto Szczytno. Placówka prowadzi stowarzyszenie, a nadzór sprawuje powiat.


Reklama

 

- O godzinie 13 zapukał do okna mój pięcioletni syn. Byłam w szoku. Zamiast być pod opieką opiekunów z przedszkola specjalnego dla dzieci z niepełnosprawnościami, stał pod naszym oknem cały roztrzęsiony, przerażony i zapłakany - opisuje matka.

Jak twierdzi kobieta, chłopiec miał samodzielnie pokonać około półtora kilometra.

- Jak to się stało, że opuścił teren placówki? Jak pięciolatek dostał się sam do domu? Gdzie były osoby odpowiedzialne za dziecko ze specjalnym orzeczeniem i indywidualną opieką? - pyta.

Także tę sprawę będziemy weryfikować.

 

PYTAŃ JEST CORAZ WIĘCEJ

Historie przekazywane przez rodziców różnią się szczegółami, ale łączy je jedno. W każdej pojawia się pytanie o bezpieczeństwo najmłodszych. Czy przedszkola są odpowiednio zabezpieczone przed samowolnym opuszczeniem budynku przez dziecko? Jak wyglądają procedury liczenia dzieci podczas zajęć? Czy drzwi wejściowe i wyjściowe są skutecznie zabezpieczone? Jak wygląda nadzór nad dziećmi wymagającymi szczególnej opieki?

Reklama

 

W najbliższych dniach przyjrzymy się bliżej temu, jak wyglądają procedury bezpieczeństwa w przedszkolach na terenie Szczytna i powiatu szczycieńskiego. Zapytamy dyrektorów placówek o stosowane zabezpieczenia, rozwiązania techniczne i procedury obowiązujące w sytuacji zaginięcia dziecka. Sprawdzimy również, czy podobnych zdarzeń było więcej i jak zakończyły się prowadzone postępowania wyjaśniające.

Jeżeli są Państwo rodzicami i chcą podzielić się swoimi doświadczeniami dotyczącymi bezpieczeństwa dzieci w przedszkolach, zachęcamy do kontaktu z redakcją.

Bo niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa Julka, jedno pytanie pozostaje aktualne: czy dziecko oddane rano pod opiekę placówki rzeczywiście jest tam bezpieczne?

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama