Niedziela, 3 Maj
Imieniny: Longiny, Toli, Zygmunta -

Reklama


Reklama

W jedną noc stracili wszystko


Ogień to potężny żywioł, który zabrał państwu Halinie i Eugeniuszowi Godlewskim prawie cały ich dorobek. - Mieszkaliśmy tu całe życie, wychowaliśmy dzieci, a także prowadziliśmy gospodarstwo, a teraz musimy zaczynać od nowa – mówią małżonkowie.

  • Data:

Ogień to potężny żywioł, który zabrał państwu Halinie i Eugeniuszowi Godlewskim prawie cały ich dorobek. - Mieszkaliśmy tu całe życie, wychowaliśmy dzieci, a także prowadziliśmy gospodarstwo, a teraz musimy zaczynać od nowa – mówią małżonkowie.

W nocy z niedzieli na poniedziałek w jednym z domów w Piduniu rozpętało się piekło. - Przebudziłam się, bo usłyszałam huk. Szybko obudziłam męża, żeby sprawdził, co się dzieje. Jak się okazało hałas wywołały palące się belki, które uderzały o strop. – relacjonuje pani Halina. Małżonek wybiegł z domu i zobaczył płomienie, które trawiły budynek. - Nie mogliśmy uwierzyć, że pali się nasz dom – mówi mężczyzna.

Pan Eugeniusz najpierw wyprowadził konia z obory i zaczął wynosić rzeczy do budynku, w którym mieszkał z żoną. - Prędko zaczęliśmy zakładać ciepłe ubrania. W biegu złapałem jeszcze stolik, który udało mi się wynieść. Byłem w szoku, chciałem ratować nasz dobytek. Wziąłem, co było pod ręką, ale było już za późno, aby wracać po resztę – opowiada. Na szczęście straż przyjechała szybko i ogień nie zdążył objąć sąsiednich budynków. - Gdyby nie błyskawiczna reakcja strażaków z Jedwabna, Wielbarka i Szczytna ogień na pewno by się rozprzestrzenił na stojącą niedaleko stodołę, gdzie trzymamy ciągnik i inne sprzęty oraz słomę. Straty dopiero byłyby ogromne – dodaje kobieta.


Reklama

Ogień udało się ujarzmić dzięki akcji 6 jednostek pożarniczych, jednak dom, w którym przez wiele lat mieszkali Godlewscy, trzeba odbudować. Całkowitemu zniszczeniu uległ dach. Część budynku grozi zawaleniem, a cały został zalany wodą. Straty szacuje się na około 50 tysięcy złotych. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że oboje małżonkowie wyszli z tego cali i zdrowi. - Dobrze, że byliśmy sami, a nie było akurat z nami dzieci – mówi pani Halina.

Rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, ludzie z terenu gminy, a także spoza niej pojawili się wkrótce po pożarze, by pomóc. Mieszkańcy Pidunia i okolic zapewnili pogorzelcom żywność i ubrania. Z gminy Godlewscy dostali dodatkowy piec do ogrzania pomieszczenia, w którym aktualnie mieszkają. - Zaproponowaliśmy im mieszkanie zastępcze, ale odmówili. Wolą zostać na miejscu i wszystkiego przypilnować sami – mówi Krzysztof Otulakowski, wójt gminy Jedwabno. - Nic dziwnego, pan Eugeniusz jeszcze następnego dnia gasił to, co się jeszcze tliło.

W tej chwili wszyscy pracują ciężko, by uprzątnąć pogorzelisko. Teraz najpotrzebniejszy jest węgiel do ogrzewania kuchni letniej, jednopokojowego budynku, w którym obecnie przebywają Godlewscy. - Dostaliśmy drewno, ale szybko się spala, a za oknem zimno – mówi pani Halina. Pogorzelcy zapewne nigdy nie zapomną tego dnia. - Co tu dużo mówić, bach i chwilę później nie zostało nam nic – mówi mężczyzna. - Teraz najważniejsze jest, by jak najszybciej odbudować dom. Potrzebnych jest tyle rzeczy. Wszelkiego rodzaju materiały budowlane, poczynając od gwoździ, cegieł, cementu, styropianu, a kończąc na sprzętach kuchennych i do łazienki – mówi córka państwa Godlewskich.

Reklama

Już w poniedziałek rano Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej rozesłał do mediów apel o pomoc. Jak dodaje Maria Perzanowska, sołtys Pidunia, mieszkańcy wraz z radą sołecką planują założyć komitet, by móc zbierać pieniądze, które przeznaczą w całości na potrzeby rodziny Godlewskich. - Chcemy to zrobić jak najszybciej. Jeśli ktoś chce pomóc to może kontaktować się w tej sprawie bezpośrednio ze mną (tel. 604-563-304) albo dzwonić do GOPS-u czu Urzędu Gminy w Jedwabnie – mówi Maria Perzanowska.

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama