Guz mózgu – tę straszną diagnozę usłyszała pani Irena w 2008 roku. - To było w wakacje, w lipcu. Tomek zdał do drugiej klasy. Wybrał się do kolegi i po drodze, na ulicy stracił przytomność. W szczycieńskim szpitalu stwierdzono, że ma padaczkę. We wrześniu, już w Olsztynie, ustalono, że ma guza mózgu.
Z Olsztyna Tomek trafił do Centrum Zdrowia Dziecka. Został zoperowany.
- Lekarze wówczas powiedzieli mi, że to był guz wrodzony, że podobno miał go od urodzenia – opowiada pani Irena. - Nie wiem czy to w ogóle możliwe, ale komu ufać w takiej sytuacji, jeśli nie lekarzom? Tym bardziej, że zapewnili mnie też, że wszystko będzie dobrze, bo guz został usunięty w całości, nazwali to glejak niezłośliwy. Byliśmy zbyt szczęśliwi, że ten poważny problem mamy za sobą, by szukać, dociekać szczegółów.
Minęły cztery lata...
Tomasz wrócił do szkoły, zdał maturę, podjął studia. Nie dane mu jednak było ich skończyć. W 2012 roku choroba wróciła z większą mocą. Konieczna była kolejna operacja, tym razem przeprowadzona na oddziale neurochirurgii w Olsztynie.
- Diagnoza wciąż dawała nadzieję – wspomina mama Tomasza. - Co prawda guz był większy niż poprzednio, ale miał ten sam charakter. Również tym razem uznano, że to taki sam glejak niezłośliwy. Skąd się wziął? Tego nikt oficjalnie nie mówił, ale lekarze sugerowali tylko, że przy pierwszej operacji coś musiało zostać i odrosło.
Efekty działalności guzów i kolejnych operacji nie pozostały bez skutków. Tomek zaczął mieć już problemy z pamięcią, z koncentracją. Musiał przerwać studia. Poczekać na powrót do pełni sił i zdrowia.
Minęły trzy lata...
Po rekonwalescencji Tomek podjął kolejną próbę kształtowania swojej przyszłości. Miały temu służyć studia w Gdańsku, tym razem na dość oryginalnym kierunku: rosjoznawstwo. Starał się być aktywnym studentem, działał jako wolontariusz w projektach międzynarodowych. W ich ramach między innymi przez miesiąc opiekował się dziećmi Tatarów krymskich, które w efekcie terytorialnych „przepychanek” zostały z rodzinnych domów ewakuowane do Drohobycza na Ukrainie. Znów jego życie zaczęło się układać... do 2015 roku. Wtedy guz zaatakował po raz trzeci. Nie był już tak łagodny jak poprzednio.
- Jak napisano w medycznej dokumentacji, nadal był to glejak, ale już 3. stopnia, więc niebezpieczny, bo te poprzednie były 2. stopnia. - Pani Irena cytuje dokumentację medyczną. - Wykonano trzecią operację, w Gdańsku. Usunięto część tego glejaka. Powiedziano mi, że wycięcie całego równałoby się uszkodzeniu mózgu, które doprowadziłoby do paraliżu. Tę resztę próbowano zniszczyć naświetlaniem i chemioterapią.
Minęły dwa lata...
Z przerwami na leczenie Tomek studiował. Jeszcze wiosną 2017 roku badania kontrolne wskazywały na to, że podjęte leczenie było skuteczne. - Pod koniec marca zrobiono Tomkowi rezonans. Lekarz stwierdził, że „jest dobrze”, że ta część guza, która została po poprzedniej operacji nie rozwija się, nie jest aktywna – mówi pani Irena. - Syn w jednym semestrze zaliczył zaległe egzaminy i w październiku miał już rozpocząć ostatni rok studiów, uzyskać licencjat.
Stało się inaczej. Niepokojące objawy pojawiły się już w czerwcu. Na początku lipca Tomek znów trafił do szpitala w Gdańsku.
- Kolejny rezonans wykazał, że ten obrzydliwy guz rośnie, przenosi się z lewej półkuli mózgu, gdzie był dotychczas, do prawej. - Pani Irena z trudem powstrzymuje łzy. - Rozwój jest zastraszająco szybki. Tomek ma już niedowład prawej ręki, problem z mówieniem, co lekarze określają jako postępującą afazję.
Minęły niecałe dwa miesiące...
Dokładnie 21 sierpnia pani Irena wraz z synem, wypisanym wcześniej ze szpitala, pojechała do Gdańska. - Miał już kłopoty z pamięcią, nie mógł mi powtórzyć tego, co mówili mu lekarze, więc pojechałam z nim, by się wszystkiego dowiedzieć.
Żadna matka tej wiedzy nie chciałaby uzyskać. Lekarze stwierdzili, że guz jest nieoperacyjny i bardzo złośliwy, że tylko agresywna, paliatywna chemioterapia może utrzymać Tomka przy życiu. Jak długo?
- Lekarze rozkładali ręce. Usłyszałam: „Nie wiadomo, ale studiów nie skończy” - z płaczem i rezygnacją w głosie relacjonuje pani Irena.
Iskierka nadziei
Rodzima medycyna praktycznie skazała już Tomka na śmierć. Rodzina, a zwłaszcza matka – pani Irena – nie chce zaakceptować wyroku. Trudno się temu dziwić. - Dowiedzieliśmy się o leczeniu za granicą poprzez terapię „Nano Therm”, w klinice w Berlinie. Metoda przynosi skutki, tylko że jest bardzo kosztowna – mówi pani Irena.
Do Berlina wysłana została cała dokumentacja medyczna Tomka. Rodzina czeka na decyzję tamtejszych lekarzy.
- Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu coś będziemy wiedzieć. Przede wszystkim to, czy tą metodą można jeszcze Tomkowi pomóc i czy niemieccy lekarze się tego podejmą, ile to będzie dokładnie kosztowało, a także kiedy, najpóźniej, tę kolejną operację trzeba będzie wykonać.
Niewykluczone, że czasu będzie niewiele. Dlatego Tomek i jego rodzina już zdecydowali się zwrócić o pomoc. Jego guz objęła opieką Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”.
Pani Irena pracuje w WSPol. Jest pracownikiem fizycznym. Jej starszy syn również tam jest zatrudniony – chwilowo, na krótkotrwałym zastępstwie. Najmłodszy, 15-latek, uczy się w gimnazjum.
- Z jednej, niewygórowanej pensji trudno jest utrzymać mieszkanie, rodzinę, ponosić koszty leczenia – stwierdza z rezygnacją pani Irena. - Dotychczas pomagali nam przyjaciele, rodzina, znajomi. Kosztu operacji w Berlinie nie udźwigniemy sami, a mam nadzieję, że będzie ona możliwa, że Tomka można wyleczyć. Bardzo proszę o pomoc i wsparcie – apeluje Irena Bednarczuk.
Jak można pomóc?
Pomóc Tomaszowi można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK
31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: „1076 pomoc dla Tomasza Bednarczuk”
wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Tomasz:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
PL31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
swift code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Title: „1076 Help for Tomasz Bednarczuk”
Aby przekazać 1% podatku dla Tomasza:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce „Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%” wpisać „1076 pomoc dla Tomasza Bednarczuk”
A kto ten Wilczek, że aż taki artykuł o niej m piszą?
Rafał
2026-06-17 16:58:24
Ten człowiek ma zdolności do likwidacji i zamykania
Bodzio
2026-06-17 09:21:02
Te Spaliny sławne ze złej strony . Wczesniej pedofila złapali , teraz 3, 8 promyka. Szofer
konrado
2026-06-16 22:12:28
Uuuu to w restauracji grota pewnie szambo wybija że zmywarki
Mieszkaniec
2026-06-16 21:22:40
Dzień dobry Państwu. No wreszcie ktoś odważył się powiedzieć to głośno! Pani Radna Malwina Prusińska słusznie „męczy” odpowiednie osoby o temat Dworca PKS, bo — nie oszukujmy się — ten plac wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tam w 1981 roku i od tamtej pory nikt nie miał odwagi tam zajrzeć. Wstyd to mało powiedziane. Nie wiem, czy Pan Michał Trusewicz faktycznie był na tym dworcu osobiście, czy tylko widział go na zdjęciu z satelity, ale skoro już rozmawiamy o transporcie, to mam kilka pytań, które aż proszą się o odpowiedź. Może jakaś kompetentna osoba z ratusza pochyli się nad tym postem — choćby na tyle, żeby nie dostać skurczu pleców. Do rzeczy: 1) Kto wydał pozwolenie dla przewoźników EGER, IKEA i całej reszty floty kosmicznej na parkowanie na parkingu przy Andresa/Lipperta? Bo wygląda to jak prywatny terminal lotniczy, tylko bez samolotów. 2) Czy właściciele tych pojazdów płacą za parkowanie? Pytam, bo parking wygląda jak powierzchnia Marsa po gradobiciu — kratery, jeziora po deszczu i dekoracje w postaci pustych butelek. NASA mogłaby tam kręcić dokument o terraformacji. 3) Dlaczego te autobusy jeżdżą przez Lipperta? Mieszkańcy mają tam survival na co dzień, a przejście przez ulicę to jak gra w „Froggera” na poziomie hard. 4) Co z autami lokalnego zbieracza skarbów? Pan został przegoniony spod Starostwa, więc przeniósł się na parking i dalej parkuje swoje rydwany pełne… powiedzmy: „kolekcji”. Czy naprawdę nie ma sposobu, żeby zakończyć tę epopeję? 5) Czy Straż Miejska lub Policja może tu zareagować? W końcu to centrum miasta, a nie strefa wolnego handlu i dowolnego parkowania. 6) I na koniec — hit sezonu. Pseudo‑przystanek na Pasymskiej, vis‑à‑vis Biedronki, na drodze krajowej 53. Autobusy zatrzymują się na jezdni, zatoki brak, linie ciągłe jak mur chiński — wyminąć się nie da, więc rano korek jak w Warszawie, tylko bez metra. Zgodnie z przepisami decyzję o lokalizacji przystanku wydaje zarządca drogi, czyli GDDKiA (albo miasto, jeśli ma zgodę). No i pytanie: kto uznał, że to dobre miejsce? Bo wygląda to jak żart, tylko nikt się nie śmieje.
MilczącyMyśliciel
2026-06-16 14:58:26
Brawo, Kaiser Wilhelm II lubi to!
Klasyk
2026-06-16 14:27:07
Na kolejowej mapie Warmii i Mazur właśnie dzieje się coś, czego mieszkańcy Wielbarka nie widzieli od ponad trzech dekad. Po 34 latach pociągi Intercity znów zatrzymają się w ich miejscowości. - Gwoli sprostowania - spółka PKP IC powstała w 2001 r, więc Wielbark nie mógł czekać na jej pociągi 34 lata
wolf
2026-06-16 11:08:10
gratuluję szczycieńskiej policji brawurowej akcji, teraz czuję się bezpieczniej
20 porcji dilerskich
2026-06-16 10:11:23
Podoba mi się zaproszę żonę na wycieczkę .
Franek66
2026-06-15 07:49:34
Tak to jest, jak brzegi zabudowane. Jezioro ok, ale bylam raz i nigdy więcej.
Gabi
2026-06-14 19:30:23