Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

Warto mieć swoją odskocznię


Ciężko w Polsce być artystą? Jak twierdzi Jerzy Dobrzyński, rzeźbiarz-amator, na pewno jest to trudne w mniejszych miejscowościach. - Nie chodzi nawet o rozgłos, ale o pokazanie swoich prac szerszemu gronu osób. Mało jest bowiem inicjatyw, które udowodniłyby ludziom zarówno tym,...


  • Data:

Ciężko w Polsce być artystą? Jak twierdzi Jerzy Dobrzyński, rzeźbiarz-amator, na pewno jest to trudne w mniejszych miejscowościach. - Nie chodzi nawet o rozgłos, ale o pokazanie swoich prac szerszemu gronu osób. Mało jest bowiem inicjatyw, które udowodniłyby ludziom zarówno tym, co tworzą, jak i tym, co oglądają, że warto działać na rzecz kultury – twierdzi mężczyzna.

Jerzy Dobrzyński swoją przygodę z rzeźbiarstwem zaczynał jak większość artystów. - Jako młody chłopak dorastałem w gospodarstwie i sam robiłem sobie zabawki – opowiada. Pierwsze jego prace to łódki z kory czy jakieś drobne rzeczy z drewna. Po przeprowadzce do Szczytna w 1995 roku pan Jerzy zaczął uczęszczać na warsztaty do Michała Grzymysławskiego. - Tam dowiedziałam się jak prawidłowo pracować z narzędziami i dokładnie poznałem techniki manualne – mówi. Dobrzyński traktuje sztukę jako swoje hobby, ponieważ z doświadczenia wie, że nie da się z tego wyżyć.

- Owszem, otrzymuję zamówienia, ale by utrzymać rodzinę to muszę mieć jakieś główne zajęcia, pewną pracę – twierdzi. Pan Jerzy tworzy przede wszystkim dzieła odtwórcze. - Wynika to z konkretnych próśb osób, które się do mnie zgłaszają – wyjaśnia. Najważniejszymi jego klientami są jednak jego córka i syn. Dzieci często proszą ojca o zrobienie dla nich jakiś zabawek. - Tworzę dla nich w ulubionej mojej tematyce, czyli baśniowo-ludowej. Wykonywałem żołnierzyki, księżniczki, pająki, piranie czy stwory z filmów. Moje pociechy lubią te zabawki, bo są unikalne. Ich znajomi takich nie mają – mówi artysta.


Reklama

Swoje prace mężczyzna chętnie pokazuje szerszej publiczności, choć nie ma ku temu zbyt wielu okazji. - Gdy jeszcze uczęszczałem na warsztaty do Michała miałem kilka wystaw. Moje prace podróżowały po całej Polsce – mówi. Nie tak dawno wraz z Kazimierzem Kakowskim artysta miał wernisaż w Galerii Sztuki w WSPol-u w Szczytnie. Zdaniem Dobrzyńskiego jest za mało miejsc, gdzie można zaprezentować swoją twórczość. Na ciekawy pomysł wpadło pewne miasto, które wydało pozwolenie, aby rzemieślnicy pracowali przez okres wakacyjny w ruinach zabytkowego zamku. Każdy mógł przyjść, popatrzeć jak rzeźba powstaje od początku do końca, a artysta był zadowolony, że jest zainteresowanie jego pracą – opowiada. - Sam pamiętam sytuację, gdy ludzie, którzy oddają mi materiały im nieprzydatne, byli w szoku, co z nich powstało. Nie spodziewali się, że można z nich zrobić takie cuda. Od razu pytali, jak to się robi – dodaje.

Dla Jerzego Dobrzańskiego wystawa to sposób, by czuć się docenionym, ale i bez tego tworzy, bo sprawia mu to ogromną satysfakcję. Jest to jego sposób na odreagowanie problemów i jego odskocznia od codzienności. - Jestem energicznym człowiekiem, lubię mieć jakieś dodatkowe zainteresowania. Kocham nie tylko rzeźbiarstwo, ale i fotografię, i numizmatykę. Dobrze, gdy ludzie mają powód, dla którego odejdą od ekranu telewizora czy komputera i zajmą się czymś kreatywnym po pracy – twierdzi.

Reklama

Patrycja Woźniak

fot. Daria Dobrzyńska



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama